Uśmiechnęła się do swoich towarzyszy, gdy jednak zgodnie uznali, że mugoli to zostawią sobie co najwyżej na deser. Tak było lepiej, bolała ją głowa, i to wcale nie od tego wymiotowania w krzakach, chociaż i tak miała takie lekkie poczucie mdłości – taki był już jej egipski urok.
Oddała więc prowadzenie Thomasowi, nie skarżąc się ani trochę na chaszcze, przez które się przedzierali (strategicznie zajęła miejsce na końcu tego pochodu, ale i tak niektóre gałązki i ją się tykały, a kilka razy musiała się odchylić, żeby nie dostać w twarz. I ona niezbyt się znała na roślinach… To znaczy całkowicie zielona w tym nie była, ale większe doświadczenie i tak miała z magicznymi bestiami, ze względu na to, że pomagała dziadkom w Ostoi. Właściwie to z ulgą przyjęła ten półgodzinny marsz, w trakcie którego nie pozwoliła ciszy zapaść pomiędzy ich trójką – co i rusz zagadywała, albo sama coś opowiadała, co akurat przyszło jej do głowy. Jak zwykle zresztą. Gdyby tu była Leta albo Nell, to pewnie rzuciłaby kilka cennych prowokacji a potem już by tylko obserwowała jak świat (i Cathal) płonie, ale że towarzystwo było mnie skore do prowokacji…
– Miły spacerek dla zdrowia – odparła Thomasowi nie mniej zasapana, bo jej kondycja fizyczna nie była najlepsza. Gdy wyszli z linii lasu, sama się rozejrzała po okolicy, próbując rozpoznać znajome obrazy, które widziała już tyle razy w snach, te same, uwiecznione na licznych rysunkach walających się po jednym z namiotów na wykopaliskach, tym największym, gdzie trzymali mapy i najważniejsze rzeczy. To było bardzo surrealistyczne wrażenie: stać nieopodal jeziora, gdzie nigdy się nie było, i jednocześnie… być w tak znajomym miejscu.
Zmarszczyła brwi i zmrużyła oczy, podążając wzrokiem za kierunkiem wskazanym przez Thomasa.
– Coś tam… chyba jest – przyznała i rozejrzała się raz jeszcze po okolicy, a ostatecznie po chwili zawahania, ostrożnie zaczęła zbliżać się do brzegu jeziora.
By spojrzeć w jego toń.
Zupełnie tak jak we śnie.
Nie wiedziała, co powinna zobaczyć – swoje odbicie? Cassandry? Cokolwiek?