31.12.2024, 19:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2024, 19:13 przez Leviathan Rowle.)
Z pewnym zafascynowaniem obserwował, jak gdzieś w jej oczach zachodziła zmiana. Powolna, w jakiś sposób wykalkulowana, ale jednocześnie dająca nadzieję na to, że ten dzień nie będzie kompletną katastrofą, bo wystarczyło mu że kosiarka nadawała się do śmieci, a Faye pojawiła się jako radosna nastolatka.
- Które z nas by tego nie chciało - mruknął z pewnym zrezygnowaniem, bo co jak co, ale obydwoje zgadzali się co do tego, że na tym etapie chętnie wymazaliby tamte dwadzieścia cztery z historii. Samo zapomnienie, nawet jeśli kusiło, było zwyczajnie niemożliwe, szczególnie że podpisane papiery były jak najbardziej prawdziwe. To, ze ktoś się do nich jeszcze nie dokopał, to było jakieś cholerne zrządzenie losu, ale Rowle nie do końca wierzył w to, że uda im się ugrać ten stan jeszcze przez długi czas.
Przez moment patrzył jak grzebie po kieszeniach, ale wreszcie cofnął się i odwrócił, przechodząc przez korytarz i przelotnie machając na nią ręką, żeby robiła co chce. On sam podszedł do jednego z foteli, na którym zostało rzucone parę ubrań. Wyciągnął z hałdy koszulę i nasunął ją na ramiona.
- Mam nadzieję, że masz tam wystarczająco, żeby się tym zająć - rzucił w odpowiedzi głośno, ale zaraz cofnął się, tak żeby widzieć ją w korytarzu, kiedy zaczął zapinać parę guzików granatowej, kraciastej koszuli rasowego farmera. Do tego Leviemu było daleko, ale kraciaste, flanelowe koszule były jakimś uniwersalnym ubiorem ludzi, którzy mieli walczyć z przyrodą. - Zaatakowały mi jednego z pracowników, kiedy był w okolicach Llyn Gwynant. To takie spore jezioro. Powiedział, że widział trzy, ale kto wie - podszedł na nowo do fotela i ściągnął szorty, żeby nasunąć długie spodnie.
- Które z nas by tego nie chciało - mruknął z pewnym zrezygnowaniem, bo co jak co, ale obydwoje zgadzali się co do tego, że na tym etapie chętnie wymazaliby tamte dwadzieścia cztery z historii. Samo zapomnienie, nawet jeśli kusiło, było zwyczajnie niemożliwe, szczególnie że podpisane papiery były jak najbardziej prawdziwe. To, ze ktoś się do nich jeszcze nie dokopał, to było jakieś cholerne zrządzenie losu, ale Rowle nie do końca wierzył w to, że uda im się ugrać ten stan jeszcze przez długi czas.
Przez moment patrzył jak grzebie po kieszeniach, ale wreszcie cofnął się i odwrócił, przechodząc przez korytarz i przelotnie machając na nią ręką, żeby robiła co chce. On sam podszedł do jednego z foteli, na którym zostało rzucone parę ubrań. Wyciągnął z hałdy koszulę i nasunął ją na ramiona.
- Mam nadzieję, że masz tam wystarczająco, żeby się tym zająć - rzucił w odpowiedzi głośno, ale zaraz cofnął się, tak żeby widzieć ją w korytarzu, kiedy zaczął zapinać parę guzików granatowej, kraciastej koszuli rasowego farmera. Do tego Leviemu było daleko, ale kraciaste, flanelowe koszule były jakimś uniwersalnym ubiorem ludzi, którzy mieli walczyć z przyrodą. - Zaatakowały mi jednego z pracowników, kiedy był w okolicach Llyn Gwynant. To takie spore jezioro. Powiedział, że widział trzy, ale kto wie - podszedł na nowo do fotela i ściągnął szorty, żeby nasunąć długie spodnie.