26.12.2024, 18:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2024, 18:13 przez Vakel Dolohov.)
poranek 1 grudnia 1971
Mało którego brytyjskiego czarodzieja omijała informacja o tym, że na Pokątnej rozstawiono już Święteczne Drzewko. Zasługi za to zbierał między innymi Vakel Dolohov. Wczorajszego dnia Wyspy obiegła informacja, że wieszcz pojawi się na uroczystym przecięciu wstążki, jutro obiegnie je informacja o tym, jaki kształt przybrała powieszona przez niego bombka.
Dolohov otoczył ukochaną żonę opiekuńczym ramieniem i razem ruszyli w kierunku błyszczącej, zaklętej jodły, uśmiechając się delikatnie i radośnie, w należyty i elegancki sposób promując tradycję noworocznych życzeń. Prywatnie nieszczególnie lubił te wszystkie święta i nie obchodził ich z powodów osobistych, ale kimże by był, gdyby nie próbował ugrać na nich, ile się tylko dało? I oh, jakże pięknie będzie wyglądał, pokazując do obiektywu niebieską, uśmiechniętą bombkę, która poprawiała swoje okularki w białych oprawkach i notowała coś w zamyśleniu. Niby-runiczne znaki na okładce jej dziennika pozornie nie miały żadnego znaczenia, ale stanowiły dość dowcipną zagadkę dla osób lubujących się w takich rozrywkach - jeśli ktoś spróbował je odkodować na podstawie trzech podanych na górze literek, dowiedział się, że Vasilij życzył mu ciepłego Yule i spełnienia najskrytszych marzeń. Nie było to skomplikowane ani wyszukane, nie sądził jednak, aby takim być musiało. Właściwie, to w dobie rozwijającej się wojny domowej czułby się dziwnie tworząc tutaj coś nadmiernie skomplikowanego. Zresztą: dostrzegał innych celebrytów wybranych do zaprezentowania się przy kryształowych gałązkach i wiedział, na czym zależy Ministerstwu. Na spokoju. Na poszukiwaniu w tymże święcie nadziei i tradycji pomagającej wszystkim wrócić do normalności. Na kolejną porcję łamigłówek znajdzie czas w następnym roku wydając nową książkę z okazji własnych urodzin. Najlepszy prezent, jaki mógł sobie sprawić.
- Oh, jaki przepiękny pomysł - powiedział, widząc jak jego żona tworzy maleńką fiolkę z płynami odbijającymi się od szklanych ścianek. Pomyślał wtedy: ciekawe czego sobie życzyła? Ale nie zapytał o to przy błyskach aparatów i tuzinie wścibskich uszu wokół. Sam również nie został zapytany (dzięki Absolutowi!) i nie wygadał się o samolubności swoich myśli - bo życzył sobie sukcesu dla Praw Czasu, stania się czymś więcej niż firmą kierującą życiem celebryty, czymś więcej niż duetem badaczy przeglądającymi opasłe, pachnące starością tomiszcza. Chciał, aby to miejsce nabrało więcej naukowego znaczenia na wzór zagranicznych instytutów.
Ich bombki zatańczyły w duecie i zawisły na gałęzi drzewka tuż obok siebie.
Postać opuszcza sesję
with all due respect, which is none