01.01.2025, 15:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.01.2025, 15:49 przez Enzo Remington.)
- Wejście smoka. - Enzo spróbował powtórzyć, jakby to samo w sobie miało tłumaczyć, co chciał przekazać. Jego chęci nie były jednak docenione! - Takie... z przytupem, rozumiesz? To z filmu.- Wyjaśnił, ale szybko porzucił te próby. Faye nie rozumiała; nie miała prawa rozumieć. Nie każdy żył na pograniczu obu światów, ciesząc się wspaniałościami tak magicznymi, jak i mugolskimi. Jedna i druga strona wiele traciła.
Uśmiechnął się szerzej w niemej zgodzie: nie można było go zapomnieć i nie spodziewał się, by Faye go zapomniała, nawet jeśli nie byli najbliżej. Chętnie poczęstował się papierosem, a nawet zaproponował Faye zapalniczkę, zupełnie mugolską, ale wykonującą swoje zadanie.
- Oho! Powoli, powoli. - Zaśmiał się, klepiąc dziewczynę po plecach, starając się ulżyć jej w kaszlu, nawet jeśli ten nie miał źródła w zakrztuszeniu niczym innym, jak tylko dymem. - Jeśli się zestarzałaś, to ja tego nie widzę, a wzrok mam doskonały, dziękuję bardzo! - Brnął w komplement, zaciągając się przy tym papierosem. Miał nawet chęć popisać się, wypuścić kółko dymu, ale nie potrafił tej sztuki dostatecznie dobrze, zrezygnował więc z popisów. - Rumunia była moim drugim typem, zaraz po Grecji! Spodziewam się że tam, na wschodzie, nie jest zbyt ciekawie. - Zgodził się, siadając nieco bardziej bokiem, w kierunku Faye. Uniósł szklankę z whisky, gdy ta znalazła się przed jego nosem. - Dziękuję. Za spotkanie! - Wzniósł naczynie w toaście. - Musiałaś zwiedzić kawał świata! Ja kilka lat byłem w Stanach. - Rzucił mimochodem, bynajmniej nie po to, by chwalić się swoimi wojażami. Wymieniali przecież doświadczenia! - Mój ojciec zmarł, więc wróciłem jakiś czas temu, żeby dotrzymać towarzystwa matce. Zajmujesz się zwierzętami? W Anglii nie ma hodowli pod dostatkiem? - Uniósł lekko brew, sugerując, że żartuje. Oboje byli obieżyświatami i nie mogli usiedzieć na miejscu. Podróże były dobrym sposobem na spożytkowanie energii.
Zaśmiał się serdecznie, gdy Faye rzuciła kilka propozycji jego możliwego zawodu.
- Czy nie byłoby pięknie, gdybym został kimś w Proroku? Muszę cię jednak rozczarować, nie jestem ani magimechanikiem, ani naczelnym w gazecie. Mugole wymyślili już coś lepszego od mioteł: samoloty. - Dodał mimochodem. - Chociaż uniesienie do nieba tylu ton żelastwa zakrawa o magię, nie ma innej możliwości. Wracając, nie pracuję w gazecie, ale mam audycję w radio, co weekend, u Nottów. Pracuję w Ministerstwie, a po godzinach trochę szyję. - Pochwalił się, skromnie umniejszając swoim umiejętnościom.
Uśmiechnął się szerzej w niemej zgodzie: nie można było go zapomnieć i nie spodziewał się, by Faye go zapomniała, nawet jeśli nie byli najbliżej. Chętnie poczęstował się papierosem, a nawet zaproponował Faye zapalniczkę, zupełnie mugolską, ale wykonującą swoje zadanie.
- Oho! Powoli, powoli. - Zaśmiał się, klepiąc dziewczynę po plecach, starając się ulżyć jej w kaszlu, nawet jeśli ten nie miał źródła w zakrztuszeniu niczym innym, jak tylko dymem. - Jeśli się zestarzałaś, to ja tego nie widzę, a wzrok mam doskonały, dziękuję bardzo! - Brnął w komplement, zaciągając się przy tym papierosem. Miał nawet chęć popisać się, wypuścić kółko dymu, ale nie potrafił tej sztuki dostatecznie dobrze, zrezygnował więc z popisów. - Rumunia była moim drugim typem, zaraz po Grecji! Spodziewam się że tam, na wschodzie, nie jest zbyt ciekawie. - Zgodził się, siadając nieco bardziej bokiem, w kierunku Faye. Uniósł szklankę z whisky, gdy ta znalazła się przed jego nosem. - Dziękuję. Za spotkanie! - Wzniósł naczynie w toaście. - Musiałaś zwiedzić kawał świata! Ja kilka lat byłem w Stanach. - Rzucił mimochodem, bynajmniej nie po to, by chwalić się swoimi wojażami. Wymieniali przecież doświadczenia! - Mój ojciec zmarł, więc wróciłem jakiś czas temu, żeby dotrzymać towarzystwa matce. Zajmujesz się zwierzętami? W Anglii nie ma hodowli pod dostatkiem? - Uniósł lekko brew, sugerując, że żartuje. Oboje byli obieżyświatami i nie mogli usiedzieć na miejscu. Podróże były dobrym sposobem na spożytkowanie energii.
Zaśmiał się serdecznie, gdy Faye rzuciła kilka propozycji jego możliwego zawodu.
- Czy nie byłoby pięknie, gdybym został kimś w Proroku? Muszę cię jednak rozczarować, nie jestem ani magimechanikiem, ani naczelnym w gazecie. Mugole wymyślili już coś lepszego od mioteł: samoloty. - Dodał mimochodem. - Chociaż uniesienie do nieba tylu ton żelastwa zakrawa o magię, nie ma innej możliwości. Wracając, nie pracuję w gazecie, ale mam audycję w radio, co weekend, u Nottów. Pracuję w Ministerstwie, a po godzinach trochę szyję. - Pochwalił się, skromnie umniejszając swoim umiejętnościom.