Jest. Oto był złapany pewnik wśród całego tego "nie wiem", "może", "chyba". Hugo dopisywał tutaj historyjki i twierdzenia, patrzył, czy kobieta naprzeciw się pod to podepnie, a może nagle będzie napięcie mięśni? Naciśnie na jakiś bolący fragment ciała, który starała się usilnie ukryć przed jego wzrokiem. Pytanie o to, czy "będąc niewinną przyszłaby sama do spowiedzi u brygadzistów" było płonne. Niejeden winny przyszedł tylko po to, by stworzyć pozór bycia ofiarą. Tutaj jednak podejście do pani Faye było inne. To tylko dziewczyna. Czy może - już kobieta. Kobieta, która, jak sama powiedziała, niedawno wróciła do Anglii, kupiła sobie wygodną kamieniczkę i teraz była narażona na jakąś tajemnicę, która nie pozwalała jej funkcjonować normalnymi trybami.
Hugo podniósł znów swoją podstawkę i opuścił wzrok na kartkę, by kontynuować zapiski.
- Gdyby pojedyncze wypadki magiczne dyktowały nam wielkie zmiany życiowe to społeczeństwo mógłby ogarnąć chaos. Naturalnie - to nie jest drobny przypadek. Nie uczyniłaś nikomu krzywdy, tej pewności się trzymamy. Mówisz jednak, że zachowałaś część świadomości. Potrafiłabyś odtworzyć drogę, jaką przebyłaś? Zaprowadzić funkcjonariusza na miejsce, w którym byłaś? - Znów przerwał pisanie. Niekontrolowana przemiana, pojawiła się wzmianka o Matce, o czymś ciągnącym ją do lasu, w konkretne miejsce - okrąg... - Czasem podświadomość potrafi nam dopowiadać niezwykłe historie do rzeczy bardzo codziennych. Powiedz, Faye - jesteś wierząca? - Kiedyś to pytanie było niemal potwarzą, ale dawno minęły czasy, w których czarodzieje byli mocno rozdzielani na wierzących i tych nie. Zawsze byli nieco bardziej otwarci od świata mugoli. Otwarci i wyrozumiali, tak. Trudno nie być - w końcu w codzienności doświadczali cudów, o jakich czasem mugolom się nie śniło.
- Żaden problem. Musisz być bardzo zdenerwowana. Przykro mi, że witam cię w takich warunkach, ale musimy przestrzegać kodeksu postępowania. - Mężczyzna uśmiechnął się. Był to uśmiech bardzo oszczędny, ale nawet pomimo licznych blizn na jego twarzy - sympatyczny. Dokończył tylko swoją notatkę... a kiedy pojawiła się propozycja od Faye zawiesił pióro na moment. - Sprowadzę rysownika. Wspomnienia z tego wydarzenia byłyby bezcenne. Dzięki nim osoby znające się na wilkołactwie lepiej niż ty czy ja będą mogły przebadać ten problem pod wieloma kątami. Uzyskanie odpowiedzi na pytanie "dlaczego" stałoby się o wiele prostsze. - Przez moment spoglądał na ciebie, nim się podniósł - zabrał ze sobą papiery. - Zaraz do ciebie wrócę. Spróbuj się odprężyć. Już jesteś bezpieczna. Zajmiemy się również tymi mugolami. - Tak na dobrą sprawę to wydarzenia z Knieni mogą mieć coś z tym wspólnego, a może ten Nikolai maczał w tym palce? Zamierzał to sprawdzić.
Zostałaś sama. Ten pusty pokój i twoje niespokojne myśli. A może trochę ukojone? Przekonaniem, że przeprowadzka nie musi być konieczna, że to mógł być tylko pojedynczy fenomen. Że Ministerstwo jednak da radę opanować sytuacje, tylko jak wszyscy ludzie - mieli swoje ograniczenia. W końcu to ludzie je tworzyli. Minęła tak minuta. Wskazówka przesuwała się znów leniwie, topornie, choć jej chód był gładki i miarowy. Systematyczny. Pięć minut. Siedem. W końcu drzwi otworzyły się znów. Hugo rzeczywiście przyszedł - i przyniósł ze sobą herbatę.
- Proszę. Słodzisz? - Podsunął cukiernicę. Nie miał już ze sobą podkładki. Za nim do pomieszczenia wszedł starszy czarodziej w czarodziejskich szatach z barwami brygady. Miał już zakola na krótkich włosach, które trzymał spięte w kucyk na karku. Przydałoby mu się zrzucić kilka kilogramów. Poczciwe, ciepłe oczy o brązowej barwie. Usiedli naprzeciwko ciebie, tylko najpierw rysownik podszedł do ciebie i wyciągnął dłoń grzecznościowo, z uśmiechem. - Proszę, opisuj te osoby po kolei. To jest Pan Hopkins. Znakomity ilustrator. Sama się o tym przekonasz.
- Miło mi panią poznać. Momencik, rozłożę się i... - rzeczywiście ustawił swoje stanowisko do rysunku i wyjął ołówek. - I już. Proszę, śmiało. Im więcej szczegółów, tym lepiej.
- Nie śpiesz się. Nikt cię nie pogania. - Zapewnił jeszcze Hopkins, który złożył dłoni na biurku.