19.12.2024, 16:13 ✶
Na ile Anthony był przygotowany do tej rozmowy? Prawie wcale. Jego legendarny brak zainteresowania końmi, jak również brak zainteresowania eteryczną bielą istoty siedzącej obok, raczącej się słodkim alkoholem sprawiał, że informacje miał szczątkowe. Plotki. Pomówienia. Rodzinny biznes... Na szali leżało kilka spraw, między innymi relacja z Victorią, którą Anthony znał od maleńkości i w której osąd względem ludzi wierzył. Victorii, którą tak bardzo chciałby widzieć w osi dalszych badań nad potencjałem i sposobem pacyfikacji jej przypadłości...
Zmrużył na moment oczy, to nie była wielka rewelacja narzekać publicznie na Śmierciożerców. Gdyby był Śmierciożercą sam by to robił, udzielał setek wywiadów potępiających te działania, byle tylko odsunąć od siebie podejrzenia w informacyjnej wojnie. Ale nie był, więc pozostało ufać mu instynktowi.
Zaufanie. Najcenniejsza waluta.
– Obyczajów? Zdaje się, że masz coś konkretnego na myśli? – upił nieco trunku, pozwalając wysokiej jakości alkoholizowanej słodyczy. Tak, chciałby zmian w prawie. Mógł za to wypić. – Niestety jak piękny nie byłby głos idealizmu, tak decyzje podążają za pieniądzem. Dopóki górze opłaca się być opieszałym, dopóty ryba ta płynie nader wolno. Zastanawiałem się nie raz, na ile porządek legislacyjny byłby wprowadzany od ręki, gdyby dotyczył bezpośrednio zainteresowanych. Z mieszkańców Doliny ilu jest w Ministerstwie? Może wśród brygadzistów... ale pozostałe piętra? – Zmarszczył nos z powątpiewaniem i pokręcił głową, nie kryjąc swojego niezadowolenia. – Czasem zastanawiam się, hipotetycznie, jak przebieraniec zwany lordem zapewnia sobie takie ciche poparcie, tak zwany włoski strajk opieszałości. Szantaż? Może ciche obietnice składane pod stołem? Czasami zastanawiam się, jaki argument możnaby wyciągnąć wobec tych ludzi, aby przelicytować drania. – Tym razem wypił wszystko i ze stukotem odstawił kieliszek na stół. – Sądziłeś, że to zabrnie tak daleko? Tak długo? Ja byłem przekonany, że złapią ich i przykładnie ukarają za te żałosne przebieranki w pierwszych miesiącach. Maksymalnie pół roku! – Może nazbyt z emfazą, może nigdy nie mówił tych słów wobec ludzi, których nie był pewny. Ale musiał, musiał zaryzykować. Nie było innej drogi.
Zmrużył na moment oczy, to nie była wielka rewelacja narzekać publicznie na Śmierciożerców. Gdyby był Śmierciożercą sam by to robił, udzielał setek wywiadów potępiających te działania, byle tylko odsunąć od siebie podejrzenia w informacyjnej wojnie. Ale nie był, więc pozostało ufać mu instynktowi.
Zaufanie. Najcenniejsza waluta.
– Obyczajów? Zdaje się, że masz coś konkretnego na myśli? – upił nieco trunku, pozwalając wysokiej jakości alkoholizowanej słodyczy. Tak, chciałby zmian w prawie. Mógł za to wypić. – Niestety jak piękny nie byłby głos idealizmu, tak decyzje podążają za pieniądzem. Dopóki górze opłaca się być opieszałym, dopóty ryba ta płynie nader wolno. Zastanawiałem się nie raz, na ile porządek legislacyjny byłby wprowadzany od ręki, gdyby dotyczył bezpośrednio zainteresowanych. Z mieszkańców Doliny ilu jest w Ministerstwie? Może wśród brygadzistów... ale pozostałe piętra? – Zmarszczył nos z powątpiewaniem i pokręcił głową, nie kryjąc swojego niezadowolenia. – Czasem zastanawiam się, hipotetycznie, jak przebieraniec zwany lordem zapewnia sobie takie ciche poparcie, tak zwany włoski strajk opieszałości. Szantaż? Może ciche obietnice składane pod stołem? Czasami zastanawiam się, jaki argument możnaby wyciągnąć wobec tych ludzi, aby przelicytować drania. – Tym razem wypił wszystko i ze stukotem odstawił kieliszek na stół. – Sądziłeś, że to zabrnie tak daleko? Tak długo? Ja byłem przekonany, że złapią ich i przykładnie ukarają za te żałosne przebieranki w pierwszych miesiącach. Maksymalnie pół roku! – Może nazbyt z emfazą, może nigdy nie mówił tych słów wobec ludzi, których nie był pewny. Ale musiał, musiał zaryzykować. Nie było innej drogi.