25.01.2023, 21:16 ✶
Szczerze? Nie dowierzał w to, co się działo. Rookwood popłyał lekko. Nie tylko podważył kompetencje Erika i wszystkich innych, jakże niepotrzebnym komentarzem, co zostało już szeroko skomentowane, dał jednak jeszcze pokaz tego, co sądził o samym Thomasie.
Zaschło mu w gardle, spoglądał na aurora ze zmarszczonymi brwiami, gotowało się w nim, wiedział jednak, że jego przyjaciel i partner miał rację i należało zamknąć swoją jadaczkę.
Zacisnął więc ją tak mocno, że jego zęby zachrzęściły.
Wiedział, że wielu mogło go nie lubić, teraz jednak traktowanie go z góry, gdy Voldemort zaczął pozbawiać życia tych, którzy pochodzili z rodzin nieczarodziejskich… Robiło mu się niedobrze na samą myśl, że Rookwood, auror, ktoś, kto miał za zadanie walczyć z czarnoksiężnikami, mógł mieć cokolwiek wspólnego z tą cała cholerną ideologią.
Aż odechciało mu się być w pobliżu tego człowieka.
Milczał przez dalsza część spojrzenia, przynajmniej do czasu aż Erik nie wspomniał o braku osoby z umiejętnością fal w u niego i Lucy. Uśmiechnął się słabo.
- Poradzimy sobie, coś wymyślimy - odpowiedział twardo, posyłając lodowate spojrzenie Chesterowi. Niech nie myśli, że Thomas był w czymkolwiek gorszy.
Zacisnął rękę na miotle, spoglądając na Patricka, po czym skinął mu głową.
- Dla mnie wszystko jasne - odparł, chcąc się jak najszybciej wznieść w powietrze, by móc trochę ochłonąć w zimnym wietrze, który zapewne wiał w górze. I może by niepostrzeżenie móc wyczarować jakiś korzeń pod nogami Rookwooda, gdy ten będzie przechodził przez polanę.
Zaschło mu w gardle, spoglądał na aurora ze zmarszczonymi brwiami, gotowało się w nim, wiedział jednak, że jego przyjaciel i partner miał rację i należało zamknąć swoją jadaczkę.
Zacisnął więc ją tak mocno, że jego zęby zachrzęściły.
Wiedział, że wielu mogło go nie lubić, teraz jednak traktowanie go z góry, gdy Voldemort zaczął pozbawiać życia tych, którzy pochodzili z rodzin nieczarodziejskich… Robiło mu się niedobrze na samą myśl, że Rookwood, auror, ktoś, kto miał za zadanie walczyć z czarnoksiężnikami, mógł mieć cokolwiek wspólnego z tą cała cholerną ideologią.
Aż odechciało mu się być w pobliżu tego człowieka.
Milczał przez dalsza część spojrzenia, przynajmniej do czasu aż Erik nie wspomniał o braku osoby z umiejętnością fal w u niego i Lucy. Uśmiechnął się słabo.
- Poradzimy sobie, coś wymyślimy - odpowiedział twardo, posyłając lodowate spojrzenie Chesterowi. Niech nie myśli, że Thomas był w czymkolwiek gorszy.
Zacisnął rękę na miotle, spoglądając na Patricka, po czym skinął mu głową.
- Dla mnie wszystko jasne - odparł, chcąc się jak najszybciej wznieść w powietrze, by móc trochę ochłonąć w zimnym wietrze, który zapewne wiał w górze. I może by niepostrzeżenie móc wyczarować jakiś korzeń pod nogami Rookwooda, gdy ten będzie przechodził przez polanę.