02.01.2025, 18:30 ✶
Gustawa często przyjmowała osoby, które przychodziły do pana Remingtona, lecz wśród jego klienteli i znajomych rzadko zdarzał się ktoś tak bezwzględny, jak Brenna Longbottom. Chociaż gosposia mogła nie mieć dotąd przyjemności z Brenną (a jeśli nawet, to było to dawno, dawno temu, gdy stary pan Remington jeszcze żył, a dzieci były tylko dziećmi, bez dorosłych problemów!), to jedno spojrzenie wystarczyło, by sięgnąć po rozsądek i nie opierać się, gdy kobieta chciała dostać się do środka. Odsunąwszy się, by przepuścić Brennę, Gustawa przekazała cenne informacje:
- Lorenz jest w swojej sypialni. - Powiedziała cichym głosem, jakby przekazując sekret. - Jeśli z interesem, to proszę pukać. Białe drzwi na piętrze, po prawej. Naprzeciw pracowni. - Wyjaśniła, by kobieta na pewno nie zabłądziła. - Przyniosę herbatę. - Dodała, by zaoferować Brennie gościnność domu Remington.
Jeśli Brenna zdecydowała się wejść, mogła dostrzec, że dom był cichy i spokojny. Światło rozświetlało puste wnętrza, gdy pani Remington musiała wyjść, zaś Gustawa zajmowała się swoimi sprawami, najpewniej w kuchni. Nikt nie przeszkadzał pannie Longbottom, jeśli za radą Gustawy wdrapała się na piętro, gdzie tuż przy schodach, za wiecznie otwartymi na oścież drzwiami, znajdowała się pracownia, równie bez życia, co reszta domu. Choć zwykle magiczne nici same szyły zaplanowane przez Enzo kreacje, a materiał cięły zaklęte nożyce, to teraz wszystkie narzędzia leżały równo poukładane na ustawionym centralnie stole, zaś bele materiału czekały, ułożone pod ścianami. Gotowych kreacji również brakowało, a manekin stał nagi, strasząc w półmroku biała formą.
Również z sypialni nie dochodziły żadne dźwięki. Lorenz trzymał się nieźle, lecz ostatnie listy kazały mu uporządkować wydarzenia w głowie, zrozumieć, że do pewnych sytuacji doszło tylko i wyłącznie przez niego. Otrzymywana od Raphaeli korespondencja, której słodkie, pachnące karty rozłożył przed sobą na biurku, przypominały mu o konieczności bycia dla Raphaeli. Ale czy rzeczywiście tego chciał? Ta znajomość miała otworzyć mu drzwi, ale przerodziła się w coś innego i teraz nie miał wyjścia, jak tylko wspierać Abbottównę i przez to sprawiać jej jeszcze więcej problemów. Życie Lorenza Remingtona nie było łatwe.
- Lorenz jest w swojej sypialni. - Powiedziała cichym głosem, jakby przekazując sekret. - Jeśli z interesem, to proszę pukać. Białe drzwi na piętrze, po prawej. Naprzeciw pracowni. - Wyjaśniła, by kobieta na pewno nie zabłądziła. - Przyniosę herbatę. - Dodała, by zaoferować Brennie gościnność domu Remington.
Jeśli Brenna zdecydowała się wejść, mogła dostrzec, że dom był cichy i spokojny. Światło rozświetlało puste wnętrza, gdy pani Remington musiała wyjść, zaś Gustawa zajmowała się swoimi sprawami, najpewniej w kuchni. Nikt nie przeszkadzał pannie Longbottom, jeśli za radą Gustawy wdrapała się na piętro, gdzie tuż przy schodach, za wiecznie otwartymi na oścież drzwiami, znajdowała się pracownia, równie bez życia, co reszta domu. Choć zwykle magiczne nici same szyły zaplanowane przez Enzo kreacje, a materiał cięły zaklęte nożyce, to teraz wszystkie narzędzia leżały równo poukładane na ustawionym centralnie stole, zaś bele materiału czekały, ułożone pod ścianami. Gotowych kreacji również brakowało, a manekin stał nagi, strasząc w półmroku biała formą.
Również z sypialni nie dochodziły żadne dźwięki. Lorenz trzymał się nieźle, lecz ostatnie listy kazały mu uporządkować wydarzenia w głowie, zrozumieć, że do pewnych sytuacji doszło tylko i wyłącznie przez niego. Otrzymywana od Raphaeli korespondencja, której słodkie, pachnące karty rozłożył przed sobą na biurku, przypominały mu o konieczności bycia dla Raphaeli. Ale czy rzeczywiście tego chciał? Ta znajomość miała otworzyć mu drzwi, ale przerodziła się w coś innego i teraz nie miał wyjścia, jak tylko wspierać Abbottównę i przez to sprawiać jej jeszcze więcej problemów. Życie Lorenza Remingtona nie było łatwe.