Morpheus nigdy nie myślał o tym dogłębnie, nie panikował, ale czasami przychodziły mu zabawne myśli do głowy. Oto, syn szanowanego detektywa, brat i wujek BUM-owców, grający w karty z aurorem nie tylko był mordercą (chociaż to było przecież tak dawno temu, gdy świat był piękniejszy, a Niewymowni tak czy tak mieli tendencję do znikania), ale miał konszachty ze złodziejami z wysokiej półki. Wystarczyło sięgnąć. Ale wszyscy, w których żyłach płynęła krew wielu pokoleń czarodziejów, mieli swoje za uszami. Ciekawiło go, co krył w sobie Atreus, ale nie robił nic, aby zdobyć więcej informacji.
Wiedza była przekleństwem, które przynosiło mu bezsenność. Wiedza o płomieniach. Karta wieży, która co rusz pojawiała się w rozkładach lub migała mu przed oczami.
Wieczorami, takimi jak te, miał to wszystko gdzieś. I tylko cieszył się, że powstrzymał się przed ostatnią lampką wina, którą mu zaproponowano, bo nie byłoby go tutaj, byłby gdzieś indziej, popełniając tragicznie głupie błędy.
— Nie poznałeś chyba mojego najstarszego brata. W moim pokoleniu to jednak ja zostałem uznany za tego najbardziej poważnego.
Mówiło to bardzo wiele na temat rodziny Longbottom biorąc pod uwagę, że Morpheus czynnie brał udział w potańcówce i zdawał się być dość młody duchem, nawet jeżeli ekscentryczny już na pierwszy rzut oka. Kwiaty na koszuli, kwiaty na włosach, tylko ten dziwny, rozbiegany wzrok, który nagle zastygał, zatrzymywał się i trwał w jednym miejscu. Szaleństwo darów trzeciego oka, gdy powierzało się im swoje życie nieco za bardzo.
Wspominał oczywiście o Jeremiaszu, ojcu Brenny i Erika, ciepłym mężczyźnie, odważnym detektywie. Jeremiah był wszystkim, czym nie był Morpheus i młodszy brat tak bardzo mu zazdrościł. Zazdrościł wszystkim braciom, nawet Clemensowi.
— Ale to trzecie oko to dobry trop, nawet jeżeli Florence go nie używa aż tak bardzo. Chyba, że coś się ostatnio zmieniło? — nie był w bliskiej relacji z kobietą, ale wiedział, że była osobą, która unikała nonsensów, kobietą sztywnej, twardej, udawadnialnej nauki i hipotez, które da się zbadać. Pasowała do niej rola nauczycielki i uzdrowicielki. Bardzo ją podziwiał, ale nie rozumiał tego, jego zdaniem, unikania jasnowidzenia. Z drugiej strony, on nie umiał niczego innego.
— Powiedz mi, Atreusie, wiesz może coś więcej o sprawie swojej... Przypadłości? Z Beltane? Twój wuj milczy na ten temat.
Ach, ta ciekawość zawodowa.