28.12.2024, 14:52 ✶
Najchętniej spędziłaby popołudnie w kamienicy ojca, nawet nie wyglądając za okno. To nie tak, że nie lubiła świąt, ale zawsze miała z nimi nieco napięte relacje, biorąc pod uwagę że zazwyczaj chodziło w nich o rodzinną atmosferę. Tej w życiu Lyssy było jak na lekarstwo, biorąc pod uwagę że ostatnie osiemnaście lat spędziła nie znając swojego ojca. Jakby tego było mało, kontakt z rodziną matki też miała ograniczony, bo ograniczał się on do okazjonalnych wizyt Sophie w wakacje, kiedy ojciec miał jej już dość i nie miał co z nią zrobić. Pławiła się więc co najwyżej w uwadze ciotek, które z krwi wcale jej ciotkami nie były, ale z braku laku lubiła je jak własne - czyli najchętniej oglądając je na zdjęciach w albumie, który wciśnięty był w tył biblioteczki, bo przód zajmowały o wiele bardziej zajmujące pozycje.
Niestety, chęci pozostawały zaledwie chęciami, nawet jeśli gruba, śnieżna warstwa pokrywała szczelnie Londyńskie ulice. Ubrała na siebie futrzany płaszcz chroniący skutecznie przed zimnem nawet pomimo zabezpieczających zaklęć, naciągnęła na dłonie rękawiczki i zanim się obejrzała, stanęła na miejscu spotkania, rozglądając się dookoła z umiarkowanym zainteresowaniem.
- Scarlett - uśmiechnęła się do kuzynki grzecznie. - Miło cię widzieć - chociaż akurat prawdziwości tych słów jeszcze nie była wcale taka pewna. Ale potem zastanowiła się, nad pytaniem które dziewczyna zadała. - Peregrinus coś... robi. Nie interesowałam się tym zbytnio - rzuciła wreszcie, wzruszając przy tym ramionami, w autentycznym geście niezainteresowania. Siedzenie w kuchni czy dekorowanie domu nigdy nie należało do jej specjalnie ukochanych zajęć. Oczywiście, robiła to z mamą, ale raczej ku jej uciesze, niż swojej własnej. O wiele bardziej lubiła dawać i dostawać prezenty. - A u ciebie? U was? Z twoimi braćmi, tyle was jest mam na myśli, musi być trochę zamieszania w tym okresie? - ruszyła przed siebie, dotrzymując kroku kuzynce i zerkając na nią z boku. - Nie powiedziałabym, że ostatni okres był przesadnie ciekawy. Chołopaka? Ha, nie obrażaj mnie tak. Jeśli mam być szczera, angielscy mężczyźni wydają mi się nieco poniżej standardów, mon chou.
Niestety, chęci pozostawały zaledwie chęciami, nawet jeśli gruba, śnieżna warstwa pokrywała szczelnie Londyńskie ulice. Ubrała na siebie futrzany płaszcz chroniący skutecznie przed zimnem nawet pomimo zabezpieczających zaklęć, naciągnęła na dłonie rękawiczki i zanim się obejrzała, stanęła na miejscu spotkania, rozglądając się dookoła z umiarkowanym zainteresowaniem.
- Scarlett - uśmiechnęła się do kuzynki grzecznie. - Miło cię widzieć - chociaż akurat prawdziwości tych słów jeszcze nie była wcale taka pewna. Ale potem zastanowiła się, nad pytaniem które dziewczyna zadała. - Peregrinus coś... robi. Nie interesowałam się tym zbytnio - rzuciła wreszcie, wzruszając przy tym ramionami, w autentycznym geście niezainteresowania. Siedzenie w kuchni czy dekorowanie domu nigdy nie należało do jej specjalnie ukochanych zajęć. Oczywiście, robiła to z mamą, ale raczej ku jej uciesze, niż swojej własnej. O wiele bardziej lubiła dawać i dostawać prezenty. - A u ciebie? U was? Z twoimi braćmi, tyle was jest mam na myśli, musi być trochę zamieszania w tym okresie? - ruszyła przed siebie, dotrzymując kroku kuzynce i zerkając na nią z boku. - Nie powiedziałabym, że ostatni okres był przesadnie ciekawy. Chołopaka? Ha, nie obrażaj mnie tak. Jeśli mam być szczera, angielscy mężczyźni wydają mi się nieco poniżej standardów, mon chou.