26.01.2023, 19:51 ✶
Wyglądał na zdecydowanego co do swojego planu rozmontowania góry stolików. Lada moment przyjdą pozostali sprzedawcy i wolał już przejść do praktycznych działań. Drgnął słysząc tuż obok siebie głos młodego mężczyzny. Żart, wesoła intonacja i postawa jegomościa sprawiła, że gdy podniósł głowę do góry (a miał przed sobą kolejnego potomka giganta, jak nic!) to na jego twarzy wybuchał właśnie niegłośny śmiech. Podniósł się z przykuca do pionu i pokręcił głową z rozbawienia.
- Hm... wyśmienicie nadajesz się na bohatera. - ocenił, podłapując od niego pogodne tony. O tak, potrzebował kogoś wesołego przy sobie bo wtedy powracał do normalności.
- Właśnie byłem w trakcie zaawansowanego obliczania prawdopodobieństwa czy po poruszeniu najwyższego stołu reszta postanowi pomóc mi zapoznać się z trawnikiem. Na twoje szczęście, obliczenia zakończone więc nie musisz być mózgiem operacji. - wyciągnął do niego dłoń, by porządnie acz z wyczuciem ją uścisnąć i przedstawić się swoim imieniem pozbawionym jakichkolwiek skrótów. Kątem oka zerknął na (Norę) kobietę paradującą po trawie i ziemi w obcasach nie mogąc się przy tym nadziwić ile kobieta jest w stanie poświęcić dla pięknie wyglądających stóp. Szybko powrócił spojrzeniem do uśmiechniętego towarzystwa, trwale zapisując wyraz jego twarzy z usłyszanym imieniem.
- Tak. Plan jest taki, że powoli uniosę czarem najwyższy stół, a ty miałbyś zadanie bohaterować czyli przytrzymać resztę stołów w grzecznej i nieruchomej górze, aby się nie wysypały nam na głowy. Da radę? - zerknął na jego profil, w jego interesie pozostawiając wymyślenie sposobu na asekurowanie tych sześciu stołów po tym gdy ze szczytu zabierze siódmy.
- Rozstawię je obok siebie a potem rozniesiemy je wokół tego stołu, co stoi w samym centrum. O widzę, że już jest zajęty. - zauważył, że dwie osoby już się tam rozsiadały. Nie miał bladego pojęcia, że jasnowłosa kobieta jest przyjaciółką jego Fergusa. Może to dobrze...? Nie chcieliby tu dram skoro Beltane ma zbliżać ludzi.
- Gotowy? - poczekał na potwierdzenie gotowości - wszak wolał się upewnić czy Julien wie jak się zabrać do swojej części prostego zadania. Nie mieli się tu wcale co wysilać; nie był to wysiłek większy niż byłby w stanie udźwignąć mężczyzna. Wyciągnął całe ramię przed siebie, celując różdżką w pierwszy od szczytu stół i rzucił gładki czar lewitujący. Od razu poczuł pod palcami obciążenie czaru, które to zdradzało, że ten stół jest cięższy niż myślał. Mimo wszystko zaklęcie objęło stół w centralnym punkcie i mógł go powoli wyciągać z góry. Kątem oka zerkał na Juliena kiedy konstrukcja tej góry stołów zaczynała się chwiać.
- Dawaj, bohaterze. - uśmiechnął się połową policzka i ze zdecydowanie lepszym nastrojem niż wcześniej wyciągnął stół w powietrze. Teraz już nie zerkał na chłopaka tylko koncentrował się na przeniesieniu stołu w powietrzu i ostrożnym odstawieniu na trawę. Nie było to takie proste kiedy krańce stołu się gibały niczym dziecięca huśtawka.
- Hm... wyśmienicie nadajesz się na bohatera. - ocenił, podłapując od niego pogodne tony. O tak, potrzebował kogoś wesołego przy sobie bo wtedy powracał do normalności.
- Właśnie byłem w trakcie zaawansowanego obliczania prawdopodobieństwa czy po poruszeniu najwyższego stołu reszta postanowi pomóc mi zapoznać się z trawnikiem. Na twoje szczęście, obliczenia zakończone więc nie musisz być mózgiem operacji. - wyciągnął do niego dłoń, by porządnie acz z wyczuciem ją uścisnąć i przedstawić się swoim imieniem pozbawionym jakichkolwiek skrótów. Kątem oka zerknął na (Norę) kobietę paradującą po trawie i ziemi w obcasach nie mogąc się przy tym nadziwić ile kobieta jest w stanie poświęcić dla pięknie wyglądających stóp. Szybko powrócił spojrzeniem do uśmiechniętego towarzystwa, trwale zapisując wyraz jego twarzy z usłyszanym imieniem.
- Tak. Plan jest taki, że powoli uniosę czarem najwyższy stół, a ty miałbyś zadanie bohaterować czyli przytrzymać resztę stołów w grzecznej i nieruchomej górze, aby się nie wysypały nam na głowy. Da radę? - zerknął na jego profil, w jego interesie pozostawiając wymyślenie sposobu na asekurowanie tych sześciu stołów po tym gdy ze szczytu zabierze siódmy.
- Rozstawię je obok siebie a potem rozniesiemy je wokół tego stołu, co stoi w samym centrum. O widzę, że już jest zajęty. - zauważył, że dwie osoby już się tam rozsiadały. Nie miał bladego pojęcia, że jasnowłosa kobieta jest przyjaciółką jego Fergusa. Może to dobrze...? Nie chcieliby tu dram skoro Beltane ma zbliżać ludzi.
- Gotowy? - poczekał na potwierdzenie gotowości - wszak wolał się upewnić czy Julien wie jak się zabrać do swojej części prostego zadania. Nie mieli się tu wcale co wysilać; nie był to wysiłek większy niż byłby w stanie udźwignąć mężczyzna. Wyciągnął całe ramię przed siebie, celując różdżką w pierwszy od szczytu stół i rzucił gładki czar lewitujący. Od razu poczuł pod palcami obciążenie czaru, które to zdradzało, że ten stół jest cięższy niż myślał. Mimo wszystko zaklęcie objęło stół w centralnym punkcie i mógł go powoli wyciągać z góry. Kątem oka zerkał na Juliena kiedy konstrukcja tej góry stołów zaczynała się chwiać.
- Dawaj, bohaterze. - uśmiechnął się połową policzka i ze zdecydowanie lepszym nastrojem niż wcześniej wyciągnął stół w powietrze. Teraz już nie zerkał na chłopaka tylko koncentrował się na przeniesieniu stołu w powietrzu i ostrożnym odstawieniu na trawę. Nie było to takie proste kiedy krańce stołu się gibały niczym dziecięca huśtawka.