23.12.2024, 13:38 ✶
Leviathan nigdy specjalnie nie zastanawiał się nad tym czy bywał brutalny, ale chyba nigdy nie określiłby siebie w ten sposób. Nie uciekał się do przemocy dla samej zabawy widzenia kogoś w stanie poniżenia - brutalni byli ludzie, którym skończyły się inne rozwiązania, tak samo jak i tacy, którzy celowo zadawali tym więcej bólu, ku własnej uciesze. Jemu teraz ani nie było do śmiechu, ani tez nie widział tego jako ostateczności. Nie wspominając już o tym, że gdyby chociaż na moment przestałaby się tłuc, pewnie skończyłaby na nogach, a nie niczym wór kartofli, niezdolny do odpowiedniego opanowania. Nie poczuł też tego ukłucia satysfakcji czy chociażby wyższości, kiedy patrzył na nią, rozmasowującą sobie obite kości.
Gdyby miał jakoś to ubrać w słowa, powiedziałby że jest rzeczowy. Jak się to miało do rzeczywistości lub tego jak odbierali go inni, to była już inna sprawa, ale zwyczajnie nie było po drodze do użerania się z nastolatką, która postanowiła go poobrażać w kwestiach oscylujących dookoła jego aparycji. A do tego, cholera, zatrudnił ją przecież do czegoś, prawda?
Wyprostował się, wciąż jej przyglądając uważnie, ruchem dłoni wygładzając włosy. Na personalnym poziomie niezbyt interesowała go ta wewnętrzna przemiana, jaką przechodziła widząc swoje odbicie w lustrze, ale jako właściciel rezerwatu dochodził do zadowolonego spostrzeżenia, że może nie będzie musiał przekładać akcji łapania licha w lesie.
- Przynajmniej nie musze zamykać cię w szafie... - mruknął wreszcie, może odrobinę tylko zawiedzony tym stanem rzeczy. - Faye - pochylił się nad nią, tak żeby jego twarz znajdowała się na jej wysokości i by podchwycić jej spojrzenie w lustrze. - Ostatni raz wyglądałaś tak jakieś piętnaście lat temu.
Głos miał spokojny, podobnie z resztą jak spojrzenie, teraz mierzące ją może z jakimś odległym zaciekawieniem. - Prawie jak w dniu naszego ślubu - rzucił z poważną miną, prostując się. Chociaż wtedy nie tyle nie pamiętali poranka co o wiele dłuższego wycinku czasu.
Gdyby miał jakoś to ubrać w słowa, powiedziałby że jest rzeczowy. Jak się to miało do rzeczywistości lub tego jak odbierali go inni, to była już inna sprawa, ale zwyczajnie nie było po drodze do użerania się z nastolatką, która postanowiła go poobrażać w kwestiach oscylujących dookoła jego aparycji. A do tego, cholera, zatrudnił ją przecież do czegoś, prawda?
Wyprostował się, wciąż jej przyglądając uważnie, ruchem dłoni wygładzając włosy. Na personalnym poziomie niezbyt interesowała go ta wewnętrzna przemiana, jaką przechodziła widząc swoje odbicie w lustrze, ale jako właściciel rezerwatu dochodził do zadowolonego spostrzeżenia, że może nie będzie musiał przekładać akcji łapania licha w lesie.
- Przynajmniej nie musze zamykać cię w szafie... - mruknął wreszcie, może odrobinę tylko zawiedzony tym stanem rzeczy. - Faye - pochylił się nad nią, tak żeby jego twarz znajdowała się na jej wysokości i by podchwycić jej spojrzenie w lustrze. - Ostatni raz wyglądałaś tak jakieś piętnaście lat temu.
Głos miał spokojny, podobnie z resztą jak spojrzenie, teraz mierzące ją może z jakimś odległym zaciekawieniem. - Prawie jak w dniu naszego ślubu - rzucił z poważną miną, prostując się. Chociaż wtedy nie tyle nie pamiętali poranka co o wiele dłuższego wycinku czasu.