02.01.2025, 20:02 ✶
- Mówiłem już, nie jestem głodny, Gustawo!
Głos ze środka pokoju zdecydowanie należał do Enzo i sugerował, że ten nie spodziewał się gości. Kiedy Brenna otworzyła drzwi, mogła dostrzec niezadowolenie wymalowane na twarzy Remingtona, który zapewne przygotowywał się do zwrócenia uwagi zmartwionej gosposi na nieuszanowanie jego życzeń. Twarz Lorenza szybko zmienił wyraz na zmieszany, a może nawet lekko wystraszony, gdy dostrzegł pannę Longbottom.
Sypialnia Lorenza nie była wyjątkowo ciekawym miejscem. W większości utrzymana w neutralnych kolorach, które przy Enzo wydawały się wręcz nudne, nawiązywała stylem do reszty domu. Zamiast parkietów z litego drewna i marmurów postawiono na miękki, ciemny dywan, kontrastujący z brzydką bielą ścian. Wystrój był nieco ciekawszy i opisywał mieszkańca: na niskim stoliku znajdował się cały stosik modowych magazynów, tak mugolskich, jak i czarodziejskich, gdzieś walała się teczka ze znajomym symbolem Ministerstwa Magii na froncie, zaś na zawieszonej na półce szafce ustawiono równo książki. Wiele z nich musiało tam leżeć latami, bo wśród nowszych pozycji znalazły się też podręczniki szkolne. Szafkę zwieńczono szalikiem w barwach Gryffindoru. Po przeciwnej zaś stronie, na drzwiach szafy, wisiał przygotowany strój, z wyprasowaną koszulą i dobranym krawatem włącznie. Można było się spodziewać, że za równo zasłane łóżko i ogólny porządek w pokoju odpowiadała Gustawa. Gołębica Księżniczka gruchała z cicha, siedząc na ramie uchylonego okna.
- Cześć. - Odpowiedział Enzo nieco wstydliwie, opuszczając spojrzenie na stopy gościa. Zaraz też zgarnął swoją korespondencję na jedną kupkę i wstał od biurka, by stanąć naprzeciwko Brenny. Brakowało mu zwyczajowej werwy. - Nie potrafię wyobrazić sobie ciebie jako McGonagall, więc chyba musisz mnie zbić. Masz swoją policyjną pałkę?
Głos ze środka pokoju zdecydowanie należał do Enzo i sugerował, że ten nie spodziewał się gości. Kiedy Brenna otworzyła drzwi, mogła dostrzec niezadowolenie wymalowane na twarzy Remingtona, który zapewne przygotowywał się do zwrócenia uwagi zmartwionej gosposi na nieuszanowanie jego życzeń. Twarz Lorenza szybko zmienił wyraz na zmieszany, a może nawet lekko wystraszony, gdy dostrzegł pannę Longbottom.
Sypialnia Lorenza nie była wyjątkowo ciekawym miejscem. W większości utrzymana w neutralnych kolorach, które przy Enzo wydawały się wręcz nudne, nawiązywała stylem do reszty domu. Zamiast parkietów z litego drewna i marmurów postawiono na miękki, ciemny dywan, kontrastujący z brzydką bielą ścian. Wystrój był nieco ciekawszy i opisywał mieszkańca: na niskim stoliku znajdował się cały stosik modowych magazynów, tak mugolskich, jak i czarodziejskich, gdzieś walała się teczka ze znajomym symbolem Ministerstwa Magii na froncie, zaś na zawieszonej na półce szafce ustawiono równo książki. Wiele z nich musiało tam leżeć latami, bo wśród nowszych pozycji znalazły się też podręczniki szkolne. Szafkę zwieńczono szalikiem w barwach Gryffindoru. Po przeciwnej zaś stronie, na drzwiach szafy, wisiał przygotowany strój, z wyprasowaną koszulą i dobranym krawatem włącznie. Można było się spodziewać, że za równo zasłane łóżko i ogólny porządek w pokoju odpowiadała Gustawa. Gołębica Księżniczka gruchała z cicha, siedząc na ramie uchylonego okna.
- Cześć. - Odpowiedział Enzo nieco wstydliwie, opuszczając spojrzenie na stopy gościa. Zaraz też zgarnął swoją korespondencję na jedną kupkę i wstał od biurka, by stanąć naprzeciwko Brenny. Brakowało mu zwyczajowej werwy. - Nie potrafię wyobrazić sobie ciebie jako McGonagall, więc chyba musisz mnie zbić. Masz swoją policyjną pałkę?