31.12.2024, 21:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2024, 22:09 przez Leviathan Rowle.)
Może nie był w stanie sobie wyobrazić słowo w słowo, które powiedziałby na tę ich całą ślubną rewelację Lazarus, ale mniej więcej domyślał się, jaki mógł być tego wszystkiego wydźwięk. Levi nie sądził, by w gruncie rzeczy jego ojciec miał coś przeciwko jego ożenkowi z taką Faye. W końcu pochodziła z czystokrwistej rodziny i to takiej, która wyznawała poglądy Czarnego Pana. To, że kobieta nie stała zbyt blisko poglądów jej braci było już mniej istotną kwestią. Tym bardziej, ze Rowle był absolutnie przekonany, iż jednym z powodów dla którego próbowano go wyswatać z Macmillan był fakt jak blisko siebie trzymał Septimę. Czarownicę półkrwi, na wpół zepsutą, czego nic nie mogło zmienić lub wymazać. Tak samo też Leviathan domyślał się, że jedynym prawdziwym problemem w jego małżeństwie był fakt, że nie odbyło się z odpowiednią fetą. Zachowane w tajemnicy rodziło zwyczajnie pytania: co było powodem, że w gazetach nie pokazała się na ten temat wzmianka, a po salonach nie przetoczyła się odpowiednia plotka? Lazarus mógł być tym nie do końca zainteresowany sam z siebie, ale Evelyn już dbała o to, by ich nazwisko odpowiednio wybrzmiewało pośród socjety. Czysta krew równała się w jej oczach nienagannemu postrzeganiu przez innych, a mały wyskok jej syna nieco to wszystko zaburzał.
- Wolę powiedzieć, gdyby się okazało ze geograficznie cofnęło cię do lekcji z guwernantką - odburknął, równie czule co ona. - A czemu miałbym być? Co ty sobie tam ciekawego uroiłaś, co? Z resztą, idziemy do lasu. Mam tam biegać jak mnie Matka stworzyła, o to ci chodzi? Chciałabyś - podciągnął spodnie i zaciągnął pasek. W jego ruchach natomiast ciężko było się dopatrywać chociaż odrobiny pruderyjności czy zawstydzenia, nawet jeśli zmienił przy niej całą garderobę - chyba bardziej wstydził się w tych momentach, gdy spod ubrań wypełzał cień Smoczej Łuski, a nie kiedy można było go oglądać w całości, śledząc każdy załomek ciała, bliznę, czy drobne zmiany ciągnące się po plecach. - Nie pierwszy raz idę w teren - mruknął, bardziej znużony niż faktycznie rozdrażniony jej upominaniami. Był właścicielem tego miejsca i bardzo często musiał walczyć z biurokracją albo ślęczeć za biurkiem, ale niektórzy chyba zapominali że wciąż był smokologiem, który równie często zarządzał ekipą w terenie i stawał z nią ramię w ramię w razie problemów. Jak na zawołanie, przystawił sobie porządne buty i wsunął je na stopy, a potem na moment zatrzymał się i zmarszczył brwi. A potem wyprostował, obrzucając Travers uważnym spojrzeniem.
- Chcesz mi powiedzieć, że przyszłaś do tej roboty całkowicie nieprzygotowana? Siatka? A gdzie twoja siatka, pani magiłowco? - przedrzeźnił ją, na moment zmieniając ton, kiedy wspomniał jej zawód. Skrzyżował ręce na piersi.- Chcę się go pozbyć z terenów rezerwatu. Chciałem ci zostawić to, co z nimi potem zrobić, ale skoro tak stawiasz sprawę to równie dobrze możesz je złapać, a ja zajmę się resztą.
- Wolę powiedzieć, gdyby się okazało ze geograficznie cofnęło cię do lekcji z guwernantką - odburknął, równie czule co ona. - A czemu miałbym być? Co ty sobie tam ciekawego uroiłaś, co? Z resztą, idziemy do lasu. Mam tam biegać jak mnie Matka stworzyła, o to ci chodzi? Chciałabyś - podciągnął spodnie i zaciągnął pasek. W jego ruchach natomiast ciężko było się dopatrywać chociaż odrobiny pruderyjności czy zawstydzenia, nawet jeśli zmienił przy niej całą garderobę - chyba bardziej wstydził się w tych momentach, gdy spod ubrań wypełzał cień Smoczej Łuski, a nie kiedy można było go oglądać w całości, śledząc każdy załomek ciała, bliznę, czy drobne zmiany ciągnące się po plecach. - Nie pierwszy raz idę w teren - mruknął, bardziej znużony niż faktycznie rozdrażniony jej upominaniami. Był właścicielem tego miejsca i bardzo często musiał walczyć z biurokracją albo ślęczeć za biurkiem, ale niektórzy chyba zapominali że wciąż był smokologiem, który równie często zarządzał ekipą w terenie i stawał z nią ramię w ramię w razie problemów. Jak na zawołanie, przystawił sobie porządne buty i wsunął je na stopy, a potem na moment zatrzymał się i zmarszczył brwi. A potem wyprostował, obrzucając Travers uważnym spojrzeniem.
- Chcesz mi powiedzieć, że przyszłaś do tej roboty całkowicie nieprzygotowana? Siatka? A gdzie twoja siatka, pani magiłowco? - przedrzeźnił ją, na moment zmieniając ton, kiedy wspomniał jej zawód. Skrzyżował ręce na piersi.- Chcę się go pozbyć z terenów rezerwatu. Chciałem ci zostawić to, co z nimi potem zrobić, ale skoro tak stawiasz sprawę to równie dobrze możesz je złapać, a ja zajmę się resztą.