Od razu rozpoznała starszego brata Icarusa Prewetta, a to dlatego, że z młodszym Prewettem prowadzała się Mona, kuzynka Reginy. Nie raz wspominała o starszym bracie swojego przyjaciela, uśmiechając się przy tym wymownie, co Regina za każdym razem ignorowała.
Zamierzała postąpić podobnie z Basiliusem, ale ten wspomniał o toksyczku. Zerknęła w jego stronę i mimowolnie wzruszyła ramionami.
— Na ostatnich zajęciach wspominał o czymś wybuchowym, więc chyba nie. — uniosła głowę i wymamrotała, otwierając książkę.
Profesor Kettleburn spoglądał na uczniów z tajemniczym uśmiechem. Przyglądał się każdemu z osobna, kiwając głową do swoich myśli.
— Więc? Nikt nie chce strzelać? Lepiej odpowiedzieć źle, niż wcale. — zatrzymał się pośrodku klasy i oparł drewnianą dłoń na biurko, przy którym siedziała dwójka gryfonów i cicho ze sobą rozmawiali. — Panienko Grubbly, chce się pani podzielić swoimi domysłami?
Gryfonka poderwała głowę i poczerwieniała na twarzy. Powoli otworzyła usta i niepewnie odpowiedziała:
— Toksyczek?
Profesor uśmiechnął się ciepło i pokręcił przecząco głową, po czym ruszył dalej wzdłuż rzędu ławek.
— Nie, panienko Grubbly, to nie toksyczek, ale cieszę się, że nie wymieniła pani żadnego ze stworzeń, które przerabialiśmy, bo zacząłbym podejrzewać, że nie uważa pani na moich lekcjach.
Po klasie rozszedł się szmer śmiechów, a wspomniana gryfonka pochyliła głowę, ale i tak było widać, że ma czerwone końcówki uszu.
Regina tego nie zauważyła, bo była zajęta wertowaniem książki „Fantastyczne stworzenia i jak je znaleźć”. Zmarszczone brwi i zaciśnięte usta jasno wskazywały, że szuka czegoś konkretnego.
— Ktoś jeszcze chciałby spróbować? Może dzięki tej podpowiedzi ktoś z was zgadnie. Mianowicie... — przerwał na moment i obrócił się na pięcie, będąc teraz na samym końcu klasy. — Należy wystrzegać się tylnej części ciała tego stworzenia.
Wybuchowe, tylna część ciała, pobrzmiewało w głowie Reginy, która już wiedziała o jakim stworzeniu mowa. Znalazła rozdział o ognistych krabach i rozprostowała strony. Garbiła się nad nią tak, by nie wystawać ponad głowami innych uczniów, i przeskakiwała spojrzeniem po słowach i rycinach. Nie musiała, bo czytała o nich z dobre kilkadziesiąt razy i większość tekstu znała na pamięć, ale bała się, że natknie się na wzrok profesora, który wywoła ją do odpowiedzi.
— Tak panie Plank?
Nauczyciel machnął ręką w stronę krukona o blond włosach i pulchnej twarzy, który zgłosił się do odpowiedzi.
— Czy to jednorożec, panie profesorze?
Kettleburn zacmokał z dezaprobatą i westchnął smutno, jakby ta odpowiedź go strasznie zawiodła. Przeszedł na początek klasy i stanął przy zasłoniętej klatce.
— Panie Plank, rozumiem że mecz quidditcha jest dla pana bardzo ważny i zapewne zajmuje pana uwagę niemal w stu procentach i ma pan poniekąd rację, że nie należy się zbliżać do zadniej strony wierzchowca, w dodatku nie tylko jednorożca. Ale przerabialiśmy je na początku poprzedniego semestru.
Olbrzymka zagryzła wnętrze policzka i nadal spoglądała na strony książki. Znała odpowiedź, ale za każdym razem kiedy miała powiedzieć coś na głos i to przed innymi uczniami, chwytała ją trema, jakby miała wystąpić na deskach teatru przy Drury Lane. Była niemal w stu procentach pewna, że mowa o ognistych krabach, ale to niemal urastało do ogromnych rozmiarów i lokowało się gdzieś w jej gardle, nie pozwalając wydobyć z siebie głosu. Odpowiem następnym razem, pomyślała jak zawsze i potoczyła spojrzeniem po rówieśnikach.
Niektórzy przeglądali książki, pewnie szukali w nich odpowiedzi. Inni naprędce zapisywali kolejne linie na pergaminach, zapewne kończyli jakieś eseje. Z kolei reszta cicho rozmawiała albo tęsknie spoglądała ku boisku, odliczając niecierpliwie minuty do końca lekcji.
Na sam koniec zwróciła głowę w stronę Basiliusa. Wydawał się trochę dziwny przez jego chorobliwie bladą cerę i sposób chodzenia. Tylko Regina była ostatnią osobą, która by do tego przywiązywała uwagę.
Zmarszczyła brwi, usilnie się nad czymś zastanawiając i raz jeszcze zerknęła w stronę chłopaka. Nieznacznie przesunęła podręcznik w jego stronę i postukała w tytuł rozdziału, podpowiadając mu, co za zwierze kryje się w klatce.