22.12.2024, 23:29 ✶
- Bez przesady, mam chody w Ministerstwie - odpowiedziała pogodnie, wzruszając ramionami. Faye nie była zła, nigdy nie skrzywdziłaby umyślnie muchy. Rozwiązanie, które zaproponowała Scarlett, również nie było aż tak złe i niegodziwe, ponieważ doskonale wiedziała, którzy z sąsiadów kompletnie oleją cały ten konkurs. I tam właśnie prowadziła przyjaciółkę: tam, gdzie wiedziała, że nikt ani myśli zajmować się taki bzdurami. Zbieranie wody dla biednych dzieci, też coś... Traversówna miała uszy i, co najważniejsze, potrafiła z nich korzystać. Od momentu w którym zobaczyła ogłoszenie do momentu, w którym wysłała list do Scarlett, wiedziała już mniej więcej kto nabijał się z tych kartek na ratuszu. A gdy w końcu się spotkały to miała po prostu pewność. Może i nie było to dużo rodzin, ale zawsze coś. - Współpracuję z nimi. To znaczy oni wzywają mnie, gdy trzeba posprzątać, coś znaleźć, złapać... Różne takie. Mają swoich ludzi na miejscu ale wolą ich wysyłać w okolice Londynu, z moich usług korzystają głównie, gdy albo któryś zachoruje, albo nie mają już mocy przerobowych. Albo gdzieś dalej. Może nie jestem kimś znanym, ale wiem kto mi płaci, wciśnie się jakiś kit i tyle.
Albo nawet powie prawdę. Faye uważała, że prawda którą ubierze się zgrabnie w słowa, jest lepsza niż kłamstwo. Nikt się w niej nie zgubi, nie będzie luk i niedopowiedzeń, a zwykle nie robiła nic bezczelnie wbrew prawu, więc i tym razem twierdziła, że będzie dobrze. Niepoprawna, wieczna, pieprzona optymistka.
Pomogła dziewczynie podmienić beczkę i przetoczyć na bok tę pełną, wcześniej upewniając się milion razy, czy na pewno wieko nie odpadnie. A potem wystarczyło tylko pchać. I to był bardzo głupi pomysł, bo beczka z wodą wcale nie była lekka, a do jej domu było trochę pod górkę. Nie skłamałaby, gdyby powiedziała, że się trochę upociła: miała cholernie dobrą kondycję fizyczną, ale co innego biegać czy skakać, a co innego pchać pod górkę beczkę z wodą. Sapnęła z niezadowoleniem, wbijając wzrok w niebo.
- Kurwa, to potrwa wieki. Hm. Mówiłaś, że skończyłaś Durmstrang, nie? Uczyli was przywoływania wody? Bo nas tak, ale ta woda to szybko znika - przysiadła przed beczką, na ziemi, nic nie robiąc sobie z tego, że pobrudzi portki. Wyciągnęła papierosa. - Ej, a może by zmienić je w coś... Kurwa, Scarlett. A może wyczarujemy po prostu taczkę?
Spojrzała na nią tak, jakby właśnie odkryła Amerykę jak Kolumb. Taczka - czemu ona o tym wcześniej nie pomyślała? Przecież na taczce byłoby łatwiej.
- Albo jakiś taki wozik. I podmuch powietrza, nikt nie zauważy różdżki, co? - no nie uśmiechało jej się przerywać po jednej beczce, ale nie chciało jej się robić jeszcze 50 kursów.
Albo nawet powie prawdę. Faye uważała, że prawda którą ubierze się zgrabnie w słowa, jest lepsza niż kłamstwo. Nikt się w niej nie zgubi, nie będzie luk i niedopowiedzeń, a zwykle nie robiła nic bezczelnie wbrew prawu, więc i tym razem twierdziła, że będzie dobrze. Niepoprawna, wieczna, pieprzona optymistka.
Pomogła dziewczynie podmienić beczkę i przetoczyć na bok tę pełną, wcześniej upewniając się milion razy, czy na pewno wieko nie odpadnie. A potem wystarczyło tylko pchać. I to był bardzo głupi pomysł, bo beczka z wodą wcale nie była lekka, a do jej domu było trochę pod górkę. Nie skłamałaby, gdyby powiedziała, że się trochę upociła: miała cholernie dobrą kondycję fizyczną, ale co innego biegać czy skakać, a co innego pchać pod górkę beczkę z wodą. Sapnęła z niezadowoleniem, wbijając wzrok w niebo.
- Kurwa, to potrwa wieki. Hm. Mówiłaś, że skończyłaś Durmstrang, nie? Uczyli was przywoływania wody? Bo nas tak, ale ta woda to szybko znika - przysiadła przed beczką, na ziemi, nic nie robiąc sobie z tego, że pobrudzi portki. Wyciągnęła papierosa. - Ej, a może by zmienić je w coś... Kurwa, Scarlett. A może wyczarujemy po prostu taczkę?
Spojrzała na nią tak, jakby właśnie odkryła Amerykę jak Kolumb. Taczka - czemu ona o tym wcześniej nie pomyślała? Przecież na taczce byłoby łatwiej.
- Albo jakiś taki wozik. I podmuch powietrza, nikt nie zauważy różdżki, co? - no nie uśmiechało jej się przerywać po jednej beczce, ale nie chciało jej się robić jeszcze 50 kursów.