20.12.2024, 12:03 ✶
Tylko uśmiechnął się na pytanie o czasie, bo przecież choć obiecał sobie, że ten wieczór upłynie im tak, jakby oboje sączyli nie trunek a veritaserum, o tyle nie chciał wdawać się w detale swojego... czegoś z Erikiem. Relacji? Zbyt płytkie. Romansu? Zbyt szerokie. Przygody? Zbyt bolesne. Mieli sześć długich lat, żeby zrozumieć, cóż takiego dzieje się między nimi, jaka magia przyciąga i sprawa, że nie potrafią o sobie zapomnieć nawet wtedy, gdy rozum siłą oddzielał ich od siebie.
Anthony marzył o wzajemności, ale gorzkie słowa o tym, że i tak będzie się zamartwiał choćby poznał tę ostateczną odpowiedź na odwieczne pytanie o odwzajemnienie uczucia, były tak prawdziwe, że nie sposób było je ominąć.
– Jak Ty mnie dobrze znasz Victorio. Tak właśnie będzie. Zamartwianie to niestety chyba mój język miłości. Ocena ryzyka tak weszła mi w krew, że nawet w prywatnej sferze trudno mi tego uniknąć. Randka... tak. Można to tak nazwać i w sumie tak właśnie to nazwałem, w momencie składania propozycji – Ewidentnie nie pasowało mu to słowo. Krzywił się, jakby zmuszono go do odwiedzin w Slytherinie.
– Wybieramy się do teatru, a potem na łódź, przy czym.. och w przypadku tego drugiego będzie to prawdziwa siła charakteru, bowiem jak wiesz, panicznie boję się wody. Jasność moich dni jednak wyjątkowo nalegała na tę wizytę, liczę, że jeśli odbywać się będzie wieczorem, to najtrudniejszym okaże się teleportowanie na pokład zacumowanej, maksymalnie zabezpieczonej przed utonięciem łodzi. – Nieznacznie zbladł wstydząc się tej słabości, ale strach towarzyszył mu wobec zbiorników wodnych od dziecka po tym, jak niemal utonął w Morzu Czarnym. Przeprawa przez jezioro u samego progu rozpoczęcia edukacji w Hogwarcie skutecznie ugruntowała jego niechęć do tej placówki.
Opowieści o tym co wydarzyło się w Egipcie słuchał z zapartym tchem, z każdym jej słowem mając coraz szerzej oczy, a potem i usta otworzone w zdziwieniu, niedowierzaniu, szoku. Czy chodziło o treść, a może formę przekazu, tak lekką wobec przełomu, który nastąpił. W momencie gdy zapytała o jego problem, zamrugał kilkukrotnie i nerwowo przełknął ślinę, czując duchotę utrudniającą mu oddech.
– Jesteś... jesteś reaktorem... O bogowie... Nie tylko Ty. Wy... Ilu Was jest? Czy znasz wszystkie nazwiska? – jego twarz była wręcz papierowo blada. Myśli pierzchły, gdy opadł na oparcie, niemalże słyszała jak jego mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach, ewidentnie przegrzewając się, gdy stalowe oczy zaszkliły się nieco od braku mrugania, a palcami elastycznie sięgnął po splot, by podjąć próbę ukształtowania papierowego wachlarza, do przyniesienia sobie odrobiny ulgi.
Anthony marzył o wzajemności, ale gorzkie słowa o tym, że i tak będzie się zamartwiał choćby poznał tę ostateczną odpowiedź na odwieczne pytanie o odwzajemnienie uczucia, były tak prawdziwe, że nie sposób było je ominąć.
– Jak Ty mnie dobrze znasz Victorio. Tak właśnie będzie. Zamartwianie to niestety chyba mój język miłości. Ocena ryzyka tak weszła mi w krew, że nawet w prywatnej sferze trudno mi tego uniknąć. Randka... tak. Można to tak nazwać i w sumie tak właśnie to nazwałem, w momencie składania propozycji – Ewidentnie nie pasowało mu to słowo. Krzywił się, jakby zmuszono go do odwiedzin w Slytherinie.
– Wybieramy się do teatru, a potem na łódź, przy czym.. och w przypadku tego drugiego będzie to prawdziwa siła charakteru, bowiem jak wiesz, panicznie boję się wody. Jasność moich dni jednak wyjątkowo nalegała na tę wizytę, liczę, że jeśli odbywać się będzie wieczorem, to najtrudniejszym okaże się teleportowanie na pokład zacumowanej, maksymalnie zabezpieczonej przed utonięciem łodzi. – Nieznacznie zbladł wstydząc się tej słabości, ale strach towarzyszył mu wobec zbiorników wodnych od dziecka po tym, jak niemal utonął w Morzu Czarnym. Przeprawa przez jezioro u samego progu rozpoczęcia edukacji w Hogwarcie skutecznie ugruntowała jego niechęć do tej placówki.
Opowieści o tym co wydarzyło się w Egipcie słuchał z zapartym tchem, z każdym jej słowem mając coraz szerzej oczy, a potem i usta otworzone w zdziwieniu, niedowierzaniu, szoku. Czy chodziło o treść, a może formę przekazu, tak lekką wobec przełomu, który nastąpił. W momencie gdy zapytała o jego problem, zamrugał kilkukrotnie i nerwowo przełknął ślinę, czując duchotę utrudniającą mu oddech.
– Jesteś... jesteś reaktorem... O bogowie... Nie tylko Ty. Wy... Ilu Was jest? Czy znasz wszystkie nazwiska? – jego twarz była wręcz papierowo blada. Myśli pierzchły, gdy opadł na oparcie, niemalże słyszała jak jego mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach, ewidentnie przegrzewając się, gdy stalowe oczy zaszkliły się nieco od braku mrugania, a palcami elastycznie sięgnął po splot, by podjąć próbę ukształtowania papierowego wachlarza, do przyniesienia sobie odrobiny ulgi.
Kształtowanie II, praktyka magii bezróżdżkowej, próby wyczarowania wachlarza
Rzut N 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!