02.01.2025, 23:45 ✶
Drażniły go ich słowa, opakowane w natrętny mistycyzm, który stanowił dla niego barierę nie do przebicia. Męczyło go to, ale chyba nie aż tak, jak napięcie które kryło się w przeczesującym las wietrze. W pustej przestrzeni między nimi - ludźmi, a nimi - centaurami. Zachowywały się trochę tak, jakby on i Scylla mieli potencjał do zrobienia im rzeczy bardzo złych i dotkliwych, ale może coś było w tym, że tych odruchów zwyczajnie się nauczyły. Jak mogły nie, kiedy sam powiedział im to co było na pierwszy rzut oka wiadome, że co chwila ktoś wydzierał im kolejne skrawki ziemi. Jeśli nie odpuszczały z własnej woli, były do tego zmuszane siłą; bronią i zaklęciami. I wiążącym się z tym bólem.
- Teraz wyciągnę coś z szaty - powiedział sucho, tonem wyzutym z emocji, jakby tych miał w niedoborze. Zastygł na moment, czekając aż wszyscy tu zgromadzeni przetworzą to, co właśnie powiedział i nikomu nie zapragnie się powstrzymać go gwałtownie przed wsunięciem dłoni w poły materiału.
Nie podobało mu się, jak szybko zrozumiał, co musi im oddać. Albo raczej co było dla niego w tym momencie najcenniejsze. Nie była to ani różdżka, ani własne dobro. Nie było to też zdrowie Scylli, chociaż nim mógłby zagrywać pewnie przy innych okazjach. Była jednak jedna istota, z którą nigdy się nie rozstawał, a która stanowiła wyznacznik jego powiązania z naturą. Jakieś poświadczenie, że może nie był aż tak złym człowiekiem, jak niektórzy mogliby przypuszczać i aż tak obojętnym na innych.
Drobna, uskrzydlona jaszczurka obróciła się na jego dłoni, ciekawsko przyglądając otoczeniu, ostatecznie kierując spojrzenie na swojego właściciela. Na moment spojrzenie Leviathana złagodniało, pomimo tego że wciąż czuł na sobie spojrzenia wszystkich. Centaurów, Scylli i nawet samego lasu.
- Co natura daje, natura zabiera - powiedział cicho, przyglądając się jak smoczognik rozprostowuje drobne skrzydła, rozbudzając się z dotychczasowego snu. - Musisz iść z nimi, mój drogi - pogładził stworzenie z czułością, zanim wskazał mu kierunek i wyciągnął dłoń.
- Nie miejcie mu za złe tego, że był moim przyjacielem - powiedział miękko, melodyjnym tonem, sprawnie wypowiadając słowa w ich języku, bez chwili zawahania. Mógłby się chełpić tą znajomością, z przekorą wypowiadając kolejne słowa, ale zamiast tego jego głos brzmiał niemal smutno, z faktyczną prośbą. I gałązką oliwną - wielu przychodziło do nich, by obietnice składać i je łamać, ale jak wielu robiło to w ich języku?
- Teraz wyciągnę coś z szaty - powiedział sucho, tonem wyzutym z emocji, jakby tych miał w niedoborze. Zastygł na moment, czekając aż wszyscy tu zgromadzeni przetworzą to, co właśnie powiedział i nikomu nie zapragnie się powstrzymać go gwałtownie przed wsunięciem dłoni w poły materiału.
Nie podobało mu się, jak szybko zrozumiał, co musi im oddać. Albo raczej co było dla niego w tym momencie najcenniejsze. Nie była to ani różdżka, ani własne dobro. Nie było to też zdrowie Scylli, chociaż nim mógłby zagrywać pewnie przy innych okazjach. Była jednak jedna istota, z którą nigdy się nie rozstawał, a która stanowiła wyznacznik jego powiązania z naturą. Jakieś poświadczenie, że może nie był aż tak złym człowiekiem, jak niektórzy mogliby przypuszczać i aż tak obojętnym na innych.
Drobna, uskrzydlona jaszczurka obróciła się na jego dłoni, ciekawsko przyglądając otoczeniu, ostatecznie kierując spojrzenie na swojego właściciela. Na moment spojrzenie Leviathana złagodniało, pomimo tego że wciąż czuł na sobie spojrzenia wszystkich. Centaurów, Scylli i nawet samego lasu.
- Co natura daje, natura zabiera - powiedział cicho, przyglądając się jak smoczognik rozprostowuje drobne skrzydła, rozbudzając się z dotychczasowego snu. - Musisz iść z nimi, mój drogi - pogładził stworzenie z czułością, zanim wskazał mu kierunek i wyciągnął dłoń.
- Nie miejcie mu za złe tego, że był moim przyjacielem - powiedział miękko, melodyjnym tonem, sprawnie wypowiadając słowa w ich języku, bez chwili zawahania. Mógłby się chełpić tą znajomością, z przekorą wypowiadając kolejne słowa, ale zamiast tego jego głos brzmiał niemal smutno, z faktyczną prośbą. I gałązką oliwną - wielu przychodziło do nich, by obietnice składać i je łamać, ale jak wielu robiło to w ich języku?