19.12.2024, 12:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.03.2025, 20:52 przez Anthony Shafiq.)
Mruknął leniwie zamiast odpowiedzi, rozciągając się w wygodnym lenistwie nocnego nicnierobienia.
–Wszyscy jesteśmy skazani na błędy poprzedników. Zmieniają się ubrania, dekoracje, to są te same ścieżki, te same błędy. Pytanie, które sobie zadaję to tylko i aż w którym miejscu cyklu my, a nie Rzymianie, znajdujemy się obecnie. To jak niekończąca się pieśń z refrenem, który wraca i wraca... Upadek, jak śmierć wpisane są w naszą naturę. Przestrogi? Nawet znając je na pamięć, nie jesteś w stanie ich uniknąć. To jak błędy poznawcze. To coś, co czyni nas ludźmi a nie magicznymi konstruktami. – zamyślił się upijając wina, nie odwracając do Icarusa, teraz, kiedy zgodnie z jego wolą zabawiał go rozmową, nawet jeśli ów rozmowa mogła zdawać się wcale miła. Upadające Imperium, domknięte opowieści o końcu epok skłaniały mimowolnie też do zadumy nad własną śmiertelnością i rolą, którą pełniło się w gobelinie wieczności. Czymże byli wobec gwiazd trwających nad Ziemią od milionów lat?
–Och, oczywiście, że znam trójcę Heglowską, któż mógłby jej nie znać? – uśmiechnął się rozbawiony, zatopiony we własnym snobizmie. Oczywiście, że znał wiele osób, które nie zamierzały zgłębiać filozofii uznając ją za stratę czasu, tymczasem to ona dotykała wielu sfer, których znajomość w polityce okazywała się niezbędna. – Synteza finalnie staje się nową tezą, zwłaszcza w tworach, które żyją tak długo. U ludzi jest to prostsze do zaobserwowania, cykl jest krótszy. Teza wychowania z domu, antyteza młodzieńczego buntu i w końcu dorosłość, jako powrót do błędów wyciągniętych w domu doprawionych szczątkami ideałów i marzeń z czasów, gdy wszystko zdawało nam się możliwe. W historii Państw jednak musi być zachowany łańcuch. Każde pokolenie musi zagrzmieć na alarm o ubytku obyczajów. To tradycja. Jak Yule i śpiewem zaklinanie szczęścia i przetrwania w zimowym okresie. – zauważył, choć do przesilenia zimowego zostało sporo czasu. Yule jednak było najbardziej dlań praktycznym dowodem potrzeb całej społeczności, bez względu na wiarę czy krew. – Wiara w sens, jest ważna dla integralności osobowości. A gdzie w Twoim osobistym życiu ten sens leży. Czy upatrujesz go u boku swojego ojca? Czy jak imiennik wyruszysz ku niebu samotnie? – zapytał nagle, tym razem obracając głowę ku rozmówcy, nie mogąc odmówić sobie widoku jego młodzieńczej twarzy. Gniew? Zakłopotanie? Cóż też dostrzeże w ciemnych oczach badacza, który wciąż trzymał się ojcowskiej togi lękliwie. Wracał do tego tematu, może i nieco monotonnie, ale czyż nie uratował w ten sposób swojego drogiego przyjaciela Morpheusa? Czyż nie wyrwał z teatralnego szantażu Selwyna? Powołanie, talent... to wszystko marność, bez udziału woli. Własnej woli. Czy w młodym Prewecie choć na moment zajaśniała antyteza? A może wciąż dziecinnie pogrążony był w tezie, w której nie było miejsca na jego własną myśl?
–Wszyscy jesteśmy skazani na błędy poprzedników. Zmieniają się ubrania, dekoracje, to są te same ścieżki, te same błędy. Pytanie, które sobie zadaję to tylko i aż w którym miejscu cyklu my, a nie Rzymianie, znajdujemy się obecnie. To jak niekończąca się pieśń z refrenem, który wraca i wraca... Upadek, jak śmierć wpisane są w naszą naturę. Przestrogi? Nawet znając je na pamięć, nie jesteś w stanie ich uniknąć. To jak błędy poznawcze. To coś, co czyni nas ludźmi a nie magicznymi konstruktami. – zamyślił się upijając wina, nie odwracając do Icarusa, teraz, kiedy zgodnie z jego wolą zabawiał go rozmową, nawet jeśli ów rozmowa mogła zdawać się wcale miła. Upadające Imperium, domknięte opowieści o końcu epok skłaniały mimowolnie też do zadumy nad własną śmiertelnością i rolą, którą pełniło się w gobelinie wieczności. Czymże byli wobec gwiazd trwających nad Ziemią od milionów lat?
–Och, oczywiście, że znam trójcę Heglowską, któż mógłby jej nie znać? – uśmiechnął się rozbawiony, zatopiony we własnym snobizmie. Oczywiście, że znał wiele osób, które nie zamierzały zgłębiać filozofii uznając ją za stratę czasu, tymczasem to ona dotykała wielu sfer, których znajomość w polityce okazywała się niezbędna. – Synteza finalnie staje się nową tezą, zwłaszcza w tworach, które żyją tak długo. U ludzi jest to prostsze do zaobserwowania, cykl jest krótszy. Teza wychowania z domu, antyteza młodzieńczego buntu i w końcu dorosłość, jako powrót do błędów wyciągniętych w domu doprawionych szczątkami ideałów i marzeń z czasów, gdy wszystko zdawało nam się możliwe. W historii Państw jednak musi być zachowany łańcuch. Każde pokolenie musi zagrzmieć na alarm o ubytku obyczajów. To tradycja. Jak Yule i śpiewem zaklinanie szczęścia i przetrwania w zimowym okresie. – zauważył, choć do przesilenia zimowego zostało sporo czasu. Yule jednak było najbardziej dlań praktycznym dowodem potrzeb całej społeczności, bez względu na wiarę czy krew. – Wiara w sens, jest ważna dla integralności osobowości. A gdzie w Twoim osobistym życiu ten sens leży. Czy upatrujesz go u boku swojego ojca? Czy jak imiennik wyruszysz ku niebu samotnie? – zapytał nagle, tym razem obracając głowę ku rozmówcy, nie mogąc odmówić sobie widoku jego młodzieńczej twarzy. Gniew? Zakłopotanie? Cóż też dostrzeże w ciemnych oczach badacza, który wciąż trzymał się ojcowskiej togi lękliwie. Wracał do tego tematu, może i nieco monotonnie, ale czyż nie uratował w ten sposób swojego drogiego przyjaciela Morpheusa? Czyż nie wyrwał z teatralnego szantażu Selwyna? Powołanie, talent... to wszystko marność, bez udziału woli. Własnej woli. Czy w młodym Prewecie choć na moment zajaśniała antyteza? A może wciąż dziecinnie pogrążony był w tezie, w której nie było miejsca na jego własną myśl?