20.12.2024, 14:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2025, 22:54 przez Anthony Shafiq.)
Operował faktami wobec przedstawionego planu, gdy ona próbowała wątłą ręką znów zagrać na jego emocjach. To był bardzo stary taniec i znał jego kroki, choć w przeciwieństwie do wdowy po Robercie Mulciberze nie zamierzał poddawać się pulsowi ciszy, sztywności, dystansu pomiędzy złotymi, lepkimi kroplami miodowego przywiązania, lat wysługi, ściekającymi teraz po marmurowej fasadzie posiadłości.
Powiedziała mu nie.
Odpowiedź wypalona rozognionym żelazem, na białym długim wężu statecznie przemieszczającym się wzdłuż morza złotych monet. Znaki niczym markery hańby, każde jedno wspomnienie odrzucenia. Były bowiem osoby droższe mu od diamentów i droższe niż zbiornik wypełniony lśniącym metalem. Były mu osoby droższe niż posiadany stołek i wpływy, dla których tak wiele poświęcił. I były chwile, momenty decyzji, w których z dwóch słów winno zostać tylko tak.
Ona powiedziała mu nie.
Spoglądał na nią i zastanawiał się cóż się działo pod tą chaotyczną czupryną, był ciekaw jej notatek, korzeni miłości do jednych z najbardziej przerażających istot na ziemi, był ciekaw obecności kota brudzącego mu ubrania. Spoglądał na nią i był ciekaw, jak długo to potrwa, kiedy rzuci mu w twarz, że ją niewoli w tej rezydencji, jak kilka osób wcześniej zarzucało jego propozycjom manipulację i próbę przejęcia kontroli. Słuchał jej słów świadom, że każdym stoją potoki myśli i uczuć, których nie chciała mu pokazać - znali się zbyt długo, by nie dostrzegł maski, w przeciwieństwie jednak do konfrotnacji z początku sierpnia, nie zamierzał zaogniać sprawy. Nie zamierzał nawet reagować bardziej niż było to konieczne. To było miłe popołudnie. Leniwe. Złote.
...a jej nie paliło go teraz bardziej niż wspomnienie dłoni Słonecznego Bożka, popielącego stęsknioną skórę
Nie byłaby wdową, może nie byłaby tak nieszczęśliwa, może on nie szukałby miłości i przygód związany przysięgą wierności, do której zwykł podchodzić z wielkim szacunkiem, zaskakująco wielkim jak na złodziejski dyplomatyczny fach.
– To prawda – odpowiedział jej w lekkim rozproszeniu, w przeciwieństwie do niej wypijając cały trunek, by zaraz potem znów poświęcić całą uwagę drobnemu gościowi otoczonemu marmurem posiadłości, w miodowym miesiącu małżeństwa, którego nigdy nie było. – Cóż byś chciała dostać, moja droga? Zamieniam się w słuch.
Powiedziała mu nie.
Odpowiedź wypalona rozognionym żelazem, na białym długim wężu statecznie przemieszczającym się wzdłuż morza złotych monet. Znaki niczym markery hańby, każde jedno wspomnienie odrzucenia. Były bowiem osoby droższe mu od diamentów i droższe niż zbiornik wypełniony lśniącym metalem. Były mu osoby droższe niż posiadany stołek i wpływy, dla których tak wiele poświęcił. I były chwile, momenty decyzji, w których z dwóch słów winno zostać tylko tak.
Ona powiedziała mu nie.
Spoglądał na nią i zastanawiał się cóż się działo pod tą chaotyczną czupryną, był ciekaw jej notatek, korzeni miłości do jednych z najbardziej przerażających istot na ziemi, był ciekaw obecności kota brudzącego mu ubrania. Spoglądał na nią i był ciekaw, jak długo to potrwa, kiedy rzuci mu w twarz, że ją niewoli w tej rezydencji, jak kilka osób wcześniej zarzucało jego propozycjom manipulację i próbę przejęcia kontroli. Słuchał jej słów świadom, że każdym stoją potoki myśli i uczuć, których nie chciała mu pokazać - znali się zbyt długo, by nie dostrzegł maski, w przeciwieństwie jednak do konfrotnacji z początku sierpnia, nie zamierzał zaogniać sprawy. Nie zamierzał nawet reagować bardziej niż było to konieczne. To było miłe popołudnie. Leniwe. Złote.
...a jej nie paliło go teraz bardziej niż wspomnienie dłoni Słonecznego Bożka, popielącego stęsknioną skórę
Nie byłaby wdową, może nie byłaby tak nieszczęśliwa, może on nie szukałby miłości i przygód związany przysięgą wierności, do której zwykł podchodzić z wielkim szacunkiem, zaskakująco wielkim jak na złodziejski dyplomatyczny fach.
– To prawda – odpowiedział jej w lekkim rozproszeniu, w przeciwieństwie do niej wypijając cały trunek, by zaraz potem znów poświęcić całą uwagę drobnemu gościowi otoczonemu marmurem posiadłości, w miodowym miesiącu małżeństwa, którego nigdy nie było. – Cóż byś chciała dostać, moja droga? Zamieniam się w słuch.