25.12.2024, 00:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2024, 11:43 przez Maeve Chang.)
I po co jej byłby ten awans społeczny? Co by mogła chadzać na te żałosne bale, wystawne wesela, gdzie wydają krocie pieniędzy na miniaturowe porcje pośledniego jedzenia? Żeby mogła być zmuszana do mariażu z jakimś chłystkiem, któremu żel do włosów przesiąkł przez czaszkę i posklejał zwoje mózgowe? A może miała nie mierzyć aż tak wysoko, a troszeczkę niżej i zostać usłużnym podnóżkiem wielkich panów, wdzięcznym, że znoszą jej mierne towarzystwo?
Jeszcze czego, wolała się dźgnąć w lewą nerkę dla tego samego efektu. Zresztą i tak była zapraszana na takie imprezy, bo Atreus - mimo ich traumatycznego rozstania - nadal uważał ją za zabawną. I nie miał nic przeciwko, że podpierdalała sztućce przy okazji.
Mewa też miała swoje ambicje, ale różniło je od Louvaina to, że nie zakrawały na manię wielkości. Zwyczajnie marzyła, żeby żyć pysznie, być nieuchwytna jak wiatr i najlepiej wiecznie młoda. Nie cierpiała na kompleks mesjasza, nie miewała wizji lepszego świata, bo to naprawdę nie miało większego znaczenia, kto nim włada. Balans musi zostać zachowany we wszechświecie, pierdolone yin i yang się będzie kręcić bez względu na ludzkie życzenia, zawsze będą jacyś maluczcy, którym niesprawiedliwość zajrzy w oczy. I potem przyjdzie czas, że te role się odwrócą; i znowu, i jeszcze raz. Skoro Lestrange chciał wkładać palce w szprychy koła czasu, droga wolna. Niech się tylko nie zdziwi, jak nikt nie będzie go żałował, kiedy nagły obrót w przeciwną stronę mu te paluchy utrąci.
Cofnęło jej się obiadem, kiedy zaczął insynuować preludium stosunku. Niby ona, niby z nim? Nie róbmy sobie jaj z pogrzebu, gdyby miała chcicę, uderzyłaby do kurew przyglądającym się tej jatce, mniejsza szansa na zdobycie choroby wenerycznej. Niemniej nie miała zamiaru wyprowadzać go z błędu, bo kiedy pierwsze skrzypce znowu zaczęło grać to jego cudowne, męskie ego, zyskała odrobinę czasu na przyjrzenie się temu, co właściwie wyrwała mu z kieszeni. Dyskretnie rozchyliła palce, spostrzegawszy, że przechwyciła jakiś medalik. Nacisnęła przycisk prędko, jedno skrzydło się odchyliło, ujawniając wizerunek ciemnowłosej dziewczyny.
Dawno się nie widziałyśmy.
Zaśmiała się do siebie, dźwięk trącił dziwaczną nostalgią. W głowie zrodziła się diaboliczna idea, koncept z piekła rodem, ale nie mogła sobie odmówić tej przyjemności. Wiedziała, że prosi się tym o ostatni gwóźdź do trumny, ale czy już teraz Louvain nie miał wyraźnego zamiaru jej zabić? Co miała do stracenia, że nie zbeszcześci jej zwłok, jeśli mu się nie uda? Że nie naszcza na urnę?
Zmiana nie była widoczna na pierwszy rzut oka, bo głowę miała przez chwilę spuszczoną, a czupryna nie zmieniła koloru. Włosy mogły zmienić długość, ale czy przez zalewającą go krew Lestrange mógł to dostrzec od razu?
Przyjęła na siebie kopniak, lecz osłoniła się ramieniem, aby nie stracić zębów. Tak samo zaakceptowała nadchodzące uderzenie ręki, wydając z siebie wyraźny jęk bólu. Niepodobny do zwyczajowych warknięć cierpiącej Maeve.
- Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam - zaczęła, głosem niezbyt podobnym do wcześniejszego. Nie była pewna, czy dobrze trafiła w ton, czy dobrze wyłowiła go ze wspomnień, ale miała szczerą nadzieję, że przypomina koleżankę z tego samego domu w Hogwarcie. - ...w najwykwintniejsze i najbrudniejsze sposoby, jakie miałam w zasięgu. -
Po swoich słowach uniosła wreszcie twarz. Nie była to twarz Maeve Chang, sprzed oczu zniknęła mu ta znienawidzona skośna morda. Zamiast tego patrzyła na niego Loretta.
Twarz przez moment wydawała się skruszona, fałszywie wzruszone oczka bliźniaczki patrzyły na bliźniaka przez moment. Cieniutka struga krwi zaczęła płynąć z nosa, niechybnie z powodu któregoś z ciosów.
- Przepraszam, tatusiu - dodała, a potem zlizała z ust spływającą krew i uśmiechnęła się tak, jakby faktycznie miała zabrać się za jego spodnie. Jakby faktycznie te słowa niosły jakiś podtekst.
Jeszcze czego, wolała się dźgnąć w lewą nerkę dla tego samego efektu. Zresztą i tak była zapraszana na takie imprezy, bo Atreus - mimo ich traumatycznego rozstania - nadal uważał ją za zabawną. I nie miał nic przeciwko, że podpierdalała sztućce przy okazji.
Mewa też miała swoje ambicje, ale różniło je od Louvaina to, że nie zakrawały na manię wielkości. Zwyczajnie marzyła, żeby żyć pysznie, być nieuchwytna jak wiatr i najlepiej wiecznie młoda. Nie cierpiała na kompleks mesjasza, nie miewała wizji lepszego świata, bo to naprawdę nie miało większego znaczenia, kto nim włada. Balans musi zostać zachowany we wszechświecie, pierdolone yin i yang się będzie kręcić bez względu na ludzkie życzenia, zawsze będą jacyś maluczcy, którym niesprawiedliwość zajrzy w oczy. I potem przyjdzie czas, że te role się odwrócą; i znowu, i jeszcze raz. Skoro Lestrange chciał wkładać palce w szprychy koła czasu, droga wolna. Niech się tylko nie zdziwi, jak nikt nie będzie go żałował, kiedy nagły obrót w przeciwną stronę mu te paluchy utrąci.
Cofnęło jej się obiadem, kiedy zaczął insynuować preludium stosunku. Niby ona, niby z nim? Nie róbmy sobie jaj z pogrzebu, gdyby miała chcicę, uderzyłaby do kurew przyglądającym się tej jatce, mniejsza szansa na zdobycie choroby wenerycznej. Niemniej nie miała zamiaru wyprowadzać go z błędu, bo kiedy pierwsze skrzypce znowu zaczęło grać to jego cudowne, męskie ego, zyskała odrobinę czasu na przyjrzenie się temu, co właściwie wyrwała mu z kieszeni. Dyskretnie rozchyliła palce, spostrzegawszy, że przechwyciła jakiś medalik. Nacisnęła przycisk prędko, jedno skrzydło się odchyliło, ujawniając wizerunek ciemnowłosej dziewczyny.
Dawno się nie widziałyśmy.
Zaśmiała się do siebie, dźwięk trącił dziwaczną nostalgią. W głowie zrodziła się diaboliczna idea, koncept z piekła rodem, ale nie mogła sobie odmówić tej przyjemności. Wiedziała, że prosi się tym o ostatni gwóźdź do trumny, ale czy już teraz Louvain nie miał wyraźnego zamiaru jej zabić? Co miała do stracenia, że nie zbeszcześci jej zwłok, jeśli mu się nie uda? Że nie naszcza na urnę?
Zmiana nie była widoczna na pierwszy rzut oka, bo głowę miała przez chwilę spuszczoną, a czupryna nie zmieniła koloru. Włosy mogły zmienić długość, ale czy przez zalewającą go krew Lestrange mógł to dostrzec od razu?
Przyjęła na siebie kopniak, lecz osłoniła się ramieniem, aby nie stracić zębów. Tak samo zaakceptowała nadchodzące uderzenie ręki, wydając z siebie wyraźny jęk bólu. Niepodobny do zwyczajowych warknięć cierpiącej Maeve.
- Wybacz mi, ojcze, bo zgrzeszyłam - zaczęła, głosem niezbyt podobnym do wcześniejszego. Nie była pewna, czy dobrze trafiła w ton, czy dobrze wyłowiła go ze wspomnień, ale miała szczerą nadzieję, że przypomina koleżankę z tego samego domu w Hogwarcie. - ...w najwykwintniejsze i najbrudniejsze sposoby, jakie miałam w zasięgu. -
Po swoich słowach uniosła wreszcie twarz. Nie była to twarz Maeve Chang, sprzed oczu zniknęła mu ta znienawidzona skośna morda. Zamiast tego patrzyła na niego Loretta.
Twarz przez moment wydawała się skruszona, fałszywie wzruszone oczka bliźniaczki patrzyły na bliźniaka przez moment. Cieniutka struga krwi zaczęła płynąć z nosa, niechybnie z powodu któregoś z ciosów.
- Przepraszam, tatusiu - dodała, a potem zlizała z ust spływającą krew i uśmiechnęła się tak, jakby faktycznie miała zabrać się za jego spodnie. Jakby faktycznie te słowa niosły jakiś podtekst.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —