30.12.2024, 23:23 ✶
Gdyby nie to, że jej trybiki właśnie odłączały się od siebie i powoli szybowały wewnątrz głowy, próbując odnaleźć swoje właściwe miejsce, zapewne z jej ust wydobyłyby się kolejne buńczuczne słowa, którym bliżej było do pyskówki niż rzeczowej rozmowy. Jej dłonie w tym samym czasie wędrowały po własnej twarzy, to naciskając ją, to rozciągając skórę, jakby chciała się upewnić, że to nie iluzja. Że to, co widzi w lustrze, to faktycznie ona sama.
Klik
Pierwszy trybik wskoczył na miejsce. Czy to za sprawą autorefleksji, czy też może za sprawą swojego męża, ta jedna zębatka z chrzęstem i nie bez wysiłku wskoczyła na odpowiedni dyngs, by móc zacząć obracać się pod naporem kolejnych myśli. A tych było sporo. Tłukły się w jej czaszce, wprawiając kolejne elementy maszyny zwanej szumnie mózgiem w ruch. Piętnaście lat temu...
- Aha - mruknęła, ciągnąc za pasmo włosów. Pochwyciła jego wzrok w lustrzanym odbiciu. Ślub, ślub... Kolejny element wskoczył, a natrętna myśl jakby naoliwiła resztę. Na twarzy Traversówny pojawił się przebłysk zrozumienia, który zaraz jednak wykrzywił jej usta w brzydkim grymasie niezadowolenia. - Ten papier to akurat coś, o czym bym zapomniała na wieki.
Rzuciła, odwracając się. Zamiast jednak wyskoczyć do Leviathana z łapami, zaczęła nerwowo przeszukiwać kieszenie, jakby spodziewała się, że tam znajdzie odpowiedź. A w tych kieszeniach miała sporo: wspomniana już karteczka z adresem, paczka fajek, różdżka, mugolska zapalniczka, kilka monet, guziki, nawet szyszka się znalazła. Do tego scyzoryk, a także pudełeczko z czymś... Czego nie chciała mu pokazywać. Było nieprzezroczyste i gdy tylko je wyciągnęła, schowała z powrotem.
- Chuj z tym. Po wszystkim udam się do Munga albo kogokolwiek, kto sprawdzi, co mam w głowie i co się stało rano - nie przypominała sobie, by piła od kogoś jakikolwiek eliksir czy w ogóle brała cokolwiek od obcych. Ale może ktoś rzucił na nią jakiś złośliwy urok? Zmarszczyła brwi. Taka malutka i bezbronna. Byłoby głupio, gdyby… Faye potrząsnęła głową, pozwalając by kasztanowe włosy rozsypały się wokół jej twarzy. Znowu napotkała w pamięci barierę, której nie była w stanie sforsować. - Mówiłeś pikujące licha. Ile ich jest? Gdzie były ostatnio? Zaatakowały kogoś?
Wciąż wyglądała jak gówniara, ale przynajmniej pytania zaczęła zadawać rzeczowe. I najwyraźniej odpuściła nabijanie się ze starego Leviathana, chociaż fakt, że z jej ust nie wyszło nawet słowo "przepraszam" mógł świadczyć o tym, że nastoletnie zachowanie wciąż kryło się pod skórą.