26.01.2023, 03:38 ✶
Daisy nie miała w realnym życiu zbyt wielkich ambicji. Tak jak Darcy marzył o zrobieniu kariery pisarskiej, tak ona wszystkie wielkie przygody przeżywała w swojej głowie i nie czuła nawet specjalnej potrzeby by o nich opowiadać komukolwiek żywemu. Czasem, oczywiście, zdarzało jej się pofantazjować trochę na jawie, trochę poprzekręcać albo kompletnie nazmyślać, ale najczęściej wszystko to było związane raczej z jakimiś innymi osobami niż nią samą.
Bo jak nie przywiązywała specjalnej uwagi do prawdy dotyczącej innych ludzi, tak prawdy o samej sobie znać po prostu nie chciała. A jeszcze bardziej nie chciałaby usłyszeć, że jej wyimaginowane przygody i romanse były tylko fantazjami.
Ale naprawdę lubiła pracę w redakcji.
Może mniej pisanie tych wszystkich nudnych artykułów o sprawach szczególnie przyziemnych – jak otworzenie nowego sklepu z szatami na Pokątnej, ale i w ich przypadku dawała radę. Po prostu cykała mnóstwo zdjęć, przymykała oczy i smarowała o wszystkim, co zapamiętała. Przygotowania do Beltaine również należały do grona tematów średnio ciekawych, ale pogoda tego dnia była całkiem ładna a Daisy miała dobry humor.
Maszerowała obok Darcy’ego zmierzając na polanę. I jak on sądził, że prezentował się jak prawdziwy czarny charakter, tak jej wydawało się, że wyglądał raczej na jakiegoś smutnego, zamyślonego, pogrążonego w żałobie bohatera romansu, którego ukochana właśnie miała wyjść za innego. Kiedy się nad tym zastanawiała to nawet robiło jej się szkoda biednego Darcy’ego i jego nieszczęśliwej miłości. Ba, żywiła szczerą urazę do kobiety, która go tak zraniła.
Sama za to prezentowała się dość… różowo. I nie, nie dlatego, żeby specjalnie kochała akurat ten kolor. Po prostu zaliczyła poprzedniego dnia paskudną kłótnię z matką, która zakończyła się zażądaniem w sklepie pierwszej rzeczy, która wpadła jej w ręce. Wpadł jej akurat bladoróżowy płaszcz.
- Mam tylko nadzieję, że będą się bić jak jeszcze będzie na tyle dobre światło, bym dała radę zrobić im jakiekolwiek zdjęcie – rzuciła Daisy. Najlepiej całą sekwencję zdjęć. Na jej szyi dyndał aparat fotograficzny, który podskakiwał lekko ilekroć musiała zrobić większy niż zwykle krok. – Albo całować. Wyobraź sobie, że udałoby mi się zrobić zdjęcie całującej się z byłym Ministrem Magii, obecnej Minister Magii. – Uśmiechnęła się pod nosem. – Nawet nie powinni mieć do nas pretensji, gdybyśmy to opublikowali. I to od razu na czołówce. „Miłość, która przekracza wszystkie granice” – zasugerowała pierwszy tytuł, jaki przyszedł jej do głowy. – Och, i obok zdjęcie jak się całują za budą z kremowym piwem.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Taka perspektywa podobała jej się nawet bardziej niż każda inna. Oczywiście nie zastanawiała się nad tym, jakie konsekwencje pociągnąłby taki artykuł dla zainteresowanych. Kolejny pomysł brata zbyła tylko przewróceniem oczami. Jak się ktokolwiek miał zamiar całować w lesie, w otoczeniu tych wszystkich krzaków, drzew i gałęzi to ona odpadała. Musiałaby chyba zamienić się w wiewiórkę, żeby tylko udało jej się zrobić jakąkolwiek fotografię, która nadawałaby się do gazety.
- Moglibyśmy złapać kogoś z McMillanów? Oni chyba odpowiadają za Beltaine. Na pewno mogliby wygłosić jakieś oświadczenie. I do kapłanki z kowenu – wyliczała, marszcząc przy tym brwi. Zazdrościła trochę bratu tego jego genialnego słuchu. – A tamten facet? Zobacz jaki jest wściekły – podsunęła, pokazując ukradkiem Darcy’emu kolejną osobę. – Och i pamiętaj, że nie możesz pod żadnym pozorem interesować się właścicielką klubokawiarni. Nawet jakby stała na stole w samej bieliźnie i żonglowała pączkami! – zastrzegła na wszelki wypadek.
Bo jak nie przywiązywała specjalnej uwagi do prawdy dotyczącej innych ludzi, tak prawdy o samej sobie znać po prostu nie chciała. A jeszcze bardziej nie chciałaby usłyszeć, że jej wyimaginowane przygody i romanse były tylko fantazjami.
Ale naprawdę lubiła pracę w redakcji.
Może mniej pisanie tych wszystkich nudnych artykułów o sprawach szczególnie przyziemnych – jak otworzenie nowego sklepu z szatami na Pokątnej, ale i w ich przypadku dawała radę. Po prostu cykała mnóstwo zdjęć, przymykała oczy i smarowała o wszystkim, co zapamiętała. Przygotowania do Beltaine również należały do grona tematów średnio ciekawych, ale pogoda tego dnia była całkiem ładna a Daisy miała dobry humor.
Maszerowała obok Darcy’ego zmierzając na polanę. I jak on sądził, że prezentował się jak prawdziwy czarny charakter, tak jej wydawało się, że wyglądał raczej na jakiegoś smutnego, zamyślonego, pogrążonego w żałobie bohatera romansu, którego ukochana właśnie miała wyjść za innego. Kiedy się nad tym zastanawiała to nawet robiło jej się szkoda biednego Darcy’ego i jego nieszczęśliwej miłości. Ba, żywiła szczerą urazę do kobiety, która go tak zraniła.
Sama za to prezentowała się dość… różowo. I nie, nie dlatego, żeby specjalnie kochała akurat ten kolor. Po prostu zaliczyła poprzedniego dnia paskudną kłótnię z matką, która zakończyła się zażądaniem w sklepie pierwszej rzeczy, która wpadła jej w ręce. Wpadł jej akurat bladoróżowy płaszcz.
- Mam tylko nadzieję, że będą się bić jak jeszcze będzie na tyle dobre światło, bym dała radę zrobić im jakiekolwiek zdjęcie – rzuciła Daisy. Najlepiej całą sekwencję zdjęć. Na jej szyi dyndał aparat fotograficzny, który podskakiwał lekko ilekroć musiała zrobić większy niż zwykle krok. – Albo całować. Wyobraź sobie, że udałoby mi się zrobić zdjęcie całującej się z byłym Ministrem Magii, obecnej Minister Magii. – Uśmiechnęła się pod nosem. – Nawet nie powinni mieć do nas pretensji, gdybyśmy to opublikowali. I to od razu na czołówce. „Miłość, która przekracza wszystkie granice” – zasugerowała pierwszy tytuł, jaki przyszedł jej do głowy. – Och, i obok zdjęcie jak się całują za budą z kremowym piwem.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Taka perspektywa podobała jej się nawet bardziej niż każda inna. Oczywiście nie zastanawiała się nad tym, jakie konsekwencje pociągnąłby taki artykuł dla zainteresowanych. Kolejny pomysł brata zbyła tylko przewróceniem oczami. Jak się ktokolwiek miał zamiar całować w lesie, w otoczeniu tych wszystkich krzaków, drzew i gałęzi to ona odpadała. Musiałaby chyba zamienić się w wiewiórkę, żeby tylko udało jej się zrobić jakąkolwiek fotografię, która nadawałaby się do gazety.
- Moglibyśmy złapać kogoś z McMillanów? Oni chyba odpowiadają za Beltaine. Na pewno mogliby wygłosić jakieś oświadczenie. I do kapłanki z kowenu – wyliczała, marszcząc przy tym brwi. Zazdrościła trochę bratu tego jego genialnego słuchu. – A tamten facet? Zobacz jaki jest wściekły – podsunęła, pokazując ukradkiem Darcy’emu kolejną osobę. – Och i pamiętaj, że nie możesz pod żadnym pozorem interesować się właścicielką klubokawiarni. Nawet jakby stała na stole w samej bieliźnie i żonglowała pączkami! – zastrzegła na wszelki wypadek.