Nauczyciel w tym czasie przemierzył pół szerokości klasy i przystanął przy ławce przed nimi, którą zajmowała dwójka gryfonów - Erik Longbottom i Geraldine Yaxley. Chłopak przeglądał bez przekonania książkę, a Geraldine marszcząc nos, przyglądała się ognistemu krabowi, jakby zastanawiała się, czy trudno by go było z tej skorupy wyciągnąć. Profesor przebiegł po nich wzrokiem z nieodgadnionym wyrazem twarzy i dalej, aż nie zatrzymał oczu na Prewettcie i Rowle.
Głowy uczniów ponownie zwróciły się w stronę tej dwójki, w tym i głowa Longbottoma czy Yaxley. Regina, starając się unikać wzroku kuzynki, popatrzyła na Basiliusa i napotkała jego pytające spojrzenie. Bardzo powoli pokiwała głową.
— T... Khem... Tak, to diamentowa. Rasa, oczywiście. — odezwała się niepewnie i dodała niemal na jednym wydechu. — Dokładniej to... To bortowykrabognistypanieprofesorze.
Spojrzała na Kettleburna i mimowolnie lekko się przygarbiła, jakby chcąc uchronić się jakoś od wzroku wszystkich. Miała wrażenie, że świdrują ją na wylot i tylko szukają kolejnych rzeczy, z których będzie można się nabijać na najbliższej przerwie.
— Mhm, bardzo dobrze, bardzo dobrze, kochani.
Na twarzy profesora wykwitł uśmiech, który częściowo skrył się pod płowym gęstym wąsem. Raz jeszcze zlustrował spojrzeniem krukona i puchonkę, po czym ruszył z powrotem na przód klasy. Regina w głębi ducha liczyła, że przyzna jej chociaż kilka punktów, ale zaraz zganiła się za tę myśl, bo przecież Basilemu też się należały.
Wtem jakieś cztery kroki od klatki profesor przystanął i popatrzył w ich kierunku, po czym ogłosił:
— Zakładam, że wspólnie doszliście do tego, więc... Kolejne pięć punktów dla Ravenclaw i Hufflepuff, brawo.
Olbrzymka nie zdołała skryć radości, jaką ta wiadomość u niej wzbudziła. Zerknęła na Prewetta i delikatnie skinęła głową, jakby chciała mu i podziękować, i pogratulować.
Ognisty krab nadal miał w głębokim poważaniu to, co działo się poza jego klatką. W najlepsze skubał czarny kamulec, odłupując od niego czarne grudy, spod których co jakiś czas błyskało coś jasnego. Kettleburn podszedł do swojego biurka, nałożył ciężki skórzany fartuch, grube rękawice z twardej skóry i gogle, po czym stanął przy drzwiach klatki.
— Kochani, opieka nad ognistym krabem może pojawić się na egzaminie w przyszłym roku, dlatego obserwujcie uważnie.
Po tych słowach nauczyciel dobył różdżkę i otworzył drzwiczki. Dopiero przeciągłe skrzypnięcie metalu zwróciło uwagę kraba, który uniósł żółwią głowę i zwrócił ją w kierunku czarodzieja. Cichy warkot dobył się głęboko z trzewi zwierzęcia. Pochyliło ono głowę i schowało do skorupy, po czym zaczęło się powoli obracać tak, by wycelować zadkiem w potencjalne zagrożenie.
— O właśnie! W chwili zagrożenia odwraca się tyłem, wypina i...
Profesor zaczął mówić, ale niedane mu było dokończyć, bo krab nagle przyśpieszył ruchy, odnóża zastukały o kamienną posadzkę i wszyscy ujrzeli czerwony rozwierający się zadek, z którego wydobył się kłąb dymu. Uczniowie z przestrachem spoglądali na wypiętego w ich stronę kraba, gotowi nurkować pod ławki.
— I normalnie wypuszcza strugę ognia, lecz my na to nie pozwolimy.
Dokończył Kettleburn i machnięciem różdżki przemienił płomienie z zadka zwierzęcia w powiew ciepłego wiatru, który kilku dziewczynom rozwiał włosy.
— Jak widzieliście wcześniej, krab był zajęty kamieniem, który mu rzuciłem. W pierwszej kolejności należy odwrócić jego uwagę i najlepiej do tego użyć nieoczyszczonego kamienia szlachetnego. Dzięki temu stworzenie zajmie się nim, a wy będziecie mogli podejść bliżej.
Niezrażony niczym wszedł do klatki i ruszył w kierunku gada. Ten, odwrócił się w jego stronę i wychynął ze skorupy, zapewne spodziewając się kupki popiołu. Zdziwiony, że czarodziej był cały i zdrowy oraz że szedł do niego, postąpił kilka kroków w tył, po czym wciągnął z powrotem głowę, a kończyny przyciągnął szczelnie do tułowia.
— Zwierzęta te nie będą walczyły z wami. Sama obrona jest już ciężka, bo muszę się odwrócić tyłem w stronę zagrożenia, więc najczęściej wybiorą schowanie się i po prostu przeczekają przeciwnika.
Nauczyciel skierował koniec różdżki w stronę wiadra i przywołał je do z siebie. Ze środka wyciągnął szczotkę o białym włosiu i do taktu szurnięć nią o skorupę kraba, mówił:
— Oczywiście musicie pamiętać, żeby mimo to nie przechodzić za krabem oraz mieć w pogotowiu różdżkę. Do czyszczenia skorupy używa się specjalnego odwaru, który ją konserwuje i jednocześnie nabłyszcza klejnoty. Jego skład oraz sposób przygotowania macie w podręczniku. Podczas pielęgnacji zwracajcie uwagę czy nie ma dziwnych nieregularnych pęknięć lub zmian na skorupie, które mogą świadczyć o chorobie lub niewłaściwej diecie.
Mężczyzna na chwilę przestał szorować kraba, odchylił się, by ocenić swoją pracę i zadowolony z efektu wstał. Zwierzę nadal pozostawało w pozycji obronnej, co Kettleburn odnotował krótkim skinięciem głowy.
— No, połowa skorupy wyczyszczona, kto weźmie się za drugie pół? — z szerokim uśmiechem uniósł szczotkę, spoglądając na uczniów.
W ciszy, jaka zaległa na sali, dało się słyszeć brzęczenie much oraz szum liści okolicznych drzew. Nawet to jak komuś z tyłu klasy zaburczało w brzuchu i co lepsze, nikt nawet nie parsknął śmiechem.