29.12.2024, 17:33 ✶
– Chciałbym zobaczyć minę Augustusa, gdyby odkrył, że jedyni żyjący potomkowie jego rodu to mugole – skwitował Cathal słowa Thomasa, a po jego ustach przebiegł lekki uśmieszek. To był wspaniały epilog do historii upadku Blackwoodów i wioski, którą władali: tak dumni ze swego pochodzenia, swojej magii, stali się niczym więcej jak mugolami.
Shafiq nie był fanatykiem czystej krwi głównie dlatego, że fanatyzm doprowadził do upadku także ród jego matki, matkę wpędził w chorobę i szaleństwo, a on sam zmagał się z niedoskonałością swojej linii genetycznej. Mimo to był synem Isabelli i charłakami pogardzał, a mugole nawet jeśli czasem przydatni, byli czymś gorszym niż czarodzieje.
Tak naprawdę nie miałby wiele przeciwko trzymaniu jakiegoś i potrząsaniu nim, póki ten nie powie, co wie. Ale raz, wątpił trochę w skuteczność tej metody, dwa, podejrzewał, że Thomasowi i Ginny niekoniecznie przypadłaby do gustu.
Dlatego kiwnął głową na słowa Guinevere, bo ostatecznie był całkiem chętny do uniknięcia „użerania się z mugolami”, jeżeli tylko było to możliwe, a jeśli wizyta nad jeziorem okaże się bezowocna, jeszcze zdążą udać się z wizytą do wioski. I może będą ciągnęli słomki, kto ostatecznie spróbuje się rozmówić z mugolami.
– W takim razie nad jezioro.
*
Ani Shafiq, ani McGonagall nie wiedzieli, jak trafić nad jezioro. Być może talent jasnowidzenia mógłby pokierować Guinevere, gdyby został przebudzony, ale na razie objawił się tylko bólem głowy na cmentarzu i frustrującym przeczuciem, że znajdowała się jakby przed zasłoną, której nie potrafiła odsunąć, by sprawdzić, co kryje się po jej drugiej stronie. Thomas na szczęście orientował się mniej więcej, w którą stronę musieli się udać: najpierw wydeptaną ścieżką przez las, potem już przez chaszcze, przez które drogę utorowali sobie za pomocą zaklęć, a Shafiq i tak ze dwa razy zaklął po rosyjsku, gdy kolczaste gałązki czepiły się jego ubrań i gdy wszedł w pajęczynę. Ewidentnie nie było to miejsce, do którego często chodzili miejscowi mugole – a gdyby któreś z nich naprawdę dobrze znało się na przyrodzie, może nawet skojarzyłoby, że chyba część roślin broniących drogi była magiczna… ale cóż, Cathal na pewno ich nie rozpoznał.
W końcu – po dobrych trzydziestu paru minutach wędrówki – przedostali się między gęsto rosnącymi drzewami na brzeg jeziora, tak podobnego do tego, o którym śniła Ginny. Ciemna tafla pozostawała nieporuszona, odbijając pochylające się nad nią drzewa. A gdzieś po drugiej stronie – nie dało się zobaczyć drogi, pozwalającej tam dotrzeć pośród drzew i chaszczy – znajdowało się coś, co wyglądało jak ruiny niewielkiego budynku.
Shafiq nie był fanatykiem czystej krwi głównie dlatego, że fanatyzm doprowadził do upadku także ród jego matki, matkę wpędził w chorobę i szaleństwo, a on sam zmagał się z niedoskonałością swojej linii genetycznej. Mimo to był synem Isabelli i charłakami pogardzał, a mugole nawet jeśli czasem przydatni, byli czymś gorszym niż czarodzieje.
Tak naprawdę nie miałby wiele przeciwko trzymaniu jakiegoś i potrząsaniu nim, póki ten nie powie, co wie. Ale raz, wątpił trochę w skuteczność tej metody, dwa, podejrzewał, że Thomasowi i Ginny niekoniecznie przypadłaby do gustu.
Dlatego kiwnął głową na słowa Guinevere, bo ostatecznie był całkiem chętny do uniknięcia „użerania się z mugolami”, jeżeli tylko było to możliwe, a jeśli wizyta nad jeziorem okaże się bezowocna, jeszcze zdążą udać się z wizytą do wioski. I może będą ciągnęli słomki, kto ostatecznie spróbuje się rozmówić z mugolami.
– W takim razie nad jezioro.
*
Ani Shafiq, ani McGonagall nie wiedzieli, jak trafić nad jezioro. Być może talent jasnowidzenia mógłby pokierować Guinevere, gdyby został przebudzony, ale na razie objawił się tylko bólem głowy na cmentarzu i frustrującym przeczuciem, że znajdowała się jakby przed zasłoną, której nie potrafiła odsunąć, by sprawdzić, co kryje się po jej drugiej stronie. Thomas na szczęście orientował się mniej więcej, w którą stronę musieli się udać: najpierw wydeptaną ścieżką przez las, potem już przez chaszcze, przez które drogę utorowali sobie za pomocą zaklęć, a Shafiq i tak ze dwa razy zaklął po rosyjsku, gdy kolczaste gałązki czepiły się jego ubrań i gdy wszedł w pajęczynę. Ewidentnie nie było to miejsce, do którego często chodzili miejscowi mugole – a gdyby któreś z nich naprawdę dobrze znało się na przyrodzie, może nawet skojarzyłoby, że chyba część roślin broniących drogi była magiczna… ale cóż, Cathal na pewno ich nie rozpoznał.
W końcu – po dobrych trzydziestu paru minutach wędrówki – przedostali się między gęsto rosnącymi drzewami na brzeg jeziora, tak podobnego do tego, o którym śniła Ginny. Ciemna tafla pozostawała nieporuszona, odbijając pochylające się nad nią drzewa. A gdzieś po drugiej stronie – nie dało się zobaczyć drogi, pozwalającej tam dotrzeć pośród drzew i chaszczy – znajdowało się coś, co wyglądało jak ruiny niewielkiego budynku.