• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[listopad 1937] It's not easy being a teenage girl

[listopad 1937] It's not easy being a teenage girl
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#2
21.12.2024, 02:25  ✶  
Życie w Hogwarcie nie było zbyt łatwe.
Szczególnie jeśli miało się piętnaście lat, spało się w podziemiach szkoły pod wężowym patronatem i codziennie rano zajmowało się wspólną łazienkę na co najmniej dwadzieścia pięć minut.
A już tym bardziej, jeśli zamiast błękitnej, mieniącej się srebrnymi drobinkami, czystej krwi w żyłach przelewał się szlam. Całe połacie brudnej, śmierdzącej juchy, którą dało się rozpoznać już z drugiego końca korytarza. Zawsze należało zaznaczyć to kilkoma głośnymi okrzykami w kwiecistym stylu, bo inaczej to tobie koledzy wrzuciliby ropuchę do łóżka albo ukradli buty i zawiesili je na gzymsie, tuż za oknem sali Wróżbiarstwa.
Bo co? Boisz się? Zwykłej szlamy?
No, cóż, takie stanowisko mogli mieć rówieśnicy Tessy tylko i wyłącznie w pierwszej albo drugiej klasie, bo tuż po tym młoda czarownica wyrobiła sobie bardzo… mocną opinię. A przynajmniej jej prawy sierpowy, którym zawsze celowała w czyjś łuk brwiowy albo szczękę, mógł uchodzić za coś kurewsko potężnego. Bo może i nie miała zbyt dużej siły, ale w takim sytuacjach zazwyczaj liczyła się chwila zaskoczenia i odpowiedni pęd. Wystarczyło zwyczajnie…
— Skamander, zluzuj trochę wiąz w miotle, bo Cię zaraz na ławce usadzę!
Piątoroczna Ślizgonka zatrzymała się gwałtownie w trakcie lotu, przejeżdżając tuż-tuż nad głowami kolegów z Gryffindoru, który zaraz pożegnali ją wymachiwaniem pięści. Nie obyło się również bez typowego dla Lwów buczenia, kiedy mieli styczność z kimkolwiek z jej domu.
Dziewczyna podleciała kawałek do przodu i odgarnęła loki, lecące jej do oczu.
— No przecież staram się złapać ten pieprzony znicz! — odkrzyknęła nauczycielowi Miotlarstwa, wychylając się niebezpiecznie do przodu. Zamachnęła się na belfra z wyraźną złością, bo czepiał się jej tego popołudnia jak kolczasty krzak psiej dupy. To za wolno, to zbyt szurała wiązkami miotły po murawie, to za blisko trybun. Sranie w banie, jakby to powiedział jej nowy kumpel — Longbottom, którego poznała właśnie na meczu quidditcha. — Czy może jednak zmieniły się zasady gry od poprzedniego sezonu i mam krążyć przy tych zasranych drążkach?!
— Tessa, weź daj spokój… — dobiegły ją szepty z boku, kiedy to koledzy i koleżanki z drużyny starali się załagodzić jakoś całą sprawę. Niestety, wiadomym było, że młoda Skamander nie lubiła za bardzo spuszczać z tonu, a już szczególnie kiedy ktoś bezpodstawnie na nią nalatywał. Niestety teraz to miarka się przebrała.
Profesor wyraźnie poczerwieniał na twarzy i wygrzebał z kieszeni obszernej szaty złoty gwizdek. A potem, patrząc jej prosto w oczy, zadął w niego z całej siły. Na tyle mocno, że dziewczyna skrzywiła się, a siedzący bliżej niego uczniowie innych domów musieli zakryć uszy rękami. Tessa nie zamierzała jednak odchodzić bez powiedzenia ostatniego słowa i wykonała w kierunku starego czarodzieja kilka obraźliwych gestów, do wykonania których ściągnęła nawet rękawiczki. Kiedy odlatywała towarzyszyły jej jedynie kolejne przeciągłe gwizdy i spojrzenia pełne wyraźnej dezaprobaty ze strony innych członków drużyny.
Ale nie mogli nic powiedzieć. Bo przecież Tessa przechodziła przez trudny okres i opiekun ich domu prosił każdego z kolei, aby dali jej spokój. Bo przecież niedawno zmarła jej matka i młodsza siostra. Bo przecież nie wypadało dokładać jej zbędnego balastu, kiedy i tak nosiła na barkach ciężar własnego poczucia winy.
Odstawiła miotłę na swoje miejsce w szatni — nie mogła się jeszcze przebrać z powrotem, bo trening nadal nie dobiegł końca. Kto wie, może trener uzna nagle, że może wrócić na boisko i Ślizgonka zawinie rurę z powrotem w akompaniamencie rwetesu, tupania i okrzyków ze strony wspierającej drużyny i widowni na trybunach…
— Co wy odpierdalacie? — warknęła Skamander, wchodząc po schodach na uczelniane siedziska. Całe zajście było słychać już z samego dołu, ale była przekonana, że tylko się tutaj wygłupiają i może plotkują na temat zawodnikach, śmigających nad murawą. Myliła się tylko połowicznie, co w sumie wyszło i tak zdecydowanie gorzej.
Zacisnęła dłonie w pięści i rozejrzała się po delikwentach. Znała te spojrzenia aż za dobrze. Pełne wyższości i przekonania, że są lepsi od innych. Nie wszyscy Puchoni byli aż tak potulni, jak się mówiło, a wręcz przeciwnie. Mogłeś się odwrócić na chwilę i tomiszczem z Historii Magii w łeb albo, w gorszym przypadku, należało spodziewać się tego, że uczniowie z domu Borsuka zawsze mieli coś w rodzaju odpowiedzialności stadnej. No, tylko tutaj nie grało to w tym dobrym sensie.
Stanęła zaraz przed prześladowaną dziewczyną i choć ta w ogóle o to nie prosiła, Tessa już zaczynała nastawiać się bojowo. Tutaj może chodziło o jakąś solidarność. Krwistą? Nie, chyba nie. Chociaż… no, może tylko trochę.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Jolene Bletchley (1279), Quintessa Longbottom (1862)




Wiadomości w tym wątku
[listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Jolene Bletchley - 19.12.2024, 18:49
RE: [listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Quintessa Longbottom - 21.12.2024, 02:25
RE: [listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Jolene Bletchley - 21.12.2024, 22:35
RE: [listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Quintessa Longbottom - 22.12.2024, 02:16
RE: [listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Jolene Bletchley - 23.12.2024, 18:35
RE: [listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Quintessa Longbottom - 25.03.2025, 22:28
RE: [listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Jolene Bletchley - 30.03.2025, 00:53
RE: [listopad 1937] It's not easy being a teenage girl - przez Quintessa Longbottom - 05.06.2025, 23:47

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa