26.12.2024, 17:57 ✶
-Może i tak... - przyznała, wpatrując się w nią jeszcze przez moment. W końcu niewiedza, nieświadomość mimo iż bywała frustrująca, to kryła w sobie całą magię. Może nie powinna usiłować zrozumieć dlaczego dziewczyna wywołuje takie odczucia, a zwyczajnie dać się temu ponieść, delektować się jej urokiem póki mogła. Dopóki nie okaże się jedynie snem, senną marą która nawiedziła ją - a jednak z jakiegoś powodu nie zamierzała zacisnąć swoich smukłych palców na jej szyi.
Zerknęła na nią, gdy zainteresowała się niciami. Scarlett sięgnęła kolejnego papierosa, noc była młoda, a jej nigdzie się nie śpieszyło.
-Aurowidzem? - powtórzyła, chwilę jakoby smakowała ów słowa - Nie do końca... - wsunęła papierosa do ust, sięgając ku zapalniczce - Widzę nici powiązań... - jej wzrok zaległ na jednym z przewróconych konarów.
-Mój dar i przekleństwo - wyznała cicho - Gdy patrzysz jak twoja miłość rozkwita, a jej barwy pulsują, wywołując gęsią skórkę... a potem... obserwujesz jak powoli zdycha... gnije...gaśnie...- skrzywiła się, przyciągając zapalniczkę, aby odpalić papierosa - Aż stwierdzasz, że wasz anioł dawno jest martwy... piękne słowa to jedynie kłamstwa. Słowa i oczy mogą kłamać, ale nici się kurwa nie oszuka... - zaśmiała się nieco kpiąco, zaciągając się papierosem. Oh niekończąca się historia, zapętlona. Ile razy tak było? Ile razy historia zatoczyła koło, a ona obsesyjnie sprawdzała, odliczała, w akompaniamencie słodki kłamstw. Kłamstw w które oboje chcieli wierzyć.
-Możesz zobaczyć dzięki nim to co łączy ludzi... Co łączy ich z tobą, albo co łączy ich między sobą... niczym zwierciadło prawdy... - przymknęła ślepia. "Lustereczko powiedz przecie, kto jest najbardziej fałszywą kurwą na tym świecie".
Temat swatania z jej bratem powrócił, no może nie tyle swatania, co bicia. Już chciała odpowiedzieć, gdy dziewczyna zadawała kolejne pytanie, a te wywołały śmiech
-nie nie, jest pełnoletni - zachichotała, usadawiając się wygodniej, opierając się na powrót o konar - To bardzo dobry chłopak. Słodki, kochany i oddany. Czuły i uroczy... Po prostu nasza rodzina nie należy do łatwych, szczególnie nasz mały zamknięty odłam... - westchnęła - po prostu faceta zawsze trzeba trochę pod siebie wychować, nie? - spojrzała na nią - Zresztą kiedyś zrozumiesz co miałam na myśli - zerknęła w jej kierunku.
Zrozumie lub nie. Kto wie, może pierwszy chłopak będzie ostatnim, a ta pierwsza miłość będzie pełna kompromisów i wyrozumiałości. Chociaż czy to nie brzmiało dość oderwanie?
-A może to we mnie jest problem - stwierdziła z krzywym uśmiechem - Często słyszę, że jestem zbyt dominująca i powinnam sobie znaleźć kogoś pod buta, bo sama nie ugnę karku... a jednak ja lubię mieczem wojować i od miecza najwyraźniej ginąć - zaciągnęła się papierosem, kierując wzrok na korony drzew - i mam chujowy gust - zachichotała. Ale lubiła ten swój chujowy gust, wiedząc że w relacji z grzecznym pantoflem by się zamęczyła.
-Faceci to same problemy - podsumowała.
Zerknęła na nią, gdy zainteresowała się niciami. Scarlett sięgnęła kolejnego papierosa, noc była młoda, a jej nigdzie się nie śpieszyło.
-Aurowidzem? - powtórzyła, chwilę jakoby smakowała ów słowa - Nie do końca... - wsunęła papierosa do ust, sięgając ku zapalniczce - Widzę nici powiązań... - jej wzrok zaległ na jednym z przewróconych konarów.
-Mój dar i przekleństwo - wyznała cicho - Gdy patrzysz jak twoja miłość rozkwita, a jej barwy pulsują, wywołując gęsią skórkę... a potem... obserwujesz jak powoli zdycha... gnije...gaśnie...- skrzywiła się, przyciągając zapalniczkę, aby odpalić papierosa - Aż stwierdzasz, że wasz anioł dawno jest martwy... piękne słowa to jedynie kłamstwa. Słowa i oczy mogą kłamać, ale nici się kurwa nie oszuka... - zaśmiała się nieco kpiąco, zaciągając się papierosem. Oh niekończąca się historia, zapętlona. Ile razy tak było? Ile razy historia zatoczyła koło, a ona obsesyjnie sprawdzała, odliczała, w akompaniamencie słodki kłamstw. Kłamstw w które oboje chcieli wierzyć.
-Możesz zobaczyć dzięki nim to co łączy ludzi... Co łączy ich z tobą, albo co łączy ich między sobą... niczym zwierciadło prawdy... - przymknęła ślepia. "Lustereczko powiedz przecie, kto jest najbardziej fałszywą kurwą na tym świecie".
Temat swatania z jej bratem powrócił, no może nie tyle swatania, co bicia. Już chciała odpowiedzieć, gdy dziewczyna zadawała kolejne pytanie, a te wywołały śmiech
-nie nie, jest pełnoletni - zachichotała, usadawiając się wygodniej, opierając się na powrót o konar - To bardzo dobry chłopak. Słodki, kochany i oddany. Czuły i uroczy... Po prostu nasza rodzina nie należy do łatwych, szczególnie nasz mały zamknięty odłam... - westchnęła - po prostu faceta zawsze trzeba trochę pod siebie wychować, nie? - spojrzała na nią - Zresztą kiedyś zrozumiesz co miałam na myśli - zerknęła w jej kierunku.
Zrozumie lub nie. Kto wie, może pierwszy chłopak będzie ostatnim, a ta pierwsza miłość będzie pełna kompromisów i wyrozumiałości. Chociaż czy to nie brzmiało dość oderwanie?
-A może to we mnie jest problem - stwierdziła z krzywym uśmiechem - Często słyszę, że jestem zbyt dominująca i powinnam sobie znaleźć kogoś pod buta, bo sama nie ugnę karku... a jednak ja lubię mieczem wojować i od miecza najwyraźniej ginąć - zaciągnęła się papierosem, kierując wzrok na korony drzew - i mam chujowy gust - zachichotała. Ale lubiła ten swój chujowy gust, wiedząc że w relacji z grzecznym pantoflem by się zamęczyła.
-Faceci to same problemy - podsumowała.