Mężczyzna miał szorstką i ciepłą dłoń. Kontrastowała z ręką Faye swoją wielkością, pewnością uścisku i jego mocą. Nie było jednak w nim energii, tak jak nie było jej w twoim geście. Świat nie zaiskrzył, a lampka na stoliku nie stała jaśniejsza, nie zamigotała radośnie jak na powitanie dawno niewidzianego krewnego. Suchość doświadczeń przemykała po pomieszczeniu i mieszkała pomiędzy spojrzeniami, jakie ze sobą dzieliliście. Nie zawsze mogliśmy cieszyć się łaską prawa, a przecież to, koggo zobaczyłaś, samo w sobie musiało być całkiem łaskawe. Nikt nie gromił cię spojrzeniem, a odmierzane minuty na nieznośnie przesuwającym wskazówki zegarze nie przemieniały się w godziny, jak czasem można było usłyszeć w kierunku niektórych skazańców. Tylko czy ty byłaś jednym z nich..? Jesteś tu jako kto właściwie? Winna? Ofiara? Próżno było szukać odpowiedzi na to pytanie w oczach tego człowieka. Lustereczko może powiedziałoby ci coś więcej, gdybyś tylko miała okazję obejrzeć samą siebie w jego odbiciu, ale jak na złość - pokój był tak samo pusty, jak poprzednio. Nawet kiedy Hugo wypełnił go swoją obecnością. A wypełnił go... całego. Jakby nikt więcej nie miał sensu bytu w tej przestrzeni.
Napięcie dzielone było gilotynom, a jej ostrze wisiało dokładnie na środku tego stołu. Tkwiło tylko po jednej ze stron. Hugo niósł na sobie zapach lasu i słońca, o którym mówił. Coś sprzecznego - bo przecież Knieja rzeczywiście nie była zbyt dobrym miejscem na opalanie. Nie, nie była. Za to była doskonałym miejscem do ukrycia się, jeśli chciało się przed kimś (lub przed czymś) zbiec.
Ucieczki nie było też z tego miejsca. Pióro już przesunęło się po pergaminie. Słyszysz? Charakterystyczny dźwięk skrobania po papierze o wysokiej gramaturze. Nie było to zaklęte pióro - mężczyzna sam skrobał i to chyba pojedyncze słowa bardziej niż całe, złożone zdania. Albo przynajmniej notował urywki tego, o czym słuchał.
- Dlaczego nie zabrałaś różdżki? - Odpowiedź na to pytanie padło już z twojej strony - to było ledwo pytanie retoryczne. A na dowód tego zaraz kontynuował. - Czarodziej bez swojej różdżki jest bezbronny na najbardziej trywialne zagrożenia. Nie pomyślałaś o tym. A może wszystko wolisz wykonywać ręcznie, Faye? - Czy ktoś widział kiedyś czarodzieja bez tego narzędzia? Było przedłużeniem ręki, woli, mocy. A może kobieta opanowała tę nieczęstą sztukę władania magią bez jego użycia? Wziął to pod uwagę. Jego oczu znów na niej były skupione. I kiedy mówiłaś dalej - nie notował. Przypatrywał ci się w ciszy. Nie przerywał - ten brzydki nawyk nie był wkupiony w jego charakter. Albo nie chciał przerywać tylko dlatego, że siedział naprzeciwko nieprzypadkowej osoby, a właśnie ciebie. Dopiero, kiedy pojawiło się wspomnienie o istotach, przez które pojawił się zakaz wejścia do Kniei, pióro znów zachrobotało. I podkreślił słowo klucz. A raczej dwa słowa klucze. Nikolai - niedźwiedź. - Rozumiem. - Uniósł głowę. To nie był znów wymuszony kontakt wzrokowy, gdyby chowała się za brązowymi puklami, ale nawet gdybyś go nawiązała to odkryłabyś, że nie ma tam oceny, przygany. Próżno szukać irytacji czy zmęczenia. Tam naprawdę pojawiło się zrozumienie. I akceptacja tego, co mówiła. Przynajmniej tak mogłaś to identyfikować. Twoja wysoka percepcja pozawalała dojrzeć takie niuanse ludzkich zachowań. Tutaj mogłaś dojrzeć, że mężczyzna nie udawał tego spokoju i naprawdę nie był zszokowany. Ale rzeczywiście wspomnienie o animagu go zainteresowało. Tak jak i wspomnienie o zewie przy niekontrolowanej przemianie. - Musiało być to dla ciebie traumatyczna przeżycie, prawda? Chciałaś zrobić tylko zakupy, czułaś się bezpiecznie mimo tak niebezpiecznej okolicy, a tymczasem straciłaś kontrolę nad tym, co mogło wyrządzić wiele krzywd ludziom. Musi ci być bardzo ciężko. - Na moment zamilkł - dał ci czas albo na przetrawienie jego słów, własnych myśli, albo wtrącenie tutaj własnych słów. - Dlaczego miałabyś robić coś tak okropnego celowo? I jeszcze narażać swoje życie? To przecież byłoby nieodpowiedzialne. A ty jesteś odpowiedzialna, nawet pomimo zostawiania różdżki w domu na chwilowe wyjście do sklepu. - Ciężko było ci wyczuć jego ton głosu, który ciągle nadawał na tej samej linii. Nie był zimny, ale też nie był ciepły. - Gdybyś mogła bardziej skupić się na momencie przemiany. Cofnijmy się do tamtego momentu. W jakim miejscu dokładnie miało to miejsce? I kto był tego świadkiem. Skup się, Faye, to jest bardzo ważne. Pomoże nam chronić ciebie i resztę czarodziei. Będziesz mogła spać spokojnie - twoje czyny nie przyniosą żadnych konsekwencji.