24.12.2024, 09:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.12.2024, 09:40 przez Faye Travers.)
![[Obrazek: b9746e343c44de2bf941cde4be04c745.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/b9/74/6e/b9746e343c44de2bf941cde4be04c745.jpg)
Święta u Traversów
Yule to dla Faye dość szczególny, chociaż niezbyt przyjemny czas. Niezbyt lubiana przez swoją rodzinę kobieta co roku spotyka się z chłodną niechęcią zarówno do swojej osoby, jak i do swojego entuzjazmu na temat okresu okołoświątecznego. W domu Traversów to zawsze było święto skromne, polegające na skromnym, acz uroczystym posiłku i wręczeniu po jednym upominku dla siebie nawzajem. Nie zapraszano dalszej i bliższej rodziny, nie przyozdabiano domu - według rodziców był to dzień taki, jak każdy inny, jednak ze względu na swoje dzieci przez lata próbowali podarować im trochę ciepła. Gdy dzieci stawały się coraz starsze, szczególnie bracia Faye, atmosfera robiła się coraz chłodniejsza. Wtedy właśnie Traversówna postanowiła sobie za punkt honoru, by przywrócić ciepło i radość do posiadłości rodziny.
Gdy wracała z Hogwartu, mniej więcej od 4 roku, zawsze ubierała się w pięknie obrzydliwe swetry, nosiła także kolorowe szaliki w barwach świąt. Z początku rodzina traktowała dziewczynę jako natrętną muchę, z czasem jednak nauczyli się tolerować jej dziwactwa. Faye każdy prezent starannie pakowała, a także pisała krótkie liściki, w których co roku dziękowała rodzicom i braciom za to, co dla niej zrobili w danym roku. Mimo iż odnosili się do niej z niechęcią, szczególnie że została przydzielona do Gryffindoru i ewidentnie odstawała usposobieniem od reszty, Faye po dziś dzień uważa, że swoim zachowaniem sprawia im co roku radość. Gdy opuściła Hogwart, zaczęła przyjeżdżać na święta do domu i przynosić pojedyncze ozdoby, takie jak jemioła czy bombki z różnych stron świata. Ozdoby co roku magicznie znikają z posiadłości rodziców, lecz kobieta się nie poddaje, a wręcz przeciwnie: zimą 1971 roku przytaszczyła do domu nawet choinkę, co spotkało się z ogromną awanturą. W końcu jednak rodzice ustąpili (bracia od dawna nie zjeżdżali regularnie do domu) i pozwolili jej zasadzić drzewko na zewnątrz, które z radością udekorowała. Tego samego roku chodziła cały dzień w opasce z rogami renifera, paskudnym sweterku i przywiozła rodzicom aż trzy prezenty dla każdego. Sama, klasycznie, dostała ciepłe skarpety, bez żadnego wzorku, za to z niegryzącej wełny. Całą kolekcję skarpet ma do dzisiaj u siebie w Dolinie Godryka.
Traversówna po odświętnej kolacji spędza czas z rodziną, jednak następnego dnia znika - przenosi się do Anglii i tam świętuje, szlajając się po knajpach, śpiewając pijackie, świąteczne piosenki i pochłaniając ogromne ilości świątecznych potraw, których nie ma w domu. Na tydzień przed świętami zawsze wysyła drobne upominki do swoich przyjaciół.
![[Obrazek: ca9253f39dff67624355cfd09833d174.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/ca/92/53/ca9253f39dff67624355cfd09833d174.jpg)
Święta u Faye
Ponieważ w domu nie ma typowo świątecznej atmosfery, kobieta dostaje pierdolca na punkcie ozdabiania mieszkania, w którym aktualnie przebywa. W salonie zawsze znajduje się choinka w doniczce, która ozdobiona jest horrendalną ilością kolorowych ozdób, światełek i innych pierdół. Kocha wszelkie durnostojki, które wyciąga już na początku grudnia i ustawia je na półkach. Uwielbia wieńce, własnoręcznie plecione z gałęzi drzew iglastych. Co więcej: gdy dostaje od kogoś prezent, pakuje go w świąteczny papier i wkłada pod choinkę, by w dniu świąt móc go odpakować i poczuć się tak, jak powinna poczuć się we własnym, rodzinnym domu. Nawet jeżeli wie, co znajduje się w pudełku, otwiera je w dniu świąt i zachowuje się tak, jakby właśnie go dostała i była to największa niespodzianka w jej życiu. Zamawia także z okolicznych knajp świąteczne potrawy, oczywiście z mięsem bo jak to tak bez mięsa, i spożywa posiłek przy otwartym oknie, słuchając piosenek, które śpiewają dzieciaki w swoich domach.