23.12.2024, 21:17 ✶
– Dwójka moich kuzynów wplątała się w dziwną sprawę z pewnie jeszcze dziwniejszym statkiem z czego jeden skończył z rozwaloną nogą, a drugi okresla to przeżycie jako ciekawego.[ Zmartwiłbym się mocno dopiero wtedy, gdybyś powiedział mi, że to nie było skomplikowane — powiedział, sam nie do końca wiedząc, czy mówił w tym momencie całkowicie na poważnie, czy też nie. Chyba było w tym coś pomiędzy.
A potem chyba trochę pożałował tych słów, bo to co usłyszał sprawiło, że nawet, pomimo lepszego samopoczucie niż zwykle dzięki muszli, zrobiło mu się nieco słabo.
Nekromantka. Wabiącą ludzi.
Na Matkę... Florence miała rację. Ich rodzina rzeczywiście była przeklęta.
Przez chwilę milczał, posyłając kuzynowi jedynie krótkie skinięcie głowy i uśmiech, słysząc że mógł zwrócić się do niego nawet z czymś nielegalnym, a potem wpatrywał się cicho w wodę, próbując pozbierać myśli.
Laurent i Atreus byli na bardzo niebezpiecznym statku z najwyraźniej bardzo niebezpieczną nekromantka i chociaż nie był tego świadkiem, to był wręcz pewny, że oboje mogli zginąć. Laurent przecież był ranny! I nic nie powiedział o nekromantce! I czemu oni w ogóle pakowali się na ten statek? No dobrze, Atreus może i był aurorem, ale... Czemu los nie mógł mu przydzielać jakiś prostszych zleceń. Nie zazdrościł mu też, że musiał patrzeć jak ktoś ją zabiją, chociaż wolał nie pytać o szczegóły.
– Nekromantka, Atre, kurwa mać – wyrzucił z siebie w końcu, po prostu siadając na piasku. Nie było w tym złości na kuzyna. Bardziej zmartwienia, że ich rodzinie ciągle coś takiego musiało się przytrafiać. – Laurent nic mi o tym nie powiedział. Zamorduję go.
Oczywiście tak tylko gadał, bo gdyby naprawdę mordował wszystkich kuzynów, o których mówił, że kiedyś ich zamorduje, Atreus leżałby martwy tak przynajmniej już z milion razy.
Westchnął cicho i spojrzał w niebo, jakby w nadziei, że otrzyma z jego strony jakiś ratunek i... I o dziwo, wtedy dostrzegł jedną ze spadających gwiazd.
Niech ta rodzina się jakoś ogarnie i przestanie pakować się w kurwa kłopoty – pomyślał w przypływie chwili życzenie.
A potem chyba trochę pożałował tych słów, bo to co usłyszał sprawiło, że nawet, pomimo lepszego samopoczucie niż zwykle dzięki muszli, zrobiło mu się nieco słabo.
Nekromantka. Wabiącą ludzi.
Na Matkę... Florence miała rację. Ich rodzina rzeczywiście była przeklęta.
Przez chwilę milczał, posyłając kuzynowi jedynie krótkie skinięcie głowy i uśmiech, słysząc że mógł zwrócić się do niego nawet z czymś nielegalnym, a potem wpatrywał się cicho w wodę, próbując pozbierać myśli.
Laurent i Atreus byli na bardzo niebezpiecznym statku z najwyraźniej bardzo niebezpieczną nekromantka i chociaż nie był tego świadkiem, to był wręcz pewny, że oboje mogli zginąć. Laurent przecież był ranny! I nic nie powiedział o nekromantce! I czemu oni w ogóle pakowali się na ten statek? No dobrze, Atreus może i był aurorem, ale... Czemu los nie mógł mu przydzielać jakiś prostszych zleceń. Nie zazdrościł mu też, że musiał patrzeć jak ktoś ją zabiją, chociaż wolał nie pytać o szczegóły.
– Nekromantka, Atre, kurwa mać – wyrzucił z siebie w końcu, po prostu siadając na piasku. Nie było w tym złości na kuzyna. Bardziej zmartwienia, że ich rodzinie ciągle coś takiego musiało się przytrafiać. – Laurent nic mi o tym nie powiedział. Zamorduję go.
Oczywiście tak tylko gadał, bo gdyby naprawdę mordował wszystkich kuzynów, o których mówił, że kiedyś ich zamorduje, Atreus leżałby martwy tak przynajmniej już z milion razy.
Westchnął cicho i spojrzał w niebo, jakby w nadziei, że otrzyma z jego strony jakiś ratunek i... I o dziwo, wtedy dostrzegł jedną ze spadających gwiazd.
Niech ta rodzina się jakoś ogarnie i przestanie pakować się w kurwa kłopoty – pomyślał w przypływie chwili życzenie.