Zerknęła na Basiliusa z ukosa, kiedy wspomniał, że profesor albo zgubił stwora, albo nie mógł się doczekać, aż uczniowie zobaczą, jaką to bestię dla nich przygotował. Właściwie Regina była skłonna uwierzyć w obie te opcje, ale powstrzymała się od komentarza i jedynie wzruszyła ramionami.
Małomówność Olbrzymki była często wiązana ze średnią inteligencją, jakby we wszechświecie panowała dziwna niepisana zasada, mówiąca o tym, że jeżeli ktoś milczy to na pewno dlatego, że nie ma nic sensownego do powiedzenia. Do tego jeszcze dochodził wzrost Reginy, bo przecież do Matki stały dwie kolejki... Przez to nastawienie, wyśmiewanie i ogólnie niską samoocenę i jeszcze mniejszą pewność siebie, Regina stroniła od rozmów z nieznajomymi uczniami. Ograniczała się do wąskiego grona znajomych i jednej przyjaciółki, z którą też nie rozmawiała o wszystkim.
Siedzący obok niej Basilius w żadnym stopniu nie zachęcał jej do tego, by zmieniła swoje zachowanie. Jednak coś pchnęło ją do tego, by podsunęła mu książkę i bardzo możliwe, że tym samym pozbawiła swój dom okazji zdobycia kilku punktów. A kto nie chciałby dotknąć Pucharu Domów?
Pokręciła głową, dając Krukonowi do zrozumienia, że nie zamierza się zgłaszać. Jakie było jej zdziwienie, kiedy usłyszała, jak Basilius mówi, że wspólnie odgadli, co za zwierzę kryje się w klatce. Zrobiło jej się głupio, bo była pewna, że chłopak po prostu odpowie na pytanie, nie wspominając o niej. Otworzyła szeroko oczy i zamrugała kilkukrotnie, jakby cała sytuacja była wymysłem jej wyobraźni. Do rzeczywistości przywołał ją głos profesora Kettleburna:
— Z panienką Reginą tak? Proszę, proszę, cóż za piękna współpraca między domami! Pięć punktów dla waszych domów, kochani.
Oczy wszystkich przeskakiwały pomiędzy Reginą a Basiliusem, jakby doszukiwały się w tej odpowiedzi, jakiegoś drugiego dna. Profesor odchrząknął znacząco i kiedy uznał, że skupił na sobie uwagę wszystkich, płynnym ruchem ściągnął prześcieradło. Po klasie poniósł się pomruk zdziwienia wymieszanego z niepokojem, bo oto w klatce, zupełnie jak Krukon i Puchon przewidzieli, był ognisty krab.
Właściwie ciężko pojąć, czemu te zwierzęta tak nazywano. Prędzej przywodziły na myśl ogromnego żółwia, w którego skorupie zatopione były najróżniejsze klejnoty. Posiadały typową żółwią głowę z ciemnymi szklistymi oczami osadzoną na pomarszczonej ciemnofioletowej szyi. Rzeczywiście na skojarzenie z krabem można było wpaść, gdyby skupić się na nogach, których łącznie było sześć par. To one właśnie wyglądały, jakby ktoś oderwał je od kraba i doczepił do żółwia.
Ten przedstawiciel gatunku nie odbiegał w swej budowie od reszty. Odnóża i głowa były od góry ametystowe i im niżej, tym kolor bladł nieregularnie, jakby kraba tylko chwilę trzymano w farbie. Skorupa za to była w kolorach spiżu, terakoty i ciemnej czekolady, które układały się w regularne wzory, wychylające się nieśmiało spod mieniących się nieoszlifowanych diamentów najróżniejszej wielkości. Największy klejnot spoczywał na samym środku grzbietu i był wielkości dwóch złączonych ze sobą pięści.
Krab zdawał się niewzruszony widownią, jaką miał i z zapałem szturchał i podgryzał coś, co wyglądało jak czarny kamulec. Profesor poczekał chwilę, by wszyscy przyjrzeli się zwierzęciu i spytał:
— Czy ktoś z was jest w stanie powiedzieć, co to za rasa oraz na podstawie czego wytypował ją?
W głowie Reginy od razu pojawiła się odpowiedź. Była prosta, bo z książek wiedziała, że można wyróżnić cztery główne rasy ognistych krabów i brały się one z kryształów, które kolekcjonowały na swych skorupach. Oczywiście nie znaczyło to, że będą się wzbraniały przed kryształami innego typu, ale należało określać je poprzez przeważający rodzaj kryształów, jaki prezentowały na sobie.
Idąc tym tropem, Regina strzelałaby w ciemno, że to diamentowy ognisty krab. Żeby być dokładniejszą, to nazywane są bortowymi ognistymi krabami, a nazwa ta pochodzi od typu diamentu, jaki zwykle na sobie noszą, pomyślała, wbijając spojrzenie w książkę.
Ku jej przerażeniu, usłyszała głos profesora:
— Panie Prewett, panno Rowle? Może wy znacie odpowiedź, skoro udało wam się odgadnąć moją zagadkę?
Panna Rowle już czuła na sobie spojrzenia wszystkich. Serce zerwało się biegu, a krew z twarzy odpłynęła, przez co barwą skóry zaczęła przypominać Basiliusa. Zerknęła na niego, powoli unosząc głowę i potoczyła niepewnym spojrzeniem dookoła.
Wróciła spojrzeniem do podręcznika i raz jeszcze zerknęła na siedzącego obok niej Krukona. Bez dalszej zwłoki podsunęła mu podręcznik i przejechała palcem po ustępie, który wyglądał tak:
(...) Wyróżnia się cztery główne rasy ognistych krabów; diamentową, szafirową, rubinową i szmaragdową. Istnieje jeszcze wiele innych, które zależnie od miejsca bytowania zbierają znajdujące się tam kamienie i kryształy. Te cztery główne rasy nie ograniczają się jedynie do tych kryształów, ale rozpoznać je można po przeważającej liczbie danego kamienia szlachetnego na ich skorupie.