03.01.2025, 23:48 ✶
Tym problemem była Faye, oczywiście. Chociaż sama by się tak nie nazwała, bo przecież Lazarus nawet nie był na jej przesłuchaniu - zjawił się tylko na chwilę, na kilka uderzeń serca, by porozmawiać z Hugonem i potem odejść. Z wiadomych względów wtedy go nie goniła, lecz teraz naprawdę musiała z nim porozmawiać. Nie dlatego, że wierzyła, że znajdzie jakieś rozwiązanie, ale naprawdę czuła, że może mu zaufać i był tą osobą, która ją zrozumie. Czasem zastanawiała się, jakim cudem mógł spłodzić tak okropnego potomka, jakim był Leviathan. Niczym ten mistyczny stwór, który czaił się w głębi morza tylko po to, by w kluczowym momencie wysunąć swoje macki z odmętów oceanu i zmiażdżyć statek, na którym znajdowali się niewinni żeglarze.
- Być może tak właśnie było - powiedziała ponuro, odruchowo unosząc dłoń, by przygładzić swoje włosy. Czuła pod palcami splątane pasma, a także zaschnięte błoto i... Czy to był liść? Z lekkim zaskoczeniem wyjęła go z włosów i przyjrzała się mu, jakby po raz pierwszy w życiu zobaczyła ten dar natury. - Muszę porozmawiać z twoim ojcem, możesz poczekać.
Dodała, chowając listek do kieszeni. Przecież go nie wyrzuci, no nie? Spojrzała jednak z powątpiewaniem na plik dokumentów, które trzymał mężczyzna i machał nim przed jej nosem. Faye zmarszczyła brwi ze zniecierpliwieniem, odpychając dłoń Leviathana, trzymającą plik kartek.
- Chociaż sama nie wiem. Długo ci zejdzie? - naprawdę starała się trzymać nerwy na wodzy i być w miarę uprzejmą, ale nic nie mogła poradzić na to, że reagowała na niego nie tyle co dystansem, a niechęcią.
- Być może tak właśnie było - powiedziała ponuro, odruchowo unosząc dłoń, by przygładzić swoje włosy. Czuła pod palcami splątane pasma, a także zaschnięte błoto i... Czy to był liść? Z lekkim zaskoczeniem wyjęła go z włosów i przyjrzała się mu, jakby po raz pierwszy w życiu zobaczyła ten dar natury. - Muszę porozmawiać z twoim ojcem, możesz poczekać.
Dodała, chowając listek do kieszeni. Przecież go nie wyrzuci, no nie? Spojrzała jednak z powątpiewaniem na plik dokumentów, które trzymał mężczyzna i machał nim przed jej nosem. Faye zmarszczyła brwi ze zniecierpliwieniem, odpychając dłoń Leviathana, trzymającą plik kartek.
- Chociaż sama nie wiem. Długo ci zejdzie? - naprawdę starała się trzymać nerwy na wodzy i być w miarę uprzejmą, ale nic nie mogła poradzić na to, że reagowała na niego nie tyle co dystansem, a niechęcią.