31.12.2024, 21:16 ✶
Problem w tym, że żadne z nich nie mogło ani wymazać tych dwudziestu czterech godzin, ani tym bardziej wymazać papierów, które - niestety - były jak najbardziej prawilne i legalne. Faye nie miała pojęcia co im obojgu przyszło do głowy, ale po części cieszyła się, że Leviathan miał do tego małżeństwa podobny stosunek, co ona sama. To była jedna wielka pomyłka, którą musieli jakoś odkręcić, ale... Ona uciekła. Jak zwykle zresztą, gdy zbyt wiele spraw zaczynało ją przytłaczać. Och, starała się zmienić, oczywiście, ale zmiany, jak to zmiany, przychodziły z czasem. Nie bez bólu i nie bez wysiłku.
Machnął na nią ręką jak na psa, ale tego również nie skomentowała. Nie dlatego, że wyjątkowo powściągnęła język, lecz dlatego, że miała zajęte usta: papierosem, rzecz jasna, bo niczym innym. Wetknęła jednego wyciągniętego z paczki między wargi i odpaliła go w chwili, w której Rowle postanowił w końcu się ubrać. Westchnęła, wypuszczając chmurę dymu z ust. Co by powiedział na to wszystko jego ojciec? W końcu nawiązała z jego Departamentem ścisłą współpracę, a nie lubiła okłamywać nikogo. Cała ta sytuacja z Leviathanem jednak zmuszała ją do balansowania na krawędzi prawdy i Faye naprawdę źle się z tym czuła. Bo musiała unikać tematu nie tylko w rozmowach z Lazarusem, ale i Maddoxem. Co by zrobił Greyback, gdyby się dowiedział, że Faye wzięła ślub z jakimśtam znajomym, podczas gdy dwójka wilkołaków krążyła wokół siebie, nie potrafiąc się zdecydować czy idą do przodu, czy robią krok w tył i zapominają o sobie? Na tę myśl poczuła, że w gardle rośnie jej wielka gula, której nie potrafiła przełknąć.
- Wiem, czym jest Llyn Gwynant - burknęła, przechodząc do pokoju, w którym kokosił się Rowle. Wydawało się, że powoli wraca do siebie, chociaż głos nadal miała dziwnie młody, lecz przynajmniej nie mieliła już ozorem tylko po to, by go wkurwić. - Nie jesteś odporny na zimno, skoro się ubierasz, co?
Zapytała, tym razem nie odwracając wzroku. Na jej ustach wymalował się niewinny, podszyty jednak złośliwością uśmieszek, który zasłoniła ręką, gdy bezczelnie paliła w pomieszczeniu. W końcu pomachał na nią, że może robić co chce, więc co za różnica?
- Weź jakieś porządne buty jeszcze, w laczkach mi się zabijesz - dorzuciła jeszcze, przetaczając wzrokiem po pomieszczeniu. - Masz jakąś siatkę? Taką, którą łapiecie stworzenia. Będzie łatwiej, niż liczyć na magię. Chyba że chcesz się pozbyć problemu raz na zawsze, ale wiesz... Jad, który mają licha, jest bardzo cenny. Można dużo zarobić.
I to nie na czarnym rynku, a na legalu. Przecież nie proponowałaby mu nielegalnych interesów. To był rezerwat jego rodziny, mieli więc prawo do tego jadu i konkretnej sumy galeonów, które spłynęłyby do ich kieszeni.