25.12.2024, 20:27 ✶
Ból czoła był jednak zbyt dotkliwy i Enzo musiał unieść dłoń, by docisnąć ją do uderzonego miejsca. Nie miało to jednak znaczenia, bo w gruncie rzeczy był zadowolony - Faye Travers nie spotykało się każdego dnia!
- Hej, hej, w porządku? - Dopytał, ale przecież widział, że kobiecie nic się nie stało. - Pocałować, żeby nie bolało? - Zapytał z tym swoim zaczepnym uśmiechem, przy którym usta jeden kącik ust rozciągał się nieco bardziej, niż drugi, a wargi odsłaniały szczerbę między jedynkami w całej jej odsłonie. - To się nazywa wejście smoka! - Nawiązał do zupełnie mugolskiego filmu, którego zapowiedź widział w telewizji. Azjatyckie kino akcji, czy nie było to coś z zupełnie innej półki, a jednocześnie tak doskonałego? Był to zdecydowanie film, na który warty było czekać! - Mogłaś o mnie zapomnieć, więc musiałem zrobić wrażenie?
O Lorenzu Remingtonie nie zapominało się tak łatwo, gdy w czasach szkolnych był dosłownie wszędzie. Szkolne uroczystości, mecze quidditcha, szkolna gazetka, wywoływanie w Wielkiej Sali, gdy przeskrobał coś na tyle, że należało ukarać go na oczach całej szkoły... było wiele okazji, gdy nazwisko Remingtona rozbrzmiewało w uszach wszystkich uczniów.
Podparł się łokciem o bar i przyjrzał Faye uważnie, ale również ostentacyjnie.
- Musisz znać zaklęcie, dzięki któremu nie postarzałaś się nawet o dzień od zakończenia szkoły? - Zagadnął, wprost sprzedając komplement. - Liczę, że podzielisz się ze mną tym sekretem! Mówią, że to w Kotle dochodzi do najciekawszych spotkań. - Dodał, by pociągnąć rozmowę. Nie mogła przecież składać się z samych komplementów. - Ale to prawda, że zazwyczaj tu nie przychodzę, chociaż może powinienem częściej? Wróciłem do Londynu dobre trzy lata temu i nie widziałem cię dotychczas, Faye! Gdzie ty się podziewałaś? Poczekaj, nie mów mi! - Złożył przed sobą dłonie, jakby ten gest pomógł mu zastanowić się głębiej. - Pozwól mi zgadnąć. Grecja! Pojechałaś do Grecji studiować pegazy. Zawsze lubiłaś magiczne stworzenia. Zgadłem, prawda?
- Hej, hej, w porządku? - Dopytał, ale przecież widział, że kobiecie nic się nie stało. - Pocałować, żeby nie bolało? - Zapytał z tym swoim zaczepnym uśmiechem, przy którym usta jeden kącik ust rozciągał się nieco bardziej, niż drugi, a wargi odsłaniały szczerbę między jedynkami w całej jej odsłonie. - To się nazywa wejście smoka! - Nawiązał do zupełnie mugolskiego filmu, którego zapowiedź widział w telewizji. Azjatyckie kino akcji, czy nie było to coś z zupełnie innej półki, a jednocześnie tak doskonałego? Był to zdecydowanie film, na który warty było czekać! - Mogłaś o mnie zapomnieć, więc musiałem zrobić wrażenie?
O Lorenzu Remingtonie nie zapominało się tak łatwo, gdy w czasach szkolnych był dosłownie wszędzie. Szkolne uroczystości, mecze quidditcha, szkolna gazetka, wywoływanie w Wielkiej Sali, gdy przeskrobał coś na tyle, że należało ukarać go na oczach całej szkoły... było wiele okazji, gdy nazwisko Remingtona rozbrzmiewało w uszach wszystkich uczniów.
Podparł się łokciem o bar i przyjrzał Faye uważnie, ale również ostentacyjnie.
- Musisz znać zaklęcie, dzięki któremu nie postarzałaś się nawet o dzień od zakończenia szkoły? - Zagadnął, wprost sprzedając komplement. - Liczę, że podzielisz się ze mną tym sekretem! Mówią, że to w Kotle dochodzi do najciekawszych spotkań. - Dodał, by pociągnąć rozmowę. Nie mogła przecież składać się z samych komplementów. - Ale to prawda, że zazwyczaj tu nie przychodzę, chociaż może powinienem częściej? Wróciłem do Londynu dobre trzy lata temu i nie widziałem cię dotychczas, Faye! Gdzie ty się podziewałaś? Poczekaj, nie mów mi! - Złożył przed sobą dłonie, jakby ten gest pomógł mu zastanowić się głębiej. - Pozwól mi zgadnąć. Grecja! Pojechałaś do Grecji studiować pegazy. Zawsze lubiłaś magiczne stworzenia. Zgadłem, prawda?