02.01.2025, 14:02 ✶
Cathal wzruszył tylko ramionami: na jego gust miejsce wydawało się nieuczęszczane od dawna, przynajmniej nie przez mugoli, ale on sam tutaj dotąd nie był, nie zamierzał więc sprzeczać się z Thomasem.
– Może są tutaj jakieś zaklęcia, odstraszające mugoli? – zasugerował, rozglądając się, jakby mógł te zabezpieczenia zobaczyć, choć to nie było możliwe: ot jeśli byłeś czarodziejem, dostrzegałeś Dziurawy Kocioł czy Hogwart, a jeżeli nie, mijałeś to miejsce, nie zwracając na nie uwagi. To był jednak tylko strzał – w końcu nie był pewny, czy tutaj w ogóle było co ukrywać.
Shafiq pozostawał odrobinę sceptyczny, mimo całej otoczki: zwoju zaklętego przez Cassandrę, snów Ginewry, tego, że Thomas rozpoznał miejsce wyśnione czy to przez talent do wróżbiarstwa i uśpione Trzecie Oko, czy przez pozostałości zaklęcia, które uwolniło się, gdy McGonagall dotknęła jej zapisków. Cathal zawsze był pod tym względem niewiernym Tomaszem: najczęściej wierzył w coś dopiero, gdy zobaczył to na własne oczy – gdy znalazł dowody.
Z drugiej strony był też człowiekiem, który w takich sytuacjach zamiast oświadczać, że na pewno nie ma to sensu, po prostu tych dowodów szedł szukać. Obojętnie, czy miałyby potwierdzić jego tezę, czy wręcz przeciwnie, tę obalić. Całe swoje życie poszukiwał dwóch rzeczy – nowych wrażeń i odpowiedzi.
– Możemy się tam teleportować. Wolę to niż pływanie w jeziorze w poszukiwaniu ukrytych skarbów – stwierdził, zwracając spojrzenie ku ruinom. Ginny zawsze mogła przedostać się tam jako kot, przeciskając się przez gąszcz: łatwiej byłoby oczywiście przelecieć nad wodą, ale nie był pewny, czy chciałaby ujawniać ten sekret Thomasowi. – Wygląda jakby ktoś tutaj mieszkał. Dawno, dawno temu.
Cathal oderwał spojrzenie od ruin, a potem spojrzał z pewnym zamyśleniem na kobietę, pochylającą się nad jeziorem. Może był niedowiarkiem: może nie zamierzał wierzyć w nic, na co nie dostanie dowodów – ale nie mogło nie przyjść mu do głowy pytanie, czy w tym domu kiedyś, dawno temu, nie mieszkał jakiś Blackwood. Może ktoś, kto zdołał umknąć z wioski przed jej zniszczeniem, może ktoś, kto po prostu przebywał wtedy poza nią.
A może dzieci Cassandry, odesłane przez kobietę przed zniszczeniem.
Ginny spoglądała w wodę: we własne odbicie. Widziała tylko siebie, ale wszystko poza tym bardzo przypominało dręczący ją sen.
To miejsce musiało mieć coś wspólnego z Cassandrą Blackwood.
– Rozejrzę się – zdecydował Cathal, a potem znikł z cichym trzaskiem, by pojawić się na drugim brzegu, tuż przy ruinach. Przystanął, bardziej z nawyku niż dlatego, że faktycznie obawiał się tu pułapek, rozglądając się za śladami pieczęci czy mechanizmów.
– Może są tutaj jakieś zaklęcia, odstraszające mugoli? – zasugerował, rozglądając się, jakby mógł te zabezpieczenia zobaczyć, choć to nie było możliwe: ot jeśli byłeś czarodziejem, dostrzegałeś Dziurawy Kocioł czy Hogwart, a jeżeli nie, mijałeś to miejsce, nie zwracając na nie uwagi. To był jednak tylko strzał – w końcu nie był pewny, czy tutaj w ogóle było co ukrywać.
Shafiq pozostawał odrobinę sceptyczny, mimo całej otoczki: zwoju zaklętego przez Cassandrę, snów Ginewry, tego, że Thomas rozpoznał miejsce wyśnione czy to przez talent do wróżbiarstwa i uśpione Trzecie Oko, czy przez pozostałości zaklęcia, które uwolniło się, gdy McGonagall dotknęła jej zapisków. Cathal zawsze był pod tym względem niewiernym Tomaszem: najczęściej wierzył w coś dopiero, gdy zobaczył to na własne oczy – gdy znalazł dowody.
Z drugiej strony był też człowiekiem, który w takich sytuacjach zamiast oświadczać, że na pewno nie ma to sensu, po prostu tych dowodów szedł szukać. Obojętnie, czy miałyby potwierdzić jego tezę, czy wręcz przeciwnie, tę obalić. Całe swoje życie poszukiwał dwóch rzeczy – nowych wrażeń i odpowiedzi.
– Możemy się tam teleportować. Wolę to niż pływanie w jeziorze w poszukiwaniu ukrytych skarbów – stwierdził, zwracając spojrzenie ku ruinom. Ginny zawsze mogła przedostać się tam jako kot, przeciskając się przez gąszcz: łatwiej byłoby oczywiście przelecieć nad wodą, ale nie był pewny, czy chciałaby ujawniać ten sekret Thomasowi. – Wygląda jakby ktoś tutaj mieszkał. Dawno, dawno temu.
Cathal oderwał spojrzenie od ruin, a potem spojrzał z pewnym zamyśleniem na kobietę, pochylającą się nad jeziorem. Może był niedowiarkiem: może nie zamierzał wierzyć w nic, na co nie dostanie dowodów – ale nie mogło nie przyjść mu do głowy pytanie, czy w tym domu kiedyś, dawno temu, nie mieszkał jakiś Blackwood. Może ktoś, kto zdołał umknąć z wioski przed jej zniszczeniem, może ktoś, kto po prostu przebywał wtedy poza nią.
A może dzieci Cassandry, odesłane przez kobietę przed zniszczeniem.
Ginny spoglądała w wodę: we własne odbicie. Widziała tylko siebie, ale wszystko poza tym bardzo przypominało dręczący ją sen.
To miejsce musiało mieć coś wspólnego z Cassandrą Blackwood.
– Rozejrzę się – zdecydował Cathal, a potem znikł z cichym trzaskiem, by pojawić się na drugim brzegu, tuż przy ruinach. Przystanął, bardziej z nawyku niż dlatego, że faktycznie obawiał się tu pułapek, rozglądając się za śladami pieczęci czy mechanizmów.