20.12.2024, 12:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2025, 21:20 przez Anthony Shafiq.)
Szczęka Anthony'ego lekko poluzowała się na słowa Jaspera, do tej pory mocno zaciśnięta w niemej wściekłości na zaistniałą sytuację. Spojrzał na ciotecznego siostrzeńca z czułością i lekkim, choć krzepiącym uśmiechem.
– Na pewno się uda. Zbyt wiele czytałem o tym miejscu, wiem dokąd iść.. nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie dysponujemy tą wiedzą. – Nagle zamrugał, jakby zdał sobie sprawę z tego, że w sumie on wie, a niekoniecznie jego młodszy towarzysz. – Witaj po drugiej stronie lustra, Jasperze. W świecie w którym prawo to lewo, a lewo to prawo. W świecie, w którym możesz zajrzeć w głąb siebie i jak Narcyz utopić się we własnym odbiciu. W zależności od kultury i regionu świata, owa kraina może wyglądać nieco inaczej. Tu w Egipcie, za posrebrzaną barierą są różne byty, duchy, które nie życzą Ci dobrze, zwłaszcza, że jesteś obcy na ich ziemi. Choć oczywiście zapytane, wyparłyby się wszystkiego. W końcu ich goście, żyją prawa...? – pytanie wybrzmiało bardzo cynicznie, gdy ruchem głowy Shafiq wskazał cienie sunące między drzewami po parku. – Próbują wrócić do Ambasady, ale nie znajdują drogi. Dlatego hotel jest pusty, a park pełny. Powinienem się tego spodziewać po niej ale... – rzucił jeszcze przepraszające spojrzenie Kelly'emu. – Nie sądziłem, że się odważy. Nie sądziłem, że wybierze sobie jedno z Was za cel. Ale tak, pozostali są bezpieczni. Sprawdziłem pozostałe pokoje. Jesteśmy tu tylko my.
Wyszli z parku i opustoszałymi ulicami dotarli do ciasnej uliczki, która z każdym krokiem zdawała się zwężać, niemal dotykać ich poszarzałymi piaskowymi ścianami. Im chcieli iść dalej, tym zdawało się, że w ogóle nie odeszli od miejsca początkowego.
– Szlag... – warknął Anthony, czuć było presję w jego głosie. Zagrożenie wcale nie minęło, a czarodziej pozostawał czujny, gdy w końcu stanął i przymknął oczy. – Dobrze Jasper. Musimy obaj chcieć przejść jak najmniej. Spróbujesz. Tylko kroczek do przodu. I Bardzo Nie Chcesz Iść Dalej, niż ten jeden krok? Spróbujesz? – Zimna i lekko spocona dłoń chwyciła chłopaka za jego rękę. – Na trzy. Raz, dwa... – świst branego powietrza, Anthony nie otworzył oczu.
– ...trzy. – niemal wyszeptał i zrobił mały krok w przestrzeń, która zdawała się nie do przebycia.
– Na pewno się uda. Zbyt wiele czytałem o tym miejscu, wiem dokąd iść.. nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie dysponujemy tą wiedzą. – Nagle zamrugał, jakby zdał sobie sprawę z tego, że w sumie on wie, a niekoniecznie jego młodszy towarzysz. – Witaj po drugiej stronie lustra, Jasperze. W świecie w którym prawo to lewo, a lewo to prawo. W świecie, w którym możesz zajrzeć w głąb siebie i jak Narcyz utopić się we własnym odbiciu. W zależności od kultury i regionu świata, owa kraina może wyglądać nieco inaczej. Tu w Egipcie, za posrebrzaną barierą są różne byty, duchy, które nie życzą Ci dobrze, zwłaszcza, że jesteś obcy na ich ziemi. Choć oczywiście zapytane, wyparłyby się wszystkiego. W końcu ich goście, żyją prawa...? – pytanie wybrzmiało bardzo cynicznie, gdy ruchem głowy Shafiq wskazał cienie sunące między drzewami po parku. – Próbują wrócić do Ambasady, ale nie znajdują drogi. Dlatego hotel jest pusty, a park pełny. Powinienem się tego spodziewać po niej ale... – rzucił jeszcze przepraszające spojrzenie Kelly'emu. – Nie sądziłem, że się odważy. Nie sądziłem, że wybierze sobie jedno z Was za cel. Ale tak, pozostali są bezpieczni. Sprawdziłem pozostałe pokoje. Jesteśmy tu tylko my.
Wyszli z parku i opustoszałymi ulicami dotarli do ciasnej uliczki, która z każdym krokiem zdawała się zwężać, niemal dotykać ich poszarzałymi piaskowymi ścianami. Im chcieli iść dalej, tym zdawało się, że w ogóle nie odeszli od miejsca początkowego.
– Szlag... – warknął Anthony, czuć było presję w jego głosie. Zagrożenie wcale nie minęło, a czarodziej pozostawał czujny, gdy w końcu stanął i przymknął oczy. – Dobrze Jasper. Musimy obaj chcieć przejść jak najmniej. Spróbujesz. Tylko kroczek do przodu. I Bardzo Nie Chcesz Iść Dalej, niż ten jeden krok? Spróbujesz? – Zimna i lekko spocona dłoń chwyciła chłopaka za jego rękę. – Na trzy. Raz, dwa... – świst branego powietrza, Anthony nie otworzył oczu.
– ...trzy. – niemal wyszeptał i zrobił mały krok w przestrzeń, która zdawała się nie do przebycia.