28.12.2024, 12:37 ✶
Blondynka zmarszczyła lekko brwi, z jakimś takim zniesmaczeniem, kiedy spojrzała na nią Lorraine. Jej mina mówiła prosto i wyraźnie, że chyba nazbyt jej nie doceniała, skoro uważała że miała zamiar sama tutaj tę różdżkę wyciągnąć i bawić się w coś takiego jak przemiana żywego stworzenia w nieożywiony przedmiot. Była w tym jakaś nagana. Rozczarowanie może nawet, które stosowała zastępczo do wspomnianego i jakże wyćwiczonego u niej przemądrzałego tonu. Zwyczajnie znała swoje możliwości, a transmutacja nigdy nie leżała w wachlarzu jej umiejętności - kły Ottona, cóż, to była zupełnie inna para kaloszy, bo Degenhard był tak niemądry jak wysoki, więc nawet nie było jej go wtedy szkoda.
Westchnęła, w trochę tylko zbolały sposób i wcale nie ukrywając, że właśnie spogląda wymownie ku niebu, by prosić Matkę o cierpliwość i może odrobinę przychylności, kiedy Lorraine zabrała się do roboty. Ba, rozłożyła nawet ręce. Matko, czy ty to widzisz? Bo przecież nie po to, by łapać rozochoconą wile, która pięła się ku górze w sposób trochę zanadto chybotliwy i niebezpieczny, jak na gusta McKinnon.
Spojrzała na Maeve przelotnie, upewniając się tylko, czy jest w gotowości, żeby łapać swoją wybrankę. Ogólnie to podobał jej się tok myślenia Changówny, bo ta piłka to brzmiała o wiele bardziej zgrabnie jak zwyczajny puchar, który pewnie by został na tym dachu i jego też musiałyby ściągać. Prawdę powiedziawszy też, Rosie niezbyt zwracała uwagę na pełne poufałości komentarze padające w jej towarzystwie. W momencie kiedy ktoś wychowywał się tak na Podziemnych Ścieżkach jak i burdelu który na nich królował, na pewne rzeczy zwyczajnie przestawało się zwracać uwagę i nie była pewna czy nawet mrugnęłaby okiem, gdyby Maeve i Lorraine postanowiły ten zaułek wykorzystać teraz do swoich uciech. Nie to, żeby je o to posądzała.
Malfoy złapała kota, a Rosie zrobiła taktyczny krok w tył, dając miejsce do popisu ich naczelnej napierdalaczce i awanturniczce. Droga z dachu na dół była o wiele prostsza przy jej asekuracji, równoważąc nieco zaskoczone pomrukiwania złapanego futrzaka i jego ogólne próby wrócenia na łono Nokturnowskiej natury. McKinnon pewnie ścisnęłaby nerwowo perły, gdyby tylko takie nosiła, ale musiała jej wystarczyć do tego torebka, teraz miętolona w dłoniach z zaciekłością, nawet kiedy obie nogi Lorraine stanęły na ziemi.
- No, no, może ja powinnam powiedzieć Stanleyowi, że stajesz się naszą wschodzącą gwiazdą wspinaczek po zabudowie miejskiej? - odetchnęła. - Maeve, to jakieś twoje nowe nauki? Efekt nowego zestawu ćwiczeń fizycznych w pieleszach?
Westchnęła, w trochę tylko zbolały sposób i wcale nie ukrywając, że właśnie spogląda wymownie ku niebu, by prosić Matkę o cierpliwość i może odrobinę przychylności, kiedy Lorraine zabrała się do roboty. Ba, rozłożyła nawet ręce. Matko, czy ty to widzisz? Bo przecież nie po to, by łapać rozochoconą wile, która pięła się ku górze w sposób trochę zanadto chybotliwy i niebezpieczny, jak na gusta McKinnon.
Spojrzała na Maeve przelotnie, upewniając się tylko, czy jest w gotowości, żeby łapać swoją wybrankę. Ogólnie to podobał jej się tok myślenia Changówny, bo ta piłka to brzmiała o wiele bardziej zgrabnie jak zwyczajny puchar, który pewnie by został na tym dachu i jego też musiałyby ściągać. Prawdę powiedziawszy też, Rosie niezbyt zwracała uwagę na pełne poufałości komentarze padające w jej towarzystwie. W momencie kiedy ktoś wychowywał się tak na Podziemnych Ścieżkach jak i burdelu który na nich królował, na pewne rzeczy zwyczajnie przestawało się zwracać uwagę i nie była pewna czy nawet mrugnęłaby okiem, gdyby Maeve i Lorraine postanowiły ten zaułek wykorzystać teraz do swoich uciech. Nie to, żeby je o to posądzała.
Malfoy złapała kota, a Rosie zrobiła taktyczny krok w tył, dając miejsce do popisu ich naczelnej napierdalaczce i awanturniczce. Droga z dachu na dół była o wiele prostsza przy jej asekuracji, równoważąc nieco zaskoczone pomrukiwania złapanego futrzaka i jego ogólne próby wrócenia na łono Nokturnowskiej natury. McKinnon pewnie ścisnęłaby nerwowo perły, gdyby tylko takie nosiła, ale musiała jej wystarczyć do tego torebka, teraz miętolona w dłoniach z zaciekłością, nawet kiedy obie nogi Lorraine stanęły na ziemi.
- No, no, może ja powinnam powiedzieć Stanleyowi, że stajesz się naszą wschodzącą gwiazdą wspinaczek po zabudowie miejskiej? - odetchnęła. - Maeve, to jakieś twoje nowe nauki? Efekt nowego zestawu ćwiczeń fizycznych w pieleszach?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror