31.12.2024, 22:08 ✶
Faye przewróciła oczami tak mocno, że o mało co a nie wypadły jej z orbit. Bogowie, jak on ją wkurwiał. Tak najzwyczajniej w świecie, po ludzku wkurwiał. Wtedy, gdy się uchlali w trzy dupy, a potem oboje stracili świadomość i wzięli ten przeklęty ślub, to miało być z jej strony jakieś pojednanie. Chęć zbliżenia się bo przecież Rowle nie mógł być taki zły, nie z takim ojcem jak Lazarus. Ale nie, okazał się być gorszy niż zły. Nie był okrutny, nie był agresywny, ale był tak wkurwiający, że nawet jej było ciężko się powstrzymać przed tym, by nie pieprznąć mu w nos.
- W dupie, Levi, w dupie - odpowiedziała elokwentnie, zmrużywszy oczy. - Od czego masz magię, smoczku?
Za nic w świecie nie przyzna się do tego, że najprawdopodobniej rano szła właśnie po tę siatkę i inne rzeczy, które mogłyby się jej przydać. Najprawdopodobniej, bo przecież nie pamiętała poranka, ale skoro była z nim umówiona i na to konkretne zlecenie, to zakładała, że tak właśnie musiało być.
- Wystarczy mi oglądania twojego tyłka i gołej klaty jak na całe życie - burknęła, wydmuchując dym nosem niczym wkurwiony byk. - Dbam po prostu o syna swojego pracodawcy.
Dodała złośliwie, dobitnie przypominając Leviathanowi, że to z jego ojcem najczęściej współpracowała. Czy to była jakaś zawoalowana groźba? Raczej nie, prędzej drażnienie się, bowiem Faye tak samo wstydziła się tego ślubu, jak Leviathan. Nigdy nie zdradziłaby nikomu tego sekretu tylko po to, żeby komukolwiek dopiec.
- To wasz rezerwat, Levi, nie mój. Licha są więc wasze, mogę ci pomóc pozyskać z nich jad a potem skręcimy im karki, bo gdy je wypuścisz, to wrócą - nie robiła tego dla dodatkowych pieniędzy. Nie robiła tego dla niego - licha potrafiły być naprawdę perfidne i okrutne, na dodatek zagrażały ludziom, którzy tutaj pracowali. Dodatkowa gotówka zawsze się jej by przydała, ale przecież Rowle i tak jej zapłaci, a ona nie należała do pazernych osób. Wolała postawić sprawę jasno, zamiast potem się kłócić, co z nimi zrobić. - To co z tą siatką albo klatką? Mam przynętę, bo na twój mózg raczej się nie złapią. I możemy ruszać w drogę.
Cmoknęła z udawaną troską, posyłając mu jedno z tych swoich niewinnych spojrzeń.