27.12.2024, 00:12 ✶
Basilius rozumiał tyle, że miał pod opieką nastolatkę, a nastolatki idealnie nadawały się do brania udziału w różnych ruchach społecznych głównie z tego powodu, że były spontaniczne i mało myślące, zwłaszcza gdy chodziło o ich własne bezpieczeństwo. I chyba nawet to podziwiał. Podziwiał też postawę Icarusa i jego determinację, bo chociaż był obecnie zbyt nim zirytowany, aby mu to teraz powiedzieć to w pewien sposób nie mógł nie szanować tego, jak odrzucał bierność w sprawach dla niego ważnych.
Ale i tak był głupi.
– Ellie! – krzyknął, gdy tłum postanowił porwać ich siostrę i tak, jak Icarus spojrzał z wyrzutem na niego, tak on spojrzał z wyrzutem na Icarusa, bo gdzie w tym wszystkim była niby jego wina, skoro właśnie próbował takiej sytuacji zapobiec? Nie warto było chyba jednak przerzucać się teraz oskarżeniami, zwłaszcza, że powinni byli szybko zlokalizować swoją siostrę, zanim tłum postanowi zrobić coś głupiego.
Szybkim jak na siebie krokiem, ruszył za Icarusem, ozglądając się w skupieniu wokół, mając nadzieję, że gdzieś w tym morzu ludzi wyłapie znajomą burzę loków.
– Rozumiem, że gubienie dziecka w tłumie jest lepszym sposobem na aktywizm, niż ulotki? – rzucił zirytowany w stronę brata, wciąż próbując namierzyć najmłodszą Prewett, ale na całe szczęście Ari zagadał do jakiegoś rudego mężczyzny i ten wskazał im Electrę. Z poczuciem pewnej ulgi, nawet jeśli kryzys nie został jeszcze całkowicie zażegnany, skinął w podziękowaniu nieznajomemu i obaj starsi Prewettowie ruszyli w stronę siostry.
– Wszystko w porządku? – spytał, gdy Ari złapał ją za ramię. – Chodźmy, przynajmniej odsuńmy się nieco jeśli bardzo chcecie zostać.
Szkoda tylko, że dokładnie w tym momencie te głosy sprzeciwu rzucane przez kontrmanifestantów stały się nieco głośniejsze niż jeszcze chwilę temu i tak jak potrafił zachować kamienną twarz widząc pewne paskudne przypadki w Mungu, tak tutaj, słysząc paskudne teksty, nie potrafił się nie skrzywić.
Ale i tak był głupi.
– Ellie! – krzyknął, gdy tłum postanowił porwać ich siostrę i tak, jak Icarus spojrzał z wyrzutem na niego, tak on spojrzał z wyrzutem na Icarusa, bo gdzie w tym wszystkim była niby jego wina, skoro właśnie próbował takiej sytuacji zapobiec? Nie warto było chyba jednak przerzucać się teraz oskarżeniami, zwłaszcza, że powinni byli szybko zlokalizować swoją siostrę, zanim tłum postanowi zrobić coś głupiego.
Szybkim jak na siebie krokiem, ruszył za Icarusem, ozglądając się w skupieniu wokół, mając nadzieję, że gdzieś w tym morzu ludzi wyłapie znajomą burzę loków.
– Rozumiem, że gubienie dziecka w tłumie jest lepszym sposobem na aktywizm, niż ulotki? – rzucił zirytowany w stronę brata, wciąż próbując namierzyć najmłodszą Prewett, ale na całe szczęście Ari zagadał do jakiegoś rudego mężczyzny i ten wskazał im Electrę. Z poczuciem pewnej ulgi, nawet jeśli kryzys nie został jeszcze całkowicie zażegnany, skinął w podziękowaniu nieznajomemu i obaj starsi Prewettowie ruszyli w stronę siostry.
– Wszystko w porządku? – spytał, gdy Ari złapał ją za ramię. – Chodźmy, przynajmniej odsuńmy się nieco jeśli bardzo chcecie zostać.
Szkoda tylko, że dokładnie w tym momencie te głosy sprzeciwu rzucane przez kontrmanifestantów stały się nieco głośniejsze niż jeszcze chwilę temu i tak jak potrafił zachować kamienną twarz widząc pewne paskudne przypadki w Mungu, tak tutaj, słysząc paskudne teksty, nie potrafił się nie skrzywić.