– Człowiek, który nie odczuwa strachu, nie potrafi prawidłowo oszacować zagrożenia, jest więc bardziej narażony na niebezpieczeństwo – w trakcie tej rozmowy Laurent wielokrotnie nie odpowiadał wprost i Kieran robił dokładnie to samo, pozwalając odpowiedzi pływać gdzieś pomiędzy wierszami, by Laurent mógł ją zinterpretować wedle własnej ochoty.
– Nie musisz nosić jej dla mnie – ostatecznie… pracował dla Dantego, zapewne więc przynajmniej widział rzeczy dalece wykraczające za pruderyjność. Czy to spotkanie nie miało większego celu? Raczej miało, w końcu Kieran nie wydawał się być osobą, która robi rzeczy bez powodu. Czy wiec mógł bez powodu zaprosić Laurenta na spacer akurat w tę stronę, zatrzymać się nieopodal biblioteki, ot tak wspomniał mu o różdżce? I o reakcji Dantego na to, co zwrócił w torbie, zamiast pieniędzy, które był mu winny? Wszystko wydawało się być dokładnie wykalkulowane, obliczone na to, by poinformować Laurenta o tym i o tamtym, by nie mógł się czuć taki bezpieczny, taki bezkarny…
Skinął do Prewetta, na komentarz, że jest rad, że mogli się poznać.
– Wątpię – może byłby grzeczny na spotkaniu… a potem i tak robiłby te swoje głupie, desperackie ruchy. A może Dante straciłby cierpliwość i zaciągnąłby go siłą do Rose Noir. Tyle niewiadomych… – Pytasz mnie czy powiem mu wszystko co do słowa, co tu dzisiaj padło? – zaufać w jaki sposób?
– To są pytania, na które nie znam odpowiedzi. Zna je jedynie on – wypalić się jak świeca… Śmierciożercy… O tak, Dante z pewnością widział wywiad z Laurentem w gazecie, słowa, które zostały tam wydrukowane, zdjęcia. Może właśnie to popchnęło go do działania, do wysłania Kierana do New Forest – czas. Może Dante doskonale zdawał sobie sprawę z jego upływu?
– W takim razie powodzenia, przyda ci się. Póki co miałeś więcej szczęścia niż rozumu, ale szczęście w końcu opuszcza każdego – najwyraźniej zdanie Kierana było na tym polu jasne: widział w tym pewnego rodzaju zabawę, była to pewnego rodzaju rozrywka do obserwowania i jednocześnie widział w Laurencie ruchy nieprzemyślane, desperackie, a wnioski nie wyciągnięte. – Mhm, zapamiętam – na ostatnie mu nie odpowiedział. Za to zapatrzył się w Laurenta badawczo. – Wydaje mi się, że na ciebie już pora, Cukiereczku. Wracaj do domu – nie brzmiało to ostro, nie było jak rozkaz.