– Ich strata – odparł bez mrugnięcia okiem, bez cienia uśmiechu, tymi szarymi ślepiami świdrując Laurenta, jakby go oceniał (znowu), albo oceniał to, co mówił, doszukując się drugiego dna pod płaszczykiem słów wypowiedzianych.
– Sparafrazuję, jak zawsze. Chyba, że zapyta o coś konkretnego – nie było więc to opowiadanie wszystkiego słowo w słowo, pozostawało tam wiele miejsca na interpretację i dopowiedzenie – przynajmniej według tego, co Kieran mu teraz powiedział. Czy było to dla Laurenta dobre czy złe, musiał ocenić sam.
Przekrzywił leciutko głowę w kierunku jednego ramienia, gdy Laurent wymruczał swoją odpowiedź. Ponownie nastała pomiędzy nimi cisza, której ciemnowłosy najwyraźniej nie miał zamiaru zakłócać, aż w końcu Laurent się z nim pożegnał, ale wcale się nie ruszył.
– Do zobaczenia, Laurencie – w ten czy inny sposób na pewno się jeszcze spotkają. Czy to była obietnica? Kieran jeszcze przez kilka sekund przypatrywał się Prewettowi, aż w końcu skinął głową i ruszył przed siebie, w kierunku, z którego tutaj przyszli, by ostatecznie zniknąć.
To, co zastał Laurent, gdy już postanowił wrócić do New Forest (niezależnie od tego, czy było to od razu po tym spotkaniu, czy następnego dnia), z pewnością nie było, czego by sobie życzył.
Celem była stajnia, w której wieczorem abraksany już ułożyły się do snu. Ktoś zakradł się do niej i podłożył ogień, twój wierny Alexander został zaalarmowany hałasem abraksanów i łuną ognia na tyle szybko, by zdołać go ugasić, nim stajnia spłonęła doszczętnie, nie na tyle jednak, by udało się ją zachować w całości. Abraksany, które tam mieszkały, zdołały jednak uciec, bo otworzył im wejście, gdy z boksami poradziły sobie same. Wyleciały w popłochu, musisz je teraz wszystkie znaleźć i wyłapać (a większość z nich wzbiła się w niebo…), część będzie poparzona i ranna, większość przerażona i obrażona, że nie zapewniłeś im należytej ochrony.
Udało się to wszystkim prócz jednego. Jednego, który musiał zostać rażony jakimś zaklęciem i wykrwawił się w stajni, gdy znalazł go Alexander. Na szczęście nie był to twój wierny Michael.