30.12.2024, 23:46 ✶
Gdy zapytał o to, by pocałować żeby nie bolało, prychnęła z oburzeniem niczym koń, który daje sygnał, że lepiej by obcy trzymał się z daleka, bo może kopnąć.
- Jakiego znowu smoka? Może jednak za mocno się uderzyłeś? - zapytała z troską, wlepiając w mężczyznę orzechowe oczy. Widniała w nich troska i zaniepokojenie, bo skoro Enzo zaczął widzieć po zderzeniu się głowami smoki, to chyba nie mogło być dobrze. Oczywistym było, że Faye nie znała kina mugolskiego w takim stopniu, by nawet po dłuższej chwili odgadnąć, do czego nawiązuje jej znajomy z dawnych lat. - O tobie nie da się zapomnieć.
Odparła rezolutnie, rozciągając usta w uśmiechu. Być może Enzo nie był wybitnym uczniem, który błyszczał z każdego możliwego przedmiotu, lecz jaśniał w zupełnie inny sposób. Jego wewnętrzny blask, dobroć i optymizm przyciągały ludzi niczym latarenka głupie ćmy. I chociaż Faye nigdy nie patrzyła na niego w ten konkretny sposób, to skłamałaby, gdyby powiedziała, że go nie lubiła. A kłamać było nieładnie. Poza tym naprawdę trzeba było żyć pod kamieniem, żeby nie skojarzyć tej twarzy z nazwiskiem, gdy w czasach szkolnych było go pełno niemal wszędzie. Nawet ona nie miała takich owsików w dupie, jak on.
Faye wyciągnęła najpierw paczkę papierosów w stronę mężczyzny, bo przecież była kulturalną czarownicą, chociaż nie na pierwszy rzut oka. Dopiero potem zdecydowała się odpalić swojego papierosa i machnąć na kobietę, by podała jej whisky. Po chwili wahania pokazała jej dwa palce. A potem zaniosła się kaszlem.
- Co ty... - kaszlnęła znowu, czując nieprzyjemne drapanie w gardle. Na Matkę, zupełnie jakby próbowała swojego pierwszego papierosa dobrych 20 lat temu, ukrywając się latem przed rodzicami, z jedną z koleżanek. - Doceniam komplement, ale chyba przez te lata musiał ci się odrobinę wzrok zepsuć, Enzo, zestrzałam się, chociaż z godnością!
W kącikach oczu zatańczyły łzy, wywołane przez kaszel. Nie malowała się, nie było więc potrzeby by zaprzątała sobie głowę jakimkolwiek rozmazanym makijażem. Zresztą ona nigdy nie słynęła z bycia dziewczyną, która dba przesadnie o swój wygląd. Poza włosami, na których punkcie miała prawdziwego pierdolca, szczególnie jeśli ktoś śmiał twierdzić, że były rude.
- Pudło, chociaż nie do końca. Byłam w Grecji, ale tylko przejazdem. Nie lubię gdy jest za ciepło, wiesz przecież. Głównie kręciłam się po Rumunii i Bułgarii, ale byłam też w Serbii. Nieciekawe to miejsca, Enzo, zacofane bardzo, więc wróciłam do Szkocji i tam siedziałam na dupie. Dopiero niedawno wróciłam na dłużej. Teraz mieszkam w Dolinie - Faye sięgnęła po jedną ze szklanek, która wylądowała przed nimi. - Ale nie wiem, na ile zostanę. Nie umiem siedzieć w jednym miejscu.
Wyszczerzyła do niego zęby. Podobnie jak on, jej także było pełno w szkole. Z tym, że on angażował się w przeróżne akcje, a ona... Ona po prostu łaziła gdzie popadnie, a to że zdołała zostać prefektem, to był chyba cud. Nauczyciele zdawali się przymykać oko na plotki, jakoby Traversówna upodobała sobie w szczególności Zakazany Las.
- A ty? Zostałeś już... Kurde, kim ty chciałeś być? Czekaj, magimechanikiem? Wynalazłeś już coś, co będzie wygodniejsze od miotły albo proszku fiuu? - pamiętała, że kochał mechanizmy, ale w zasadzie to Enzo w szkole kochał wszystko, więc na dobrą sprawę nie zdziwiłaby się, gdyby jej powiedział, że pracuje jako Auror. - Albo czekaj, redaktorem naczelnym Proroka?
Faye podsunęła mu szklankę niemalże pod nos z uśmiechem, mówiącym że tę kolejkę ona stawia.
- Jakiego znowu smoka? Może jednak za mocno się uderzyłeś? - zapytała z troską, wlepiając w mężczyznę orzechowe oczy. Widniała w nich troska i zaniepokojenie, bo skoro Enzo zaczął widzieć po zderzeniu się głowami smoki, to chyba nie mogło być dobrze. Oczywistym było, że Faye nie znała kina mugolskiego w takim stopniu, by nawet po dłuższej chwili odgadnąć, do czego nawiązuje jej znajomy z dawnych lat. - O tobie nie da się zapomnieć.
Odparła rezolutnie, rozciągając usta w uśmiechu. Być może Enzo nie był wybitnym uczniem, który błyszczał z każdego możliwego przedmiotu, lecz jaśniał w zupełnie inny sposób. Jego wewnętrzny blask, dobroć i optymizm przyciągały ludzi niczym latarenka głupie ćmy. I chociaż Faye nigdy nie patrzyła na niego w ten konkretny sposób, to skłamałaby, gdyby powiedziała, że go nie lubiła. A kłamać było nieładnie. Poza tym naprawdę trzeba było żyć pod kamieniem, żeby nie skojarzyć tej twarzy z nazwiskiem, gdy w czasach szkolnych było go pełno niemal wszędzie. Nawet ona nie miała takich owsików w dupie, jak on.
Faye wyciągnęła najpierw paczkę papierosów w stronę mężczyzny, bo przecież była kulturalną czarownicą, chociaż nie na pierwszy rzut oka. Dopiero potem zdecydowała się odpalić swojego papierosa i machnąć na kobietę, by podała jej whisky. Po chwili wahania pokazała jej dwa palce. A potem zaniosła się kaszlem.
- Co ty... - kaszlnęła znowu, czując nieprzyjemne drapanie w gardle. Na Matkę, zupełnie jakby próbowała swojego pierwszego papierosa dobrych 20 lat temu, ukrywając się latem przed rodzicami, z jedną z koleżanek. - Doceniam komplement, ale chyba przez te lata musiał ci się odrobinę wzrok zepsuć, Enzo, zestrzałam się, chociaż z godnością!
W kącikach oczu zatańczyły łzy, wywołane przez kaszel. Nie malowała się, nie było więc potrzeby by zaprzątała sobie głowę jakimkolwiek rozmazanym makijażem. Zresztą ona nigdy nie słynęła z bycia dziewczyną, która dba przesadnie o swój wygląd. Poza włosami, na których punkcie miała prawdziwego pierdolca, szczególnie jeśli ktoś śmiał twierdzić, że były rude.
- Pudło, chociaż nie do końca. Byłam w Grecji, ale tylko przejazdem. Nie lubię gdy jest za ciepło, wiesz przecież. Głównie kręciłam się po Rumunii i Bułgarii, ale byłam też w Serbii. Nieciekawe to miejsca, Enzo, zacofane bardzo, więc wróciłam do Szkocji i tam siedziałam na dupie. Dopiero niedawno wróciłam na dłużej. Teraz mieszkam w Dolinie - Faye sięgnęła po jedną ze szklanek, która wylądowała przed nimi. - Ale nie wiem, na ile zostanę. Nie umiem siedzieć w jednym miejscu.
Wyszczerzyła do niego zęby. Podobnie jak on, jej także było pełno w szkole. Z tym, że on angażował się w przeróżne akcje, a ona... Ona po prostu łaziła gdzie popadnie, a to że zdołała zostać prefektem, to był chyba cud. Nauczyciele zdawali się przymykać oko na plotki, jakoby Traversówna upodobała sobie w szczególności Zakazany Las.
- A ty? Zostałeś już... Kurde, kim ty chciałeś być? Czekaj, magimechanikiem? Wynalazłeś już coś, co będzie wygodniejsze od miotły albo proszku fiuu? - pamiętała, że kochał mechanizmy, ale w zasadzie to Enzo w szkole kochał wszystko, więc na dobrą sprawę nie zdziwiłaby się, gdyby jej powiedział, że pracuje jako Auror. - Albo czekaj, redaktorem naczelnym Proroka?
Faye podsunęła mu szklankę niemalże pod nos z uśmiechem, mówiącym że tę kolejkę ona stawia.