Osiąganie oczekiwanych przez dowództwo było jedną sprawą, ale sposób, w jaki się do tego dochodziło, stanowił zupełnie inną kwestię. Nic dziwnego, że osoby zaznajomione z funkcjonowaniem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów po pewnym czasie pracy byli w stanie zauważyć swego rodzaju dysonans panujący między Biurem Aurorów a Brygadą Uderzeniową. Nie działali, jak dobrze naoliwiona maszyna, niczym dwie zębatki, które napędzały siebie nawzajem. Ich zębatki obijały się o siebie nawzajem, tępiąc swoje ząbki, co zapewne w pewnym momencie zaowocuje zupełną bezradnością tych organów, jeśli przyjdzie zmierzyć im się z poważniejszym przydziałem niż ochrona uroczystości.
— Owszem, nie zgadzam się — przyznał otwarcie, monotonnym tonem, jakby oczywistą oczywistością było, iż nie przyzna Rookwoodowi racji. Czego można było się spodziewać po kimś, kto był nastawiony przede wszystkim na pracę zespołową? — Powiem nawet więcej, uważam, że wdawanie się w tego typu dyskusje przynosi więcej złego niż pożytku i sprawia, że nie skupiamy się na tym, po co tutaj przyszliśmy. — Opuścił wzrok na Chestera. — W moim przeświadczeniu wyznaczono nas na liderów w celu moderowania dyskusji, a nie narzucania innym swojej woli. Nasz staż pracy sprawia, że możemy odrzucić niepraktyczne pomysły i wcielić w życie te najbardziej obiecujące, a nie wydawać polecenia bez oglądania się na innych.
Odsunął parę razy, co by kaszlnąć parę razy. Nie podobało mu się to, że Rookwood stawiał się w pozycji kogoś lepszego od reszty. Owszem, był w stanie uszanować wiedzę i doświadczenie, jakie wyniósł z lat służby, jednak wychodził też z założenia, że starszy czarodziej nieco się zapominał. Może Brygada Uderzeniowa była nieco nieokrzesana, może faktycznie tak było, ale upominanie jej członków nie leżało w kompetencjach Chestera. Ba, Erik nie powiedziałby nawet, że leżało w jego, chociaż został wyznaczony na lidera tego spotkania. Tego typu sprawy leżały w rękach Szefa Brygady Uderzeniowej lub Komendanta.
— Większość tych ludzi nie jest też Pana bezpośrednimi podwładnymi, gdyż w kwestii Beltane nasze biura współpracują. Z tego, co się orientuje Pana obecne wpływy dotyczącą przede wszystkim Biura Aurorów. Jeśli Brygada Uderzeniowa kluje Pana w oczy, Panie Rookwooda, sugerowałbym zgłoszenie wszelkich zażaleń oficjalnymi kanałami, a najlepiej na piśmie, żeby wszystko było jasne i klarowne — kontynuował, spoglądając ponad głowami reszty uczestników spotkania, jakby w tej sposób mógł odizolować się od tej całej dyskusji. — A jeśli już jesteśmy przy „trzymaniu się zakresu obowiązków”, to chciałbym zauważyć, że spora liczba aurorów wyznaczonych na patrole nie dotarła na to spotkanie. Ufam, że Biuro Aurorów dopełni wszelkich starań, aby nieobecni zostali poinformowani o przebiegu tego zebrania i swoich obowiązkach na czas Beltane.
Skrzywił się lekko. Zazwyczaj nie uciekłby się do takiego przytyku, zwłaszcza że Patrickowi i Lucy udało się tu zjawić. Nie miał zamiaru jednak stać bezczynnie i kiwać głową, gdy jego współpracownicy byli poniekąd mieszani z błotem, poprzez wytykanie im niekompetencji. Ktoś ewidentnie niepoprawnie zinterpretował polecenia dowództwa i na pewno nie był to nikt od Erika.
— A więc podsumowując — odezwał się jeszcze Erik, zanim ktokolwiek zdążył odejść. — Heather, przelecisz się razem z Thomasem nad terenem obchodów. Obraz z góry nam się przyda, jeśli jakimś cudem dostaniemy dodatkowych ludzi do patrolu, żebyśmy wiedzieli, gdzie ich rozmieścić. Patrick i Mavelle, wyraziliście chyba największe zainteresowanie doprowadzeniem dróg ewakuacyjnych do porządku, więc myślę, że wspólnie możecie się tym zająć. — Z szacunku do tego, że Patrick i Chester pracowali w Biurze Aurorów, Erik skierował wzrok na Chestera, co by ten potwierdził zgodę. — Brenna zajmie się rozłożeniem stołów i stoisk, więc Lucy, będziesz w stanie jej pomóc. Szybciej się uwiniecie. Jeśli chodzi o rozświetlenie linii lasu, to biorę to na siebie. A więc zostaje nam jeszcze kwestia ognisk, więc Panie Rookwood magiczną taśmę pozostawiam w Pana rękach, jak i stopień odgrodzenia ich od głównego terenu.
Cóż, co jeszcze mogli zrobić? Zadania na dzisiaj w celu dopełnienia rozpoznania terenu zostały przydzielone, a wdawanie się w dalszą dyskusję na temat pracy brygadzistów nie miało już większego znaczenia. Longbottom szczerze wierzył, że jeśli w biurze faktycznie dochodzi do jakichś problemów, to zostaną one rozwiązane zgodnie z zasadami przez osobę do tego powołaną w ramach tego organu. Na koniec Erik pożegnał wszystkich, po czym udał się w stronę linii lasu, co by zająć się wytwarzaniem srebrno-niebieskich magicznych orbów mających oświetlać te okolice. Oby to coś dało, bo jeśli wyjdzie na jaw, że wszystkie ich starania pójdą na marne, to będzie mu bardzo przykro.
Rekonesans powietrzny nad terenem Beltane: Heather, Thomas
Kontrola rozłożenia stoisk na terenie Beltane: Brenna, Lucy
Odgrodzenie ognisk przy pomocy magicznej taśmy: Chester
Poszerzenie dróg ewakuacyjnych: Mavelle, Patrick
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞