Czas między przesileniem zimowym a Nowym Rokiem jest poza czasem. Dziwne są te dni, kiedy wielu traci rachubę i nie jest w stanie określić dnia tygodnia a czasem nawet i godziny. Zupełnie, jakby dochodziło do dziwacznego zawieszenia wszelakich spraw i obowiązków, które na co dzień ciążą człowiekowi. Nagle zmieniają one opis z "pilne" na "po świętach" lub jeszcze lepiej "po Nowym Roku".
Regina nie przepadała za zawieszeniem, jakie cechowało koniec roku i jak tylko mogła, walczyła ze stagnacją, załatwiając pomniejsze sprawunki, na które nie znajdywała czasu w ciągu tych ostatnich dwunastu miesięcy. Na przykład dzisiaj postanowiła zajść do księgarni, by pozbyć się kilku zalegających książek i wymienić je na inne tytuły. Po wyjściu rozejrzała się po Pokątnej i od razu zawiesiła wzrok na choince, górującej ponad tłumem.
Świąteczne drzewko przyciągało spojrzenia wszystkich, którzy przemierzali główną ulicę magicznego Londynu i swoim lśnieniem zachęcało, by podejść i przyjrzeć mu się z bliska. Regina nie pozostała niewzruszona na te zachęty i spokojnym krokiem ruszyła w stronę choinki, rozglądając się po Pokątnej.
Śnieg obficie pokrył ulice oraz dachy domów, a z nieba nadal prószyły białe drobiny. Latarnie przyozdobiono kolorowymi świetlikami, które układały się w zielone wieńce ze złotymi bombkami i czerwonymi wstążkami. W równych odległościach nad ulicami wznosiły się mieniące girlandy, a z nich co jakiś czas wylatywały kolorowe iskierki w kształcie gwiazdek i równie szybko znikały.
Witryny sklepów również były przyozdobione świątecznymi dekoracjami, a w oknach mieszkań często widać było płonące wesoło świeczki i mieniące się w ich świetle zaczepione na sznurkach kawałki suszonych pomarańczy, pałeczki cynamonu i plecionki z ziół. Ogólnie cała Pokątna krzyczała, że są święta i Regina przyłapała się na tym, że spogląda na to wszystko z delikatnym uśmiechem.
Jednak największą atrakcją była właśnie choinka, która raz po raz wydawała z siebie ciche dzwonienie i niesamowicie lśniła. Regina zbliżyła się do kamiennego postumentu i przeczytała napis. Co kryje moja dusza? spytała samą siebie, spoglądając na drzewko. Przeskakiwała spojrzeniem po bombkach, które na niej wisiały, jakby kryły odpowiedź na jej pytanie. Zatrzymała oczy na dłużej na ognistym ptaku, który przysiadł na gałęzi, a potem na pochylonym starcu z laską w jednej dłoni i latarnią w drugiej. Reszta bombek zmieniła się w dziwaczny galimatias, któremu nie poświęciła już więcej uwagi.
Jej myśli mimowolnie powędrowały w stronę osoby, z którą chciałaby obchodzić te święta. Wspomnienie ukłuło boleśnie nad lewą piersią, a płuca ścisnęły się nieprzyjemnie, pozbawiając ją na chwile tchu. Przełknęła gulę w gardzieli z trudnością i skryła nos w szaliku, chcąc dodać sobie otuchy i odegnać łzy sprzed oczu.
Zerknęła w bok, gdzie nieopodal i też przy choince stała para czarodziejów. Radośnie na siebie spoglądali, a kiedy kobieta coś powiedziała, czarodziej roześmiał się głośno i szczerze, po czym wyciągnął dłonie ku lśniącym gałązkom. Ułożył je tak, jakby skrywał w nich motyla i gdy dobyło się spomiędzy nich niebieskawe światło, rozwarł je i posłał wesołe spojrzenie partnerce. Regina nie widziała, jaką bombkę stworzył, ale za to wiedziała już, co ma robić.
Uniosła dłonie ku drzewku, jakby nabierała wody i kiedy pomiędzy nimi pojawił się delikatny jaśniejący zarys, przymknęła oczy i przywołała do siebie swoje ulubione wspomnienie. Gorzkie teraz, choć nadal ciepłe i tak drogie jej sercu.
Po otworzeniu oczu zobaczyła, że bombka przybrała kształt ptaka i w ułamku sekundy rozpoznała jakiego. To była sikorka i to w pięknych, choć nieco mętnych żółto-niebieskich barwach. Regina uśmiechnął się i pociągnęła nosem, próbując odegnać wzruszenie. Słabo jej wyszło, bo kiedy znowu zamknęła oczy, żeby pomyśleć życzenie, spod powiek popłynęło kilka łez.
Przede wszystkim życzyła pomyślności dla swoich bliskich i zdrowia. Chciała, by byli bezpieczni i by nadchodzący rok był dla nich łaskawy. Dla siebie natomiast… Poprosiła o siłę, by stawiać czoła przeciwnościom losu i o znak, czy idzie dobrą drogą. Prosiłaby jeszcze o wiele, w tym i spokoju dla swojego serca, ale uważała to za zbyt zachłanne i chyba nie była jeszcze gotowa na puszczenie przeszłości wolno.
Otworzyła oczy, odemknęła dłonie i odstąpiła o krok, kiedy to bombka poszybowała na gałąź ponad jej głową. Choinka zalśniła nieco mocniej i cichutko zadzwoniła, gdy bombka-sikorka zawisła na gałązce. Przyglądała się ptaszkowi jeszcze chwilę, zastanawiając się nad swoim życzeniem. Ważyła je w myślach i wraz z nimi ruszyła spacerowym krokiem dalej Pokątną. Liczyła, że przechadzką da ujście myślom i wspomnieniom, które uderzyły na nią znienacka.