Stella nie do końca była zainteresowana tym, co dzieję się w polityce. Oczywiście, że słyszała, że nastroje są różne, sama jednak nie odczuwała potrzeby, aby się angażować w ten konflikt. Była tylko i wyłącznie artystą, jedyne co mogła z tym wszystkim zrobić, to tworzyć. Wojna była przecież od zawsze bardzo inspirująca, przynosiła natchnienie.
Nie do końca wiedziała, gdzie się w tym wszystkim widzi. Póki co wolała się nie wychylać, nadal robić swoje, zabawiać tłumy, to wychodziło jej najlepiej. Wiedziała, że konflikt w pewnym momencie na pewno zrobi się jawny. Coraz bardziej można było wyczuć napięcie między czarodziejami o różnych poglądach, może powinna zacząć się zastanawiać jak się w tym wszystkim odnaleźć.
- Nie powinno, ale jest. Właściwie to nie do końca to wszystko rozumiem, wiesz? - Odparła upijając mały łyk ze swojej filiżanki. Spoglądała na siostrę, która była dla niej wzorem do naśladowania, miała już męża, swoje własne poglądy, wydawała się jej być taka dorosła, choć była zaledwie kilka lat od niej starsza. Trochę jej zazdrościła tego, że potrafiła sobie wszystko poukładać, przy niej nadal czuła się jak zagubione dziecko, choć już dawno przecież nim nie była.
- Myślę, że nic mi się nie stanie, przecież jesteśmy czystokrwiści, uznają nas za tych lepszych, dlaczego mieliby mi zrobić krzywdę? - W końcu się nie angażowała, nie próbowała pomagać tym drugim, bo nawet nie wiedziałaby jak. Ta bierność wydawała się jej być najbardziej odpowiednia. - Zresztą to tutaj zaczęłam rozwijać swoją karierę, znają mnie, zapraszają do siebie, abym im grała, co miałabym robić gdzieś indziej? - Nie do końca wyobrażała sobie, że mogłaby zmienić miejsce zamieszkania, kiedy tutaj wszystko zaczęło się układać. Powoli, małymi krokami stawała się rozpoznawalna na salonach, nic więcej nie było jej potrzebne do szczęścia. Mogła się usamodzielnić, żyć z dala od rodziców.