Jak widać plany mogły się zmienić bardzo drastycznie. Trafił swój na swego, czy coś w tym stylu. Gerladine zapierałaby się rękoma i nogami, że nikt nie będzie w stanie zatrzymać jej przy sobie na dłużej. To nigdy nie było coś, czego chciała. Ceniła sobie wolność i niezależność... jasne. Od jakiegoś pół roku zważała na wszystkie swoje decyzje, dostosowywała swój harmonogram tak, aby spędzić z nim jak najwięcej czasu. Zależało jej na tym, aby jakoś znaleźć swoje miejsce w życiu przyjaciela.
Dopiero teraz do niej docierało, że to od początku nie było typowe. Przyjaciele nie byli ze sobą, aż tak blisko, nie lgnęli do siebie, aż tak bardzo, nie czuli się źle, gdy nie wiedzieli się chociażby przez kilka dni, nie tęsknili ze sobą, aż tak mocno. Po tym, kiedy wyjaśnili sobie wszystko całość zaczęła jej się rozjaśniać, to od samego początku było coś więcej, tyle, że sami narzucili te niewygodne ramy, które w końcu zaczęły im przeszkadzać. Być może spodwodowało to nieco komplikacji, nieco zawirowań, ale warto było czekać, aż w końcu dojdą do tego, co faktycznie ich łączy. Wiązało się to z pewną lekkością, która jej teraz towarzyszyła, czuła, że jej życie wreszcie nabrało jakiegoś sensu. Dopuszczenie kogoś do siebie tak blisko wcale nie było takie złe, jak jej się wydawało.
Yaxleyówna nie spodziewała się, że może pojawić się w jej życiu ktoś, kogo będzie chciała zatrzymać w nim na dłużej, nigdy jeszcze tak naprawdę się nie zakochała, jasne przeżywała chwilowe miłostki, chociaż, czy w ogóle można to było nazwać miłostkami? Nie spotykała się z nikim regualrnie, nie nawiązywała stałych relacji, nie chciała tego. Nie myślała o tych wszystkich mężczyznach, którzy przez moment jej towarzyszyli. Zazwyczaj zresztą były to tylko krótkie noce, bo wymykała się od nich gdy przychodził ranek. Nie chciała patrzeć im w twarze i mówić o tym, że nic z tego nie będzie.
Tym razem było inaczej, wiedziała, że Ambroise znaczy dla niej więcej. Chciała, aby budził się przy niej i zasypiał, nie wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej. Widziała go w swojej przyszłości, w końcu zaczęła o niej myśleć, bo kiedyś raczej żyła wyłącznie chwilą, to się zmieniło. Nie sądziła, że ich życie będzie się jakoś specjalnie różnić od tego, kiedy się do siebie zbliżyli. Właściwie wypracowali pewną codzienność, mimo, że byli tylko przyjaciółmi, zresztą to też nie powinno się zmienić. Nadal mógł być jej przyjacielem w tym wszystkim, czyż nie? Może nawet w najlepszej, możliwej wersji. Znali swoje nawyki, wiedzieli, czego mogą się po sobie spodziewać, to sporo ułatwiało. Miała świadomość, że nie musi przed nim niczego ukrywać, rozmawiali ze sobą godzinami, potrafili się mocno pokłócić, ale o tym też wiedziała. Tutaj nie było żadnych wątpliwości, chciała brnąć w to dalej, żeby zobaczyć, co uda im się stworzyć razem. Była gotowa na to, co mógł im przynieść los, zresztą wydawało jej się, że są wyjątkowi. Mało kto miał szczęście trafić na osobę, która tak idealnie wpasowywałaby się do jej życia. Tak, gloryfikowała to, co między nimi było, może nie słusznie, ale czuła, że to naprawdę jest coś ponad.
Kiedy się odezwał próbowała wyobrazić sobie w głowie mapę Wielkiej Brytanii i umiejscowić na niej miejsce, w którym się znajdowali. Nieco jej się rozjaśniło, bywała kilka razy w okolicy, nigdy jednak nie w tym konkretnym miejscu. Zresztą Yaxleyównę dotychczas bardziej ciągnęło do gór, najwyraźniej i to mogło się zmienić, bo okolica była naprawdę malownicza.
Mrugnęła kilka razy, kiedy określił jej dokładnie gdzie się znajdują. Wyglądało na to, że wszystko dokładnie zaplanował, nawet nazwa tego miejsca była bardzo sugestywna. Cóż, powinna się tego spodziewać. - Widzę, że wszystko sobie bardzo dobrze przemyślałeś. - Starała się zachować powagę, ale wychodziło jej to raczej średnio. Wszystko by się zgadzało z ich planami, które mieli zamiar zrealizować podczas tego krótkiego wypadu.
Przeniosła wzrok w stronę horyzontu, aby się przypadkiem za bardzo nie zaczerwienić, musiała przywyknąć do tego, co aktualnie się między nimi działo. Cieszyło ją to oczywiście, tyle, że jeszcze nie do końca oswoiła się z tym, że przyszło im to tak łatwo. Jeszcze wczoraj przecież znajdowali się w zupełnie innym miejscu jeśli chodzi o ich znajomość, teraz miało być tylko lepiej, w końcu właściwie i tak, jak tego chciała.
- Co dalej? - Zapytała jeszcze, bo w sumie nie miała pojęcia, jak wygląda dalsza część planu, czy właściwie mieli jakiś plan. Ambroise na pewno miał, tyle, że ona nie została w niego do końca wtajemniczona, nie lubiła tracić kontroli nad tym, co działo się wokół niej, a aktualnie zupełnie przestała panować nad tym, co się wokół nich działo. Nie wiedziała nadal, jakie są konkrety i czego poza niewychodzeniem z łóżka powinna się spodziewać, tyle, że właśnie, gdzie miało znajdować się to łóżko? Kolejne pytanie, które pojawiło się w jej głowie, ale go nie zadawała.