03.01.2025, 16:08 ✶
Powiedzieć, że wrzesień miał napięty, to jak nic nie powiedzieć. Te wszystkie dni od początku miesiąca powoli napinały się niczym struna, która tylko czekała na to, by pęknąć i przypieprzyć mu w mordę. Boleśnie, zostawiając ślad na policzku i pod okiem. Ale czy mógł działać inaczej? Nie - w sierpniu odpuścił, starając się szlifować własne umiejętności i uporządkować pewne sprawy, by móc skupić się na tym, co ważne. Jeszcze było lato, chociaż pogoda na to nie wskazywała. Zrobiło się chłodniej, bardziej deszczowo, a słońce chowało się za horyzontem szybciej, niż te dwa miesiące temu. To był czas, gdy trzeba było nakładać cieplejsze płaszcze, a nierzadko i szaliki. Co prawda z szalika dzisiaj zrezygnował, lecz nie z płaszcza. Mimo iż aportował się na Aleję Horyzontalną, bo tak było szybciej, to nie chciał dopuścić do tego, by chodny wiatr wślizgnął się pod jego koszulę i owiał skórę, powodując nieprzyjemne drżenie. I tak drżał, od kiedy dowiedział się o przesyłce.
Agatha ostrzegała go, że to nie koniec. I gdyby faktycznie jej zapłacił kilkaset galeonów, to zapewne by się od niego w końcu odpieprzyła. A przynajmniej na to wskazywałaby logika, prawda? Lestrange jednak stał się nieufny, a jeżeli chodziło o pracownicę Dziurawego Kotła, to miał wszelkie powody by sądzić, że będzie chciała doić z niego kasę co miesiąc, jeśli nie częściej. A do tego nie mógł dopuścić. Fakt, że mógł jej nie drażnić, lecz po prostu nie mógł się powstrzymać. Ile warty był nasz związek? Mógł dać jej całkiem pokaźną sumkę, żeby przynajmniej na chwilę zamknęła mordę, lecz nie. Zamiast tego wypisał czek na 1 knut i teleportował się z uliczki. Zrobiło mu się wtedy nieco lżej na duszy, ale doskonale wiedział, że rozpętuje wojnę, która zakończy się krwawym starciem. I zapewne śmiercią kobiety, ale to już go nie obchodziło. Nie podejrzewał, że tak szybko będzie chciała wziąć na nim odwet. Nie posłużyła się sową, lecz doskonale wiedział, że przesyłka musi być od niej. Tylko ona podrzucała ręcznie lub przy pomocy innych paczki na jego wycieraczkę przed mieszkaniem na Horyzontalnej - nikt inny.
Nie odpisał Charlesowi, gdy odczytał jego list. Uznał, że należy działać szybko, bo nie miał pojęcia, co może kryć się w tajemniczej przesyłce. Agatha była wariatką, na dodatek nieszczęśliwie zakochaną - to był jednak jego problem i nie mógł pozwolić, żeby Mulciber ucierpiał. Pojawił się więc przed kamienicą niemalże od razu, gdy tylko zniszczył list od Charlesa. Tak jak poprzednio zapukał, nie chcąc wchodzić tu jak do siebie. Mimo że formalnie to wciąż było jego mieszkanie, to nie miał zamiaru uznawać swojej wyższości i pokazywać jej młodemu Mulciberowi. Traktował je już nie jak własne, a jak obce. Czekał też cierpliwie, aż Mulciber wpuści go do środka, chociaż wewnętrznie odczuwał niepokój. Po kobiecie można było spodziewać się wszystkiego, również tych paskudnych rzeczy, które mogły eksplodować w mieszkaniu.
Agatha ostrzegała go, że to nie koniec. I gdyby faktycznie jej zapłacił kilkaset galeonów, to zapewne by się od niego w końcu odpieprzyła. A przynajmniej na to wskazywałaby logika, prawda? Lestrange jednak stał się nieufny, a jeżeli chodziło o pracownicę Dziurawego Kotła, to miał wszelkie powody by sądzić, że będzie chciała doić z niego kasę co miesiąc, jeśli nie częściej. A do tego nie mógł dopuścić. Fakt, że mógł jej nie drażnić, lecz po prostu nie mógł się powstrzymać. Ile warty był nasz związek? Mógł dać jej całkiem pokaźną sumkę, żeby przynajmniej na chwilę zamknęła mordę, lecz nie. Zamiast tego wypisał czek na 1 knut i teleportował się z uliczki. Zrobiło mu się wtedy nieco lżej na duszy, ale doskonale wiedział, że rozpętuje wojnę, która zakończy się krwawym starciem. I zapewne śmiercią kobiety, ale to już go nie obchodziło. Nie podejrzewał, że tak szybko będzie chciała wziąć na nim odwet. Nie posłużyła się sową, lecz doskonale wiedział, że przesyłka musi być od niej. Tylko ona podrzucała ręcznie lub przy pomocy innych paczki na jego wycieraczkę przed mieszkaniem na Horyzontalnej - nikt inny.
Nie odpisał Charlesowi, gdy odczytał jego list. Uznał, że należy działać szybko, bo nie miał pojęcia, co może kryć się w tajemniczej przesyłce. Agatha była wariatką, na dodatek nieszczęśliwie zakochaną - to był jednak jego problem i nie mógł pozwolić, żeby Mulciber ucierpiał. Pojawił się więc przed kamienicą niemalże od razu, gdy tylko zniszczył list od Charlesa. Tak jak poprzednio zapukał, nie chcąc wchodzić tu jak do siebie. Mimo że formalnie to wciąż było jego mieszkanie, to nie miał zamiaru uznawać swojej wyższości i pokazywać jej młodemu Mulciberowi. Traktował je już nie jak własne, a jak obce. Czekał też cierpliwie, aż Mulciber wpuści go do środka, chociaż wewnętrznie odczuwał niepokój. Po kobiecie można było spodziewać się wszystkiego, również tych paskudnych rzeczy, które mogły eksplodować w mieszkaniu.