31.12.2024, 14:37 ✶
- A jak się nazywa? - zerknęła na Scarlett uważnie. Znała go? Może znała, chociaż nie można było powiedzieć, że Faye jakoś mocno wsiąkła w struktury Ministerstwa. - Nie znam za dużo osób, możesz się obejść smakiem, jeśli chcesz jakieś haki na wujaszka.
Mrugnęła do niej, bo prawda była taka, że w Ministerstwie Magii bywała naprawdę rzadko. A rozmawiała z innymi jeszcze rzadziej.
Przyjęła butelkę i pociągnęła spory łyk cytrynówki. Skrzywiła się tylko minimalnie, bo to jednak był mocny alkohol, a ona była przyzwyczajona do tego, że mocne alkohole pijała wieczorami. Ale nie była zła, była... Nawet bardzo dobra.
- To ta od twojej kuzynki? - zapytała, przyglądając się butelce i etykiecie, jeżeli jakaś była na szkle. - I oczywiście, że to jest genialny plan. Innych nie posiadam w swoim asortymencie.
Wyszczerzyła się w odpowiedzi, zanim oddała butelkę. Lepiej żeby się nie nawaliły zawczasu, bo czarowanie po pijaku nie było rozsądne, a przecież i tak ta cała sytuacja była naprawdę delikatna. Klasnęła w dłonie, gdy przed nimi pojawił się wózek. Elegancko, ale to była tylko połowa sukcesu. Jeszcze musiały podejść z nim do kolejnych domów i wtaszczyć beczki, a potem tak czarować, żeby nikt ich nie zobaczył. Przecież gdyby ktokolwiek przyłapał je z różdżkami... Cóż, niby zawsze mogły mugolom wmówić, że to patyki, ale jak wytłumaczyłyby się z rzucania zaklęć?
Pomogła Scarlett w ładowaniu beczek na wóz. To nie było trudne, bo te były puste, a Faye mimo drobnego ciała miała krzepę, no i przede wszystkim: pomoc. Gdy nie mogły sobie poradzić, to pomagały sobie magią, ale to również nie był pełny sukces. Również nie to, gdy same pchały wózek, który wcale nie był taki ciężki. O nie, prawdziwym sukcesem będzie, jak dotrą do tego kolejnego domu, nie niepokojone przez nikogo, a potem podmienią beczki.
- Ci są w pracy, nie mają dzieci - powiedziała, sapiąc odrobinę. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że się nie zmęczyła. Merlinie niech ci będą dzięki za magię! - Ale musimy się spieszyć, kto wie czy nikt tu nie przyłazi żeby kwiaty podlewać czy coś.
Zajęła się wyładowywaniem pustych beczek, a potem... cóż. Rozejrzała się czy nikogo tu nie ma, a potem machnęła różdżką możliwie jak najdyskretniej, żeby podnieść jedną z pełnych beczek i przenieść ją na wóz.
Translokacja x2
Mrugnęła do niej, bo prawda była taka, że w Ministerstwie Magii bywała naprawdę rzadko. A rozmawiała z innymi jeszcze rzadziej.
Przyjęła butelkę i pociągnęła spory łyk cytrynówki. Skrzywiła się tylko minimalnie, bo to jednak był mocny alkohol, a ona była przyzwyczajona do tego, że mocne alkohole pijała wieczorami. Ale nie była zła, była... Nawet bardzo dobra.
- To ta od twojej kuzynki? - zapytała, przyglądając się butelce i etykiecie, jeżeli jakaś była na szkle. - I oczywiście, że to jest genialny plan. Innych nie posiadam w swoim asortymencie.
Wyszczerzyła się w odpowiedzi, zanim oddała butelkę. Lepiej żeby się nie nawaliły zawczasu, bo czarowanie po pijaku nie było rozsądne, a przecież i tak ta cała sytuacja była naprawdę delikatna. Klasnęła w dłonie, gdy przed nimi pojawił się wózek. Elegancko, ale to była tylko połowa sukcesu. Jeszcze musiały podejść z nim do kolejnych domów i wtaszczyć beczki, a potem tak czarować, żeby nikt ich nie zobaczył. Przecież gdyby ktokolwiek przyłapał je z różdżkami... Cóż, niby zawsze mogły mugolom wmówić, że to patyki, ale jak wytłumaczyłyby się z rzucania zaklęć?
Pomogła Scarlett w ładowaniu beczek na wóz. To nie było trudne, bo te były puste, a Faye mimo drobnego ciała miała krzepę, no i przede wszystkim: pomoc. Gdy nie mogły sobie poradzić, to pomagały sobie magią, ale to również nie był pełny sukces. Również nie to, gdy same pchały wózek, który wcale nie był taki ciężki. O nie, prawdziwym sukcesem będzie, jak dotrą do tego kolejnego domu, nie niepokojone przez nikogo, a potem podmienią beczki.
- Ci są w pracy, nie mają dzieci - powiedziała, sapiąc odrobinę. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że się nie zmęczyła. Merlinie niech ci będą dzięki za magię! - Ale musimy się spieszyć, kto wie czy nikt tu nie przyłazi żeby kwiaty podlewać czy coś.
Zajęła się wyładowywaniem pustych beczek, a potem... cóż. Rozejrzała się czy nikogo tu nie ma, a potem machnęła różdżką możliwie jak najdyskretniej, żeby podnieść jedną z pełnych beczek i przenieść ją na wóz.
Translokacja x2
Rzut O 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!