29.12.2024, 18:51 ✶
Basilius skinął głową i tak jak Lorien ruszyła do jego gabinetu, tak on zahaczył jeszcze o kuchnię, aby na szybko przygotować jej zwykłą, czarną herbatę, dokładnie taką o jaką prosiła i całkiem szybko, jak na niego, przyniósł ją czarownicy do swojego gabinetu.
Pokój, w którym Basilius ostatnio przebywał coraz częściej, skupiając się na pracy było oczywiście odpowiednio uporządkowane i w przeciwieństwie do reszty kamienicy, utrzymane w jasnych kolorach, chociaż Lorien mogła pewnie pamiętać, jak jeszcze przed śmiercią jego ojca i wyprowadzką matki, do której należało ono wcześniej, pomieszczenie utrzymane było w ciemnych barwach.
– I dobrze zrobiłaś – powiedział, kładąc spodek z herbatą przy kobiecie, samemu zajmując drugi fotel po czym wyciągnął różdżkę. – Nie będzie mnie tylko przez kilka dni, wracam piątego rano, więc gdyby coś się działo po południu będę już do twojej dyspozycji. Mogę też zapisać ci kilka nazwisk, do których możesz zgłosić się w razie czego, gdyby sytuacja tego wymagała zanim wrócę. – Ten Egipt... Z jednej strony naprawdę chciał jechać, ciekawy tego czego mógł się tam dowiedzieć. Z drugiej strony, wyjazd niósł ze sobą również pilnowanie uczestników ekspedycji, aby nikt przypadkiem nie umarł, potencjalne zrywanie się w środku nocy, bo ktoś jednak postanowił spróbować umrzeć, a tak poza tym martwił się zostawieniem Londynu w momencie, w którym Icarus przechodził gorszy okres w swoim życiu, a teraz jeszcze doszło mu martwienie się o Lorien. Eh... Może po prostu powinien przyjąć taktykę, że skoro będzie na innym kontynencie to powinien się mniej martwić tym, co będzie się działo w Wielkiej Brytanii. W Egipcie przecież też będzie miał wiele zmartwień. Sam Anthony Shafiq był jednym z nich.
– No dobrze. Rzucę kilka zaklęć diagnostycznych, skoro mniej więcej wiem, co się wydarzyło. Nie ruszaj się przez chwilę, dobrze? – powiedział, wstając jeszcze na chwilę, aby wyjąc teczkę z zapiskami na temat historii klątwy Lorien, przeczytał coś w skupieniu, ponownie usiadł na fotelu i zabrał się do pracy.
Pokój, w którym Basilius ostatnio przebywał coraz częściej, skupiając się na pracy było oczywiście odpowiednio uporządkowane i w przeciwieństwie do reszty kamienicy, utrzymane w jasnych kolorach, chociaż Lorien mogła pewnie pamiętać, jak jeszcze przed śmiercią jego ojca i wyprowadzką matki, do której należało ono wcześniej, pomieszczenie utrzymane było w ciemnych barwach.
– I dobrze zrobiłaś – powiedział, kładąc spodek z herbatą przy kobiecie, samemu zajmując drugi fotel po czym wyciągnął różdżkę. – Nie będzie mnie tylko przez kilka dni, wracam piątego rano, więc gdyby coś się działo po południu będę już do twojej dyspozycji. Mogę też zapisać ci kilka nazwisk, do których możesz zgłosić się w razie czego, gdyby sytuacja tego wymagała zanim wrócę. – Ten Egipt... Z jednej strony naprawdę chciał jechać, ciekawy tego czego mógł się tam dowiedzieć. Z drugiej strony, wyjazd niósł ze sobą również pilnowanie uczestników ekspedycji, aby nikt przypadkiem nie umarł, potencjalne zrywanie się w środku nocy, bo ktoś jednak postanowił spróbować umrzeć, a tak poza tym martwił się zostawieniem Londynu w momencie, w którym Icarus przechodził gorszy okres w swoim życiu, a teraz jeszcze doszło mu martwienie się o Lorien. Eh... Może po prostu powinien przyjąć taktykę, że skoro będzie na innym kontynencie to powinien się mniej martwić tym, co będzie się działo w Wielkiej Brytanii. W Egipcie przecież też będzie miał wiele zmartwień. Sam Anthony Shafiq był jednym z nich.
– No dobrze. Rzucę kilka zaklęć diagnostycznych, skoro mniej więcej wiem, co się wydarzyło. Nie ruszaj się przez chwilę, dobrze? – powiedział, wstając jeszcze na chwilę, aby wyjąc teczkę z zapiskami na temat historii klątwy Lorien, przeczytał coś w skupieniu, ponownie usiadł na fotelu i zabrał się do pracy.