31.12.2024, 23:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2024, 23:20 przez Leviathan Rowle.)
Najlepsze, a może najgorsze, w tym wszystkim było to, że on wcale nie próbował jej zdenerwować. Oczywiście, fakt że tak reagowała był plusem tej sytuacji, tym bardziej że jeśli ktoś kogoś tu niemiłosiernie denerwował to ona jego, a nie na odwrót, ale wszystko to wychodziło mu mimochodem. Punktował ją, bo czuł taką potrzebę i w jego mniemaniu zwyczajnie odstawiała prowizorkę. Zaczepiała go, a jednocześnie kiedy odpowiadał jej w takim samym tonie, nie była w stanie przyjąć na klatę równoważonej energii.
Uniósł delikatnie brwi, słysząc jej cudowne podsumowanie, nie odpowiadając już na nie i dając jej komfort chociaż chwilowego odpoczynku. Wspomniane przez niego jezioro było spore i chciał jej zwyczajnie pokazać na mapie, gdzie wszystko się zdarzyło, ale najwyraźniej jego droga żona miała własne pomysły na wykonanie swojej pracy. Rozległ się charakterystyczny dźwięk teleportacji i dopiero wtedy Leviathan westchnął ciężko. Gwizdnął jeszcze, przywołując do siebie swojego pupila, zanim sam złapał za różdżkę i zniknął z domu.
Charakterystyczny dźwięk aportacji rozbrzmiał nad brzegiem jeziora i Leviathan z pewnym zaskoczeniem zauważył, że paręnaście metrów od niego stała Travers, cudem chyba tylko teleportując się na odpowiedni brzeg. Smoczognik Rowla, rozłożony na jego ramieniu zaskwierczał coś po swojemu, na co jego właściciel nie zareagował bardziej jak przelotnie gładząc skrzydlatą jaszczurkę po plecach, przez moment jeszcze patrząc na to co robiła Faye.
- Przy linii drzew - rzucił wreszcie głośno, wskazując dłonią we właściwym kierunku i nie czekając na nią, wyciągając kroki w tamtą stronę.
percepcja na ślady
Rozejrzał się, uważnie lustrując otoczenie stojąc w miejscu i próbując sobie przypomnieć, gdzie dokładnie wcześniej wypatrzyli charakterystyczne ślady, pozostawione przez pikujące licha. Wreszcie drgnął, podchodząc jeszcze bliżej drzew i odwracając się do Travers.
- Mam tutaj jakieś ślady, spójrz na to. Tindall mówił, że wyskoczyły na niego przy samej linii drzew, spomiędzy gałęzi. Jedno za drugim. Przez chwilę się bronił, cofając w kierunku brzegu, aż w końcu teleportował.
Uniósł delikatnie brwi, słysząc jej cudowne podsumowanie, nie odpowiadając już na nie i dając jej komfort chociaż chwilowego odpoczynku. Wspomniane przez niego jezioro było spore i chciał jej zwyczajnie pokazać na mapie, gdzie wszystko się zdarzyło, ale najwyraźniej jego droga żona miała własne pomysły na wykonanie swojej pracy. Rozległ się charakterystyczny dźwięk teleportacji i dopiero wtedy Leviathan westchnął ciężko. Gwizdnął jeszcze, przywołując do siebie swojego pupila, zanim sam złapał za różdżkę i zniknął z domu.
Charakterystyczny dźwięk aportacji rozbrzmiał nad brzegiem jeziora i Leviathan z pewnym zaskoczeniem zauważył, że paręnaście metrów od niego stała Travers, cudem chyba tylko teleportując się na odpowiedni brzeg. Smoczognik Rowla, rozłożony na jego ramieniu zaskwierczał coś po swojemu, na co jego właściciel nie zareagował bardziej jak przelotnie gładząc skrzydlatą jaszczurkę po plecach, przez moment jeszcze patrząc na to co robiła Faye.
- Przy linii drzew - rzucił wreszcie głośno, wskazując dłonią we właściwym kierunku i nie czekając na nią, wyciągając kroki w tamtą stronę.
percepcja na ślady
Rzut N 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
Rozejrzał się, uważnie lustrując otoczenie stojąc w miejscu i próbując sobie przypomnieć, gdzie dokładnie wcześniej wypatrzyli charakterystyczne ślady, pozostawione przez pikujące licha. Wreszcie drgnął, podchodząc jeszcze bliżej drzew i odwracając się do Travers.
- Mam tutaj jakieś ślady, spójrz na to. Tindall mówił, że wyskoczyły na niego przy samej linii drzew, spomiędzy gałęzi. Jedno za drugim. Przez chwilę się bronił, cofając w kierunku brzegu, aż w końcu teleportował.